NOWOŚĆ — Moje osobiste wspomnienia z Białorusi. Parafia w Łuczaju. 1990-1992

MOJE OSOBISTE WSPOMNIENIA Z BIAŁORUSI, część 2

+ Postawski Rejon

Parafia w Łuczaju 1990-1992

Zamieszczam dla tych, którzy piszą o najnowszej historii Kościoła katolickiego na Białorusi albo też się ją interesują. Moje osobiste wspomnienia ukazały się  w numerze 36-37 „Naszego Kraju” w 2010.

„TRZY LATA ODDANE KOŚCIOŁOWI NA BIAŁORUSI”

Osobiste wspomnienia ks. Krzysztofa Pożarskiego z parafii w Łuczaju

(1990-1992)

ROK 1990.Trudne początki.

W numerze 34-35 „Naszego Kraju (2009) przedstawiłem moje osobiste wspomnienia dotyczące pracy duszpasterskiej w parafii duniłowickiej, czasami jednak wspominając o pracy w parafii łuczajskiej, aby przedstawienie o mojej pracy misyjnej było dopełnione. Teraz przyszła kolej, aby nieco więcej powiedzieć o moim duszpasterstwie w parafii św. Tadeusza w Łuczaju. Niektóre sprawy i problemy muszą się nieco powtórzyć w tych wspomnieniach, gdyż trudno tego jest uniknąć. Pierwszy raz do Duniłowicz ze Mszą św. przyjechałem w dniu 2 lutego 1990 r. Po krótkich dojazdach z Mosarzu, gdzie mieszkałem u ks. Józefa Bulki, zostałem na stałe pracować w tym miasteczku. Kościół w św. Tadeusza w Łuczaju został zwrócony wiernym przez władzę administracyjną i kołchoz im. Suworowa w Nowosiółkach na początku marca 1990 r. Do jego odzyskania przyczyniła się głównie Anna Dubowik ze wsi Krótki, (która nieco wcześnie wstąpiła do zakonu sióstr bernardynek w Wilnie i przyjęła zakonne imię Michaela), Janina Szyk i Paweł Karol, który został także pierwszym przewodniczącym komitetu kościelnego.

W związku z oddawaniem kościoła w Łuczaju wierni zwrócili się do ks. Jan Szotkiewicza, proboszcza z Postaw, Ko majów i Łyntup (obsługiwał już trzy czynne parafie) z prośbą o pomoc w wyświęceniu kościoła i uregulowania tej sprawy z arcybiskupem.  Wydawało się, że on znany już, jako dobry restaurator świątyń i umiejący rozmawiać z przedstawicielami władzy świeckiej, będzie dobrym gospodarzem. W tym czasie wśród miejscowych księży było nieokreślone współzawodnictwo, aby otworzyć jak najwięcej zamkniętych kościołów, aby podporządkowac sobie jak największą liczbę wiernych.  Ks. J. Szotkiewicz w rozmowach z abp. Tadeuszem Kondrusiewiczem, administratorem apostolskim dla Katolików na Białorusi, mówił, że dla niego trudno będzie samemu obsługiwać kościół w Łuczaju, gdyż fizycznie nie był w stanie tego uczynić w każdą niedzielę. Najdalej położony kościół w postawskim rejonie w Łyntupach oddzielała od Łuczaju odległość 60 km. W związku sam zaproponował arcybiskupowi takie rozwiązanie. On otworzy i poświęci kościół św. Tadeusza, a ks. Pożarski z Duniłowicz (6 km od Łuczaju) weźmie go pod swoją duszpasterską opiekę, z czym się ja zgodziłem, tym bardziej, że już przyjeżdżała do mnie z taką prośbą delegacja łuczajskich parafian.

16 marca 1990 r. w kościele w Łuczaju odbyła się najpierw procesja wokół świątyni i jednocześnie jej poświęcenie, w wewnątrz i na zewnątrz, której przewodniczył proboszcz postawski. Kościół był od dołu do sufitu w rusztowaniach i ściśle nabity wiernymi, tak, że w ogóle nie można było wejść do jego wnętrza.  Ja byłem przygotowany i czekałem, że z ust ks. J. Szotkiewicza padną w końcu słowa o tym, że mam obsługiwać kościół w Łuczaju.  W trakcie kazania z ambony nieoczekiwanie jednak usłyszałem, jak ksiądz postawski mówił, aby wszystkie zebrane ofiary na kościół, teraz i w przyszłości, przekazywać jednej z jego zaufanych parafianek, która z kolei bedzie jemu przekazywać zebrane fundusze. Wówczas już się domyśliłem, że w tym dniu kościoła on mi nie przekaże. Pomyślałem tylko, jak długo starczy mu sił do obsługiwania na raz czterech parafii. Arcybiskupowi o tej sprawie nic nie powiedziałem, gdyż wszystko między nami było słownie uzgadniane.

W trakcie poświęcenia kościoła, został także zmieniony przez ks. J. Szotkiewicza przewodniczący komitetu kościelnego. Na miejsce niezależnego bardziej Pawła Karola, ksiądz postawski wybrał zaufanego Norberta Sinicę. W związku, z tym komitet po otwarciu świątyni miał następujący skład: Norbert Sinica (przewodniczący) — Daszki; Magdalena Fierkowicz (sekretarka)- Dziemiesze; Jan Murzicz (zastępca)- Żylińskie;  Władysław Litwinionek – Cieszyłowo; Władysław Kozłowski – Cieszyłowo; Władysława Ziemczonek – Ciuńce;  Agata Raginia – Daszki;  Piotr Tajanowicz –Daszki; Michał Łantuch – Daszki;  Bernard Fierkowicz – Daszki; Franciszek Giniowiec — Giniowo; Andrzej Leszczyk – Karpowicze; Anna Dubowik – Krótki; Janina Szyk – Krótki; Antoni Kazuro – Kowzany; Donat Raginia – Kowzany;  Wiktor Soroko – Łuczaj,  Jan Leszczyk – Rudziewicze; Tadeusz Leszczyk — Stary Dwór; Lubomir Sinica – Wasiewicze;  Stanisław Jacyna – Żylińskie; Arkadiusz Tanona –Żylińskie.

Ks. Szotkiewicz będąc nieoficjalnym administratorem w parafii (od 16 marca do 10 czerwca 1990 r.), to co mi się potem udało ustalić, zakupił na potrzeby kościoła następujące rzeczy: monstrancję (1000 rub.), figurę do Grobu Pańskiego (800 rub.)  6 świeczników (780 rub.), elektryczny silnik do organów (1200 rub.), a także dokonał renowacji figury Matki Bożej (120 rub.), zapłacił za smarowanie okien (400 rub.) i za umieszczenie dzwonu na wieży (600 rub.). Dzwon ten został podarowany przez kołchoz i zapewne był zdjęty z jednej z cerkwi grecko-unickiej, a potem sprzedany na Litwie. Natomiast wielki dzwon św. Tadeusza ukryty w czasie okupacji niemieckiej, tak i nie został odnaleziony. Może być, że on do dnia dzisiejszego znajduje się ukryty jeszcze w ziemi.  Razem ks. J. Szotkiewicz wydał tylko sumę 4900 rub., chociaż zapewne zebrał kilkanaście razy więcej.  Wydawało się także wtedy, że od rodziny Raginiów z Daszek proboszcz postawski kupił drewniany dom dla parafii nad jeziorem w Łuczaju za 2 tys. rubli. Był on potrzebny dla litewskich restauratorów, aby mogli spokojnie tutaj żyć i jednocześnie pracować w kościele.  Potem jednak ks. Szotkiewicz stwierdził, że ten dom kupił za własne pieniądze i on jest jego własnością. Ale do tej sprawy jeszcze wrócimy później. Od maja 1990 r. rozpoczęły się także prace renowacyjne interieuru w kościele – odnawianie malowideł (fresków) i ścian, które prowadzili restauratorzy z Wilna. Przystąpiono także do renowacji organów kościelnych. Wszystkie te prace zaczęły być wykonywane po uzgodnieniu ks. J. Szotkiewicza z przewodniczącym kołchozu O. Wołodźko. Miały one być wykonane koszt kołchozu w Nowosiółkach.

Na początku czerwca 1990 r., po prawie trzech miesiącach, zadzwonił do mnie w końcu proboszcz postawski i poinformował, że chciałby mi przekazać kościół w Łuczaju. Pojechałem od razu do Postaw i pewne szczegóły między nami zostały uzgodnione. Prosiłem tylko, aby on nie ingerował w żaden sposób w życie tej parafii, którą mi przekazywał, gdyż znałem z doświadczenia, że miejscowi księża (z paszportem ZSRR), chcieli podporządkowywać sobie księży z Polski.  Ks. J. Szotkiewicz nie poinformował mnie wówczas, jak wydał zebrane przez parafian ofiary albo ile pieniędzy mu zostało. Ja też tej sprawy nie chciałem od razu poruszać, aby go nie zdenerwować. Był on wyświęcony na kapłana na Litwie w starszych już latach (trudno było ustalić, jakie on zakończył seminarium), przy tym był bardzo nerwowy i chamowaty, dlatego dano mu do zrozumienie, że lepiej będzie jak sobie pracę znajdzie na Białorusi, tj na ziemi niczyjej.

Przeszło kilka tygodni i znów usłyszałem jego głos w słuchawce telefonu, głos pełen pretensji i wyrzutów. Otóż informował mnie, że przejeżdżając zaszedł do kościoła w Łuczaju, a tam nic nie zostało zrobione, że drzwi wejściowe podparte są jakimś kołem, a wiatr hula po kościele, bo w drzwiach są strzeliny. Ja, na te zarzuty odpowiedziałem, że tylko niedawno otrzymałem od niego kościół, a poza tym nie wiele można było w tak krótkim czasie zrobić. A poza tym, aby go oduczyć wtrącać się w nieswoje sprawy raz na zawsze, wspomniałem o pieniądzach, które on tak obficie zebrał, a których mi nic nie przekazał. Gdy zakończyłem swoje słowa usłyszałem w słuchawce tylko krzyk oburzenia „jak, ja śmiem tak mówić” i trzask rzucanej słuchawki. Taki ciężki charakter ks. J. Szotkiewicza i jego oskarżenia doświadczałem później. Oskarżał mnie nie tylko przed duchowną władzą, ale i przed władzą świecką (sugerował im nawet, aby mnie z powrotem do Polski odprawili).

Chciałbym tutaj powiedzieć o ważnej finansowej stronie proboszczowskiego służenia na Białorusi, gdyż nie wszyscy księża to dobrze rozumieli i narażali się na różne niepotrzebne plotki i intrygi (i tak niestety jest do dzisiaj). System sowiecki prawie od samego początku (od Lenina) przewidywał, że kościół, (jako budynek) powinien być zarządzany przez grupę świeckich katolików, którzy powinni w myśl rządowej ustawy tworzyć komitet kościelny, tzw. dwudziestkę („dwadcatkę”). I po podpisaniu odpowiedniej umowy administracja rejonu przekazywała im, i tylko im, we władanie świątynię. Komitet musiał liczyć obowiązkowo dwadzieścia osób, jeśli ktoś umierał, albo wybywał, natychmiast trzeba było go uzupełnić, gdyż kościół mógłby być od razu zamknięty za nieprzestrzeganie obowiązującego prawa. To komitet kościelny powinien znaleźć i zaprosić księdza do obsługi parafia także odpowiadał przed władzą świecką za duszpasterstwo proboszcza. Komitet także był zobowiązany zbierać pieniądze na utrzymanie kościoła i funkcjonowanie parafii, a także płacić różne podatki. Wypłacał także księdzu określone w umowie z nim pensję. Takie prawo obowiązywało praktycznie do końca XX wieku. Oczywiście, w większości swej komitet kościelny rozumiał absurd takiego świeckiego prawa i właściwie dalej proboszcz rządził parafią w myśl kanonicznego prawa. Zdarzały się jednak liczne wyjątki, gdy rzeczywiście komitet „uzurpował” sobie prawo do „rządów” w parafii i „znęcał” się nad jakimś staruszkiem księdzem. Tacy ludzie często byli również zainteresowani materialną stroną funkcjonowania parafii i rozdzielania pieniędzy, w związku z tym zdarzały się także tutaj pod tym względem liczne nadużycia. Najgorzej było jednak dla funkcjonowania parafii, gdy przewodniczącym takiego komitetu, jak i niektórzy jego członkowie, byli tajnymi współpracownikami organów bezpieczeństwa i donosili na proboszcz i parafian. Wówczas ksiądz mógł łatwo otrzymać wyrok skazujący i być wysłany w łagier. Dlatego też spotykałem na Białorusi kilku księży, trochę już ze zwichniętą psychiką, że wszędzie widzieli tajnych agentów ich szpiegujących. Chociaż trudno było się temu dziwić, ze względu na to, w jak ciężkich i dyskomfortowych warunkach pracowali, jak na wszystko, co mówili i robili musieli uważać.

W swojej duszpasterskiej pracy na Białorusi przyjąłem jedną zasadę, być we wszystkim otwartym i pełnym kultury dla parafian. Dotyczyło to także finansowej strony życia obu parafii. Jak przyjechałem na Białoruś zastałem jeszcze komitety kościelne w myśl sowieckiego prawa. Za kilka lat udało się w Kościele na Białorusi przekształcić je w rady parafialne. Tak czy inaczej wierni w parafiach przez system sowieckiego prawa byli przyzwyczajeni do tego, aby kontrolować księży, gdyż innego prawa nie znali. Tym bardziej, że wszędzie i zawsze wokoło ich kradli, zwłaszcza w kołchozach, toteż też niektórzy byli bardzo podejrzliwi, słusznie czy nie słusznie mogli rozsiewać różne plotki. Dlatego też postawiłem na otwartośc w finansowych sprawach dotyczących zbiórki pieniędzy w obu parafiach. Członkowie z komitetu, a potem rady parafialnej zbierali niedzielną tacę, wyjmowali ze skarbonek pieniądze, a następnie komisyjnie je liczyli. Zbierali także, jeśli wynikła taka potrzeba, pieniądze na jakiś konkretny cel, chodząc po wsiach, od domu do domu. Zebrane pieniądze przekazywali do parafialnej sekretarki, która je księgowała i trzymała u siebie w domu. W ten sposób ludzie mieli pełne zaufanie do swego proboszcza i nie mogły pojawiać się żadne plotki o finansowych nadużyciach ze strony księdza.

Z tej kasy parafialnej pieniądze mogły być wydawane tylko na konkretne cele i to za moją wiedzą. Zresztą ja, często w sprawach wydawania pieniędzy konsultowałem się z komitetem, który sobie to bardzo cenił. Na początku lat 90. XX wieku za ofiary parafian można było bardzo wiele zrobić w parafii. Oczywiście, oprócz tej parafialnej kasy, na potrzeby restauracyjne świątyń miałem także inne pieniądze, otrzymywane z różnych innych źródeł, a które mogłem wykorzystywać po swojemu upatrzeniu. W ten sposób miałem pełną swobodę finansową i niezależność, która dawała także komfort psychiczny. I właściwie było i jest tak w moim przypadku zawsze, niezależnie od tego, gdzie aktualnie służę. 

A, co do mojej współpracy z ludźmi i zaufania do mnie, mogę dla przykładu przytoczyć jeden fakt. Otóż do Duniłowicz w 1991 r. przyjechał z Londynu Sebastian Siemaszko, syn dawnego dziedzica Lachowszczyzny. Po kilku dniach znów mnie odwiedził na plebanii i ze zdziwieniem oznajmił: „Zdążyłem odwiedzić już wielu ludzi, i o dziwo, żadnego złego słowa o księdzu nie usłyszałem. Pierwszy raz czegoś takiego w swoim życiu doświadczyłem”.  Bardzo ważne także w życiu parafii było to wszystko to, co działo się na plebanii i aby w zarzewiu ucinać wszystkie plotki, moje mieszkanie zawsze było otwarte dla ludzi. Często też zapraszałem członków komitetu na obiad albo na herbatę. Gospodynie także, które pracowały na plebanii, miały przestrzegać uprzejmości i kultury w stosunku do innych. Dzięki gospodyniom poza tym, cała parafia doskonale znała jak ich ksiądz żyje, gdyż wierni o tym mogli dowiedzieć się z pierwszych ust., Co było też ważne, aby od razu u ludzi zdobyć zaufanie.  Dlatego też często w trosce o swego proboszcza ludzie na plebanię przynosili różne produkty żywnościowe.

Niestety, przez długi okres czasu parafie katolickie na Białorusi były „ziemią niczyją”, dlatego też czasami przyjeżdżali tutaj księża „wygnani” ze swych diecezji, czy też zakonów. Kto się nie sprawdził albo były z nim jakieś kłopoty, proponowano wyjazd na Białoruś. Dlatego też dochodziło czasami do różnych skandali i konfliktów. Duchowne osoby często zapominali, że kapłaństwo to tylko służba ludziom w imieniu Chrystusa, a nie panowanie nad nimi. Problemem miejscowego duchowieństwa (tutejszych) była także czasami ich zarozumiałość i próżność. Często dla młodych ludzi z małych wiosek bycie kapłanem stanowiło wielki awans społeczny, co często wyrażało się ich arogancją i grubiaństwem wobec parafian.

Zapadło mi tutaj w pamięci kilka przykładów. Otóż w parafii św. Antoniego w Udziale powinny być Misje św., ale przed nimi miała się odbyć Msza św. prymicyjna. Otóż, o. Jan Bartosz, redemptorysta, podszedł do miejscowego neoprezbitera, aby poprosić go, by ten zezwolił mu zrobić ogłoszenia o Misjach przed jego Mszą. I to, co usłyszał misjonarz przeraziło go: „Proszę mi tutaj nie przeszkadzać, ja w tej chwili jestem najważniejszy”. Podszedł do mnie o. Jan i powiedział z wielką desperacją, „Co się tutaj dzieje? Co to znaczy? Ja tego nic nie rozumiem?”.  Dla mnie także wielkim zgorszeniem było opowiadanie karmelitów bosych z Gudogaj o tym, jak oni sobie dobrze radzą w różnych sprawach. Według ich opowieści, aby coś załatwić, potrzeba zaprosić jakaś ważną osobę z rejonu, czy też przewodniczącego kołchozu na wódkę i razem z nim tak się napić, aby być razem z nim pijanym. Na drugi dzień wszystko można było załatwić. Zaś proboszcz z Mior opowiadał o tym, jak on zapraszał albo też do niego służbowo przyjeżdżał — Morozow, pełnomocnik ds. religijnych z Witebska, od którego akceptacji lub nie, zależało tak wiele w parafiach.  Otóż proboszcz miorski, aby zyskać uznanie pełnomocnika, zawsze musiał tak go upić, aby go potem wnosili za ręce i nogi do czarnej wołgi. Morozow taką szczerą gościnę zawsze cenił i nie represjonował rządowymi sankcjami. Inny znów ksiądz opowiadał mi, że poznał głównego naczelnika milicji w województwie, ten dał jemu swoją kartkę wizytową, a on od tego czasu zawsze ja trzymał przy prawie jazdy. Jeśli zatrzymywała go milicja, ta wizytówka od razu rzucała się w oczy i milicjant księdza od razu odpuszczał.   Całe szczęście, jak nigdy tak władzy świeckiej nie byłem, a poza tym, tak bym nie umiał. Dla mnie najważniejsi byli zawsze parafianie.

*

Od dnia 10 czerwca 1990 r. zacząłem obsługiwać także łuczajską parafię, gdy w kościele odprawiłem pierwszą Mszę św. Dwa kościoły, które obsługiwałem, były oddalone jeden od drugiego o 6 km, jeśli jechać starą piaszczystą drogą (szlak Stefana Batorego) albo też o 8 km, jeśli jechać drogą asfaltowaną, zrobioną na początku lat 60. XX w.  I najczęściej tę drogę wybierałem i tak jeździłem, z Duniłowicz do Łuczaja przez prawie trzy lata.  Na niedzielną Mszę św. do Łuczaju w okresie zimowym przyjeżdżałem na godz. 12.00, natomiast w okresie letnim była ona o godz. 16.00. W ciągu tygodnia w kościele łuczajskim bywały zazwyczaj dwie lub trzy Msze św. Obecna moja opowieść dotyczy mojej pracy duszpasterskiej w parafii w Łuczaju, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to, co zostanie tutaj niżej opisane, trzeba dopełnić wspomnieniami z duniłowickiej parafii, gdyż przez połączenie dwóch parafii osobą jednego proboszcza, ich historię należy traktować razem.  Początkowo nawet chrzty i śluby zawierane w Łuczaju były wpisywane przeze mnie do ksiąg parafialnych w Duniłowiczach. W tej części nie będzie już opowiadania o konfliktach z bezbożną władzą w postawskim rejonie, której nie spodobała się moja aktywna praca duszpasterska i całkowita niezależność

W dniu 18 czerwca mogła się odbyć po wielu latach uroczystość Bożego Ciała, chociaż na razie tylko na placu przykościelnym.  Była, więc eucharystyczna procesja do czterech ołtarzy, które przygotowali wierni z różnych wiosek.  Sierpień 1990.  Szczególną sprawą w każdej parafii na Białorusi była w każda pierwsza niedziela miesiąca, tzw. niedziela adoracyjna. W swych dwóch parafiach tę tradycje aktywnie podtrzymywałem.  Po Mszy było wystawienie Najśw. Sakramentu i odbywała się procesja dookoła kościoła. W niej bardzo chętnie i licznie uczestniczyli wierni, a zwłaszcza dziewczęta, które na ten czas nakładały białe sukienki. Tymi dziećmi zawsze opiekowała się jakaś parafianka i była to szczególnego rodzaju grupa dzieci i dla nich eucharystyczna procesja to było zawsze święto, a już zwłaszcza dla dzieci sypiących kwiaty.  W Duniłowiczach były zawsze dwie Msze św. Po pierwszej o godz. 10.00 było wystawienie Najśw. Sakramentu dla adoracji, po której jechałem na Mszę do Łuczaju na godz. 12.00. Tam odbywała się krótka adoracja i uroczysta procesja eucharystyczna. Po jej zakończeniu jechałem do Duniłowicz, gdzie była druga Msza św. o godz. 14.00 i procesja.

Pierwszy po latach odpust ku czci św. Anny odbył się w dniu 26 czerwca.  Chociaż cały kościół był jeszcze w rusztowaniach, ale był przez wiernych bardzo pięknie udekorowany. Ludzi też było bardzo dużo, a po Mszy św. parafianie składali mi życzenia imieninowe. W kościele w Łuczaju, jak i w Duniłowiczach, byli trzy odpusty parafialne: odpust w cześć św. Judy Tadeusza, św. Andrzeja Bobli i św. Anny. Tak, więc w dwóch parafiach miałem ich sześć każdego roku, co wiązało się także z zapraszaniem wspomagających księży z okolicznych parafii. 13 sierpnia odbyła się w kościele uroczysta Pierwsza Komunia św., do której przystąpiły 34 dzieci. Przygotowywały je Siostry Służebniczki: s. Władysława Tajanowicz z Dębicy, (która w dzieciństwie była łuczajską parafianką) i s. Maria Muszyńska z Krakowa, a także s. Walentyna za zgromadzenia Sióstr Eucharystek w Wilnie.

W dniu 20 sierpnia 1990, po ośmiu miesiącach oczekiwania mogłem otrzymać wreszcie kartę stałego pobytu dla cudzoziemca w Związku Radzieckim i ważną do 18 sierpnia 1992 r. W dniu 23 sierpnia byłem już w Grodnie, aby z rąk abp. Kondrusiewicza otrzymać oficjalny dekret nominacyjny na proboszcza w Duniłowiczach i Łuczaju. Następnie trzeba było jechać do Witebska, do pełnomocnika ds. religijnych, który 28 sierpnia dokonał mojej państwowej rejestracji i dał prawo do pracy w dwóch parafiach. Następnie wymeldowałem się z Mior, aby w 30 sierpnia zameldować się w Duniłowiczach w postawskim rejonie.

7 października przywiozłem z Wilna do kościoła dwa pozłacane kielichy (koszt 530 rub.). Na pierwszym po latach odpuście ku czci św. Tadeusza (28.10.1990 r.) wiernych było bardzo dużo.  W Dzień Zaduszny (2.11.1990 r.) odbyła się z kościoła już dawno niewidziana procesja na cmentarz grzebalny, a cały tydzień trwały wypominki. W poszczególne dni tygodnia przychodziły mieszkańcy z różnych wiosek, którzy wcześniej już znali, kiedy to w kościele będzie modlitwa i Msza św. za ich zmarłych.  Zapisane na kartkach imiona umarłych czytałem pomiędzy poszczególnymi tajemnicami bolesnymi różańca św.

W uroczystość Chrystusa Króla (25.11.1990 r.) była w kościele zbierana taca na seminarium duchowne w Grodnie, świadczyło to już o pewnej normalności struktur Kościoła na Białorusi. Początek Adwentu (2.12.1990) to roraty, na które do łuczajskiego kościoła przyjeżdżałem po południu trzy razy w tygodniu. W dniu 9 grudnia po Mszy św. dokonałem poświęcenia opłatków przywiezionych z Wilna, które po wielu latach wierni mogli z kościoła zabrać ze sobą do swoich domów.  W dniach od 19 do 20 grudnia odbywały się w parafii rekolekcje adwentowe, które głosił o. Józef Synowiec, karmelita bosy. Przed Bożym Narodzeniem dokonałem jeszcze na terenie parafii objazdu chorych po wsiach, w czasie którego w niektórych domach odprawiłem dla zebranych się Mszę św.

21 grudnia pojechałem do parafii w Komajach, aby zabrać tam kiedyś przewiezione z kościoła w Łuczaju po jego zamknięciu przedmioty.  Niestety, okazało się, że cześć łuczajskich rzeczy w ciągu wielu lat została już rozdysponowana przez miejscowych księży. To, co zostało, było przeze mnie zabrane i przywiezione z powrotem do parafii. Był to żłóbek bożonarodzeniowy z figurami, lichtarze, obraz św. Teresy od Dzieciątka Jezus i obraz św. Andrzeja Boboli, a także niewielki krzyż.  Pasterka w dniu 24 grudnia zaczęła się o godz. 22.00.

Po Nowym Roku rozpoczęła się pierwsza po latach tradycyjna wizyta duszpasterska w parafii nazywana tradycyjnie „kolędą”. Trwała ona w dwóch parafiach prawie dwa miesiące, gdyż było razem 60 wsi. Były to uroczyste odwiedziny, gdyż starałem się, aby zawsze towarzyszył mi śpiew kolęd kilka kobiet z danej wsi. I tak idąc od domu do domu, kobiety te w języku polskim śpiewały kolędy, zostawały u domu, a ja z ministrantami wchodziłem do rodziny, gdzie była najpierw modlitwa i poświęcenie mieszkania. Jak było potrzeba zachodziłem do chlewa, obory czy stajni, a by tam błogosławić zwierzęta.  Po tym odbywała się duszpasterska rozmowa z rodziną i zapisanie danych statystycznych. Ludzie składali ofiarę pieniężną oraz różne dary materialne, zazwyczaj kopconą kiełbasę w słoikach. Czasami, aby usprawnić kolędę brałem dodatkowego kierowcę, który jechał za mną samochodem i przyjmował naturalne dary. Tam gdzie nie można było dojechać samochodem, zwłaszcza na chutorze, były przygotowane sanie na których wożono księdza. Na zakończenie Starego Roku (31.12.1990 r. w kościele od godz. 20.00 było nabożeństwo eucharystyczne, a o godz. 21.00 — Msza św.

ROK 1991 R. Renowacja łuczajskiej świątyni i Misje Święte.

1 stycznia 1991 r. odprawiłem w kościele Mszę św. na rozpoczęcie Nowego Roku, a 6 stycznia, w uroczystość Trzech Króli odbyło się poświęcenie kredy i kadzidła. Na Święto Matki Bożej Gromnicznej (2.02.1991 r.) przywiozłem z Wilna pozłacany relikwiarz na relikwie św. Ignacego Loyoli, a także dwie pateny do kielicha (250 rub.).  5 lutego to wspomnienie św. Agaty i odbyło się poświęcenie chleba i wody ku jej czci. Nabożeństwo to cieszy się wielkim powodzeniem wśród wiernych. Opowiadano mi na przykład, że w czasie działań wojennych mieszkańcy wsi Ciuńce z obrazem św. Agaty obchodzili swoja wioskę i rzeczywiście, gdy inne wioski płonęły wokoło, ich wioska ocalała. Opowiadali także, że czasami do płonącego domu ludzi rzucali chleb św. Agaty i natychmiast wiatr zmieniał się, a pożar wygasał. Po Mszy św. w tym dniu złożono mi uroczyste życzenia urodzinowe.

W środę popielcową  (13.02.1991 r.) było posypanie głów wiernych popiołem. Rozpoczął się okres Wielkiego Postu, w czasie którego w kościele były nabożeństwa drogi krzyżowej i Gorzkich Żali.  W dniach  od 15 do 17 lutego odbyły się w parafii wielkopostne rekolekcje, które  prowadził o. Józef Synowiec, karmelita bosy. W dniu 4 marca zostały zakończono pracę renowacyjne i adaptacyjne trzech kościelnych zakrystii (4 tys. rub.) W Niedzielę Palmową (24.03.1991 r.) odbyło się poświęcenie palm i procesja wokół kościoła. W tym dniu zebrano na tacę ofiarę na seminarium duchowne w Grodnie (1600 rub.). Wielki Tydzień odbyły się tradycyjne nabożeństwa Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. Był zrobiony w kościele ołtarz wystawienia (ciemnica), a także Grób Pański. W Wielki Piątek rozpoczęła się nowenna do Miłosierdzia Bożego. Z Wielkiej Soboty na Niedzielę trwała całonocna adoracja. Na Wielkanoc Msza św. rezurekcyjna wraz z procesją rozpoczęła się o godz. 6.00 rano.

W Niedzielę Przewodnią (01.04.1991 r.) w kościele odbyła się Święto Bożego Miłosierdzia, do którego przygotowywano się dziewięciodniową nowenną.  5 kwietnia zakończono prace elektryfikacyjne w całym kościele, wykonywali je elektrycy z Głębokiego (7 tys. rub.).  17 maja do parafii przyjechały dwie siostry zakonne ze zgromadzenia Sióstr Serafitek. Siostra Goretti Milenkiewicz rozpoczęła pracę wśród dzieci i młodzieży. 21 maja odbyła się w Pińsku konsekracja nowego biskupa Kazimierza Świątka, który został metropolitą mińsko-mohylewskim. Zaś 23 maja odbyła się w Grodnie uroczystość konsekracji biskupiej ks. Aleksandra Kaszkiewicza z Wilna.  Został on biskupem nowoutworzonej diecezji grodzieńskiej. Natomiast 28 maja odbył się uroczysty ingres w Moskwie abp. Tadeusza Kondrusiewicza, który do tej pory był apostolskim administratorem na Białorusi. We wszystkich tych uroczystościach brałem osobisty udział.  W dniach od 3 do 6 czerwca odbyła się pielgrzymka wiernych z parafii duniłowickiej i łuczajskiej do Białegostoku na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II.  Przewodniczyłem jej osobiście.  W dniu 10 czerwca odbyło się pierwsze spotkanie z dziećmi przygotowującymi się do Pierwszej Komunii, św., które poprowadziła s. Goretti. W dniu 26 czerwca odbył odpust ku czci św. Anny. Były dwie Msze św.. Pierwsza o godz. 11.00 i uroczysta suma o, godz. 13.00, której przewodniczył i homilię wygłosił ks. Władysław Zawalniuk z Mińska. Po Mszy św. były dla mnie życzenia imieninowe od dorosłych, młodzieży i dzieci przeplatane śpiewem.

29 czerwca 1991 r. wybrano nową radę parafialną według tymczasowego statutu Kościoła katolickiego na Białorusi. W związku z tym obowiązkowe komitety kościelne przy parafiach (tzw. dwudziestki) zostały zlikwidowane. W skład rady parafialnej weszli: Norbert Sinica (przewodniczący) – Daszki; Jan, Murzicz (zastępca) — Żylińskie; Magdalena Fierkowicz (sekretarka) – Dziemiesze; Władysława Ziemczonek – Ciuńce; Alfred, Raginia — Daszki; Andrzej Leszczyk — Karpowicze; Donat Raginia — Kowzany; Anna, Dubowik – Krótki, Wiktor Saroko – Łuczaj; Franciszek Leszczyk – Nowosiółki.

W dniu 1 lipca odbyła się pierwsza piesza pielgrzymka do Budsławia. Szło 50 pielgrzymów, w tym kilku z łuczajskiej parafii.  11 lipca odbyło się poświęcenie krzyża przydrożnego w Kukiszach. 18 lipca zostały zaś zakończono prace remontowe w dwóch piwnicach pod zakrystiami. Uroczystość Pierwszej Komunii św. odbyła się w dniu 21 lipca i przystąpiło do niej 40 dzieci, które przygotowała s. Goretti.   Dzieci prowadzili w języku polskim Liturgię Słowa, śpiewali psalm responsoryjny, czytały modlitwę powszechną, przyniosły dary ofiarne, wykonywali także śpiewy liturgiczne. Były także wiersze, podziękowania i kwiaty.  Zaś 28 lipca odbyła się uroczystość rocznicowa dwunastu dzieci, które w 1990 r. przystąpiły do Pierwszej Komunii św. 29 lipca z Woropajewa do kościoła został przywieziony katafalk, który wykonał Konstanty Kuźmicz. W dniach od 11 do 16 lipca trwała pielgrzymka do Polski związana z V Światowym Dniem Młodzieży w Częstochowie. Z parafii duniłowickiej i łuczajskiej uczestniczyło razem 120 osób, które wyjechały trzema autobusami. Pielgrzymkę prowadziłem osobiście.

30 sierpnia została poświecona chorągiew Chrystusa ukrzyżowanego, a także Matki Bożej zrobione przez Siostry Eucharystki w Wilnie (600 rub.).

W parafii łuczajskiej nauka religii odbywała się w szkole podstawowej w Starym Dworze w każdy wtorek dla 75 dzieci. W domu prywatnym w Nowosiółkach w każdy poniedziałek przychodziło 70 dzieci.  Po wsiach uczyła s. Goretti, która sama jeździła starym samochodem zakupionym przeze mnie za kilkaset dolarów. Samochód ten często psuł się i różne z nim były przygody. W końcu 1991 r. na terenie obydwóch parafii objęliśmy katechizacją prawie 300 dzieci. 5 września został poświęcony krzyż do całowania przy drzwiach kościoła (500 rub.). 4 października przywiozłem z Wilna dwumetrową figurę św. Józefa z Dzieciątkiem (7 tys. rub.).

Po tygodniowych Misjach świętych w parafii duniłowickiej w dniu 5 października rozpoczęły się także Misje św. w parafii łuczajskiej. Misje głosili ojcowie redemptoryści: o. Jan Bartos i o. Roman. Program był następujący:

5 paźdz.  (sobota) — rozpoczęcie Misji św. — godz. 18.00. Msza św. i nauka stanowa dla młodzieży.

6 paźdz. (niedziela) — Msza św. i nauka ogólna — godz. 11.00; Msza św. i nauka stanowa dla młodzieży — godz. 13.30.

7 paźdz. (poniedz.)  — Msza św. z kazaniem, po Mszy nauka stanowa dla rodziców (ojcowie i matki) — godz. 11.00; Msza św. z nauką dla dzieci szkolnych — godz. 16.00; Msza św. z kazaniem, a po niej nauka stanowa dla matek i ojców — godz. 20.00.

8 paźdz. (wtorek) — Msza św. z kazaniem — godz. 11.00; Msza św. z nauką dla dzieci szkolnych — godz. 16.00; Msza św. z kazaniem, a po niej nauka stanowa dla matek — godz. 20.00. W tym dniu spowiedź dzieci i matek od godz. 9-12 i 16-20.

9 paźdz.  (źroda) — Msza św. z kazaniem — godz. 11.00; Msza św. z nauką dla młodzieży szkolnej — godz. 16.00; Msza św. z kazaniem, a po niej nauka stanowa dla ojców — godz. 20.00. W tym dniu spowiedź młodzieży i ojców od godz. 9-12 i 16-20.

10 paźdz. (czwartek) — Msza św. z kazaniem i odnowienie przysięgi małżeńskiej — godz. 11.00; Msza św. z nauką dla dzieci szkolnych — godz. 16.00; Msza św. i odnowienie przysięgi małżeńskiej — godz. 20.00.

11 paźdz. (piątek) — Msza św. i nabożeństwo dla chorych, poświęcenie lekarstw — godz. 11.00; Msza św. dla dzieci i poświęcenie rowerów — godz. 16.00; Msza św. z nauką ogólną i poświęcenie pojazdów mechanicznych i samochodów — godz. 20.00.

12 paźdz. (sobota) — Msza św. z udziałem matek z małymi dziećmi — godz. 11.00; Msza św. z kazaniem — godz. 16.00; Msza św. z kazaniem i procesja maryjna ze świecami i obrazami Matki Bożej — godz. 20.00.

13 paźdz. (niedziela) — Msza św. z kazaniem — godz. 11.00; godz. 13.30 — Msza św., procesja z krzyżem misyjnym, ustawienie we wsi i poświęcenie krzyża, a także zakończenie Misji św. 

     Był to czas błogosławiony dla parafii i silne religijne poruszenie. O tych Misjach św. można by powiedzieć jedno, cytując głównego kaznodzieję, które powiedział mi po latach, że były to dla niego najpiękniejsze w życiu misje, które przeprowadził. Zapewne też taki rozmach Misji i moja samodzielność, nie wszystkim mogła się spodobać.

W dniu 9 października 1991 r. zostały zakończone prace związane z położeniem nowej marmurowej posadzki w prawej zakrystii, (6 tys. rub.).  10 października przywiozłem 16 miękkich krzeseł do prezbiterium (540 rub.). Konstanty Kuźmicz z Woropajewa wykonał dla kościoła ołtarz soborowy, ambonkę i fotel dla celebransa. W zakrystiach zostały położone podłogi drewniane i dwa sufity. Przywiozłem też duży świecznik i metalowy pulpit pod mszał.  W dniach od 16 do 19 października odbywały się w Udziale rekolekcje kapłańskie z udziałem abp. Kazimierza Świątka. Wzięło w nich udział 40 księży, wśród nich byłem także ja.   28 października na odpust św. Tadeusza do Łuczaja przyjechał abp Kazimierz Świątek. W czasie Mszy św. udzielił on sakramentu bierzmowania. Metropolitę przywitano przy przydrożnym krzyżu, a następnie procesjonalnie prowadzono do kościoła. Młodzież prowadziła Liturgię Słowa, modlitwę powszechną i przyniosła dary ofiarne.  Po Mszy św. były uroczyste podziękowania, wiersze i kwiaty. Na ten odpust przyjechała z Polski siostra prowincjalna Sióstr Serafitek – s. Celina Dunat, s. Radosława (przełożona domu oświęcimskiego), a także s. Anna (przełożona z Żywca). Były one w parafii przez kilka dni.

Uroczystość Chrystusa Króla (24.11.91 r.) została zebrana taca na seminarium duchowne w Grodnie (900 rub.).

28 listopada została przez parafię podpisana umowa z litewskim restauratorami z Wilna na renowację fresków (obrazów) w kościele nad czterema bocznymi ołtarzami na sumę 50 tys., rub. W tym też dniu została zakończone prace związane z ociepleniem watą mineralną kopuły dachu (6 tys. rub.).  Z pierwszą Niedzielą Adwentu (01.12.1991 r.) rozpoczęły się w kościele roraty, które były w dni powszednie: we wtorki i czwartki o godz. 12.00. Pasterka na Boże Narodzenie była już tradycyjnie o godz. 22.00. W samo Boże Narodzenie Msza św. była o godz. 12.00, a po niej odbyła się adoracja Żłobka w wykonaniu dzieci ze Starego Dworu. Po świętach rozpoczęła się już tradycyjna kolęda po wioskach.  Na zakończenie Starego Roku odbyło się 40 godzinne nabożeństwo.

ROK 1992 R. Rozkwit duszpasterstwa

6 stycznia 1992 r. w Domu Kultury w Nowosiółkach zostały przez młodzież duniłowicką w języku polskim pokazane Jasełka, które przygotowała s. Goretti. W dniu 2 lutego 1992 r., odbyło się w kościele zebranie parafialne, na którym został przyjęty nowy statut parafii rzymskokatolickiej. W tym czasie ciągle narastał konflikt z proboszczem postawskim, chodziło o dom kupiony przez niego w Łuczaju i jak wszyscy myśleli na potrzeby parafii. Stary przewodniczący rady parafialnej był w jakiś sposób zwolennikiem ks. J. Szotkiewicza i widziałem, że w nim znacznego wsparcia nie otrzymam. Dlatego też postanowiłem zmienić prezesa na nowego człowieka bardziej przebojowego i niemającego kontaktu z proboszczem postawskim. Z tego względu, aby nie doszło do jakiegoś ostrego konfliktu w parafii zastosowałem mały fortel.  Otóż przy odnowieniu rady parafialnej bardzo serdecznie podziękowałem staremu przewodniczącemu, podkreślając jego zasługi dla parafii, jednocześnie też otrzymał on od jednej z parafianek przygotowany bukiet kwiatów. Patrzyłem na niego i widziałem jego zdumione oczy, i ujrzałem, że on nie rozumie tego, co się teraz wokoło niego dzieje. W ten sposób mogłem jednak postawić nowego człowieka na czele nowej rady parafialnej (na czas nadchodzącej walki). W skład rady weszli: Franciszek Leszczyk (ur. 1933 r.) – przewodniczący, Nowosiółki; Jan Murzicz (1938) – Żylińskie; Magdalena Fierkowicz, (1925) – Dziemiesze; Andrzej Leszczyk (1924) – Karpowicze; Władysława Ziemczonek (1933) – Ciuńce; Władysław Kozłowski (1933) — Cieszyłowo; Władysław Litwinowicz (1928) – Cieszyłowo; Alfred Raginia (1931) – Daszki; Bernard Fierkowicz (1931) – Daszki; Kazimierz Jasiński (1928) – Daszki; Piotr Tajanowicz (1931) – Daszki; Franciszek Giniowiec (1932) – Giniowo; Donat Raginia (1926) – Kowzany; Anna Dubowik (1924) – Krótki; Wiktor Saroko (1932) – Łuczaj; Antoni Kazuro (1940) – Nowosiółki; Leonid Hesterowicz (1933) – Nowosiółki; Jan Leszczyk (1924) – Rudziewicze; Władysława Sinica (1934)            — Wasiewicze; Tadeusz Leszczyk (1936) — Stary Dwór

23 lutego zostały przeze mnie poświęcone dwie chorągwie. Jedna — św. Anny dla mieszkańców wsi Nowosiółki (1800 rub.), a druga — św. Tadeusza dla wiernych ze wsi Ciuńce (1300 rub). Chorągwie wykonały Siostry Eucharystki w Wilnie.  W Środę Popielcową (04.03.1992 r.) odbyło się posypanie głów popiołem. Przez okres Wielkiego Postu trwały nabożeństwa wielkopostne, a także nastąpił już tradycyjny objazd duszpasterski chorych po wsiach. 15 marca młodzież z Duniłowicz przedstawiła w kościele po Mszy św. misterium pasyjne. Przygotowała je s. Goretti. Misterium było przygotowane w języku białoruskim, natomiast pieśni młodzież śpiewała po polsku.  W dniach od 4 do 5 kwietnia w łuczajskim kościele odbywały się rekolekcje wielkopostne, które głosił o. Jan Synowiec, karmelita bosy z Warszawy.  W niezależnej gazecie postawskiej „Сумежжа” ukazały się moje życzenia świąteczne dla mieszkańców rejonu.

W Niedzielę Palmową (12.04.1992 r.) na tacę dla seminarium duchownego w Grodnie zebrano 2900 rubli. Dzień wcześniej zostały także zakończone prace renowacyjne wewnątrz łuczajskiego kościoła, które trwały w sumie półtora roku. Prace te wykonali restauratorzy artyści-malarze Litwini z Wilna: Józrenas Szarkunos, (ur. 1957 r.), Bronisław Mieszkauskas (1949), Wincas Stańkiewiczus (1949), Timur Kelecnaszwili (1961). W związku z tym można było już do końca rozebrać drewniane rusztowania znajdujące się do tej pory w kościele.  W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego (19.04.92 r.) Msza św. rezurekcyjna rozpoczęła się o godz. 6.00. W dniu 20 kwietnia zostały przy drzwiach głównych w kościele zamontowane kowane kraty, mające umożliwiać wietrzenie kościoła w okresie letnim (7400 rub.)  Umieszczono także nad główną wejściową bramą dwa nowe metalowe krzyże (1800 rub.), a także dokonano drewnianych upiększeń ambony i ołtarza głównego (5100 rub.). W Święto Bożego Miłosierdzia (26.04.1992 r.) odbyła się uroczysta procesja związana z tym świętem. Śpiewana była także koronka do Bożego Miłosierdzia.  29 Kwietnia młodzież z Duniłowicz pokazała w Domu Kultury w Nowosiółkach misterium pasyjne, na które zebrało się bardzo dużo ludzi. W dniu 16 maja był już tradycyjny odpust ku czci św. Andrzeja Boboli.

W tym czasie pogłębił się konflikt pomiędzy mną, a ks. Janem Szotkiewiczem, który związany był z kupnem przez niego od rodziny Raginiów domu w Łuczaju. Rada parafialna uważała, że na początku 1990 r. dom był nabyty dla parafii. Ks. J. Szotkiewicz nie chciał o tym nawet słyszeć i wszczął histeryczną awanturę. Ja byłem zgodny z radą parafialną, że dom należy do parafii i z taką decyzją komitetu pojechałem interweniować w tej sprawie do abp. Kazimierza Świątka.  Arcybiskup jednak powiedział, aby dać tej sprawie spokój i ustąpić wobec księdza postawskiego.  Poza tym sam były właściciel domu, po jednej z rozmów z ks. J. Szotkiewiczem, także zmienił swoje zdanie i stwierdził, że przy jego kupnie nie było wcale mowy o parafii.

W dniu 18 czerwca, po raz pierwszy po wielu latach, odbyła się procesja Bożego Ciała po ulicach miasteczka, na których ustawiono cztery ołtarze.  25 czerwca przez urząd wojewódzki w Witebsku został oficjalnie zarejestrowany statut Kościoła rzymsko-katolickiego parafii Łuczaj. W dniach od 29 czerwca do 2 lipca trwała druga piesza pielgrzymka do Budsławia. Pielgrzymi szli trzy dni. Noclegi były w Wołkołacie i Parafianowie. Zostało pokonanych blisko 100 km. Szło 70 pielgrzymów, w większości swojej była to młodzież. O północy przy głównym ołtarzu w budsławskiego sanktuarium była przeze mnie o północy odprawiona w języku polskim Msza św. Po nie zaś pielgrzymi prowadzili nocną adorację do godz. 3 nad ranem.   W dniu 12 lipca odbyła się uroczystość Pierwszej Komunii Świętej dla 50 dzieci z parafii, które przygotowała s. Goretti. Dzieci w języku polskim prowadziły Liturgię Słowa, wspólnie z rodzicami modlitwę wiernych, przynieśli dary ofiarne, a także wykonywały śpiewy liturgiczne. Na zakończenie pierwszokomunijnego święta były wiersze, podziękowania, prezenty i kwiaty.

W czasie odpustu ku czci Św. Anny (26.07.1992 r.) homilię w czasie sumy odpustowej wygłosił o. Klaudiusz, kapucyn z Parafianowa. Zaś młodzież z Duniłowicz przygotowana przez s. Goretti pokazała inscenizację pt. „Z Ewangelią w życiu”. Było to z okazji dnia moich imienin. Po przedstawieniu były wiersze, życzenia i kwiaty. Życzenia zostały również złożone Annie Dubowik, która przez wiele lat była przekazicielką wiary i chrześcijańskich obyczajów w parafii. Po Mszy św. została także poświęcona figura św. Anny i św. Joachima (38 tys.) . Zostały one wykonane w Wilnie. 2 sierpnia dokonałem poświecenia pojazdów samochodowych, traktorów i rowerów dla parafian.  19 sierpnia odbyła się jednodniowa autokarowa pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie dla ludzi starszych z parafii, zaś  potem było zwiedzanie Starego Miasta.  6 września była zorganizowana uroczysta Msza św. dla dzieci i młodzieży z parafii na rozpoczęcie roku szkolnego.  Pod koniec sierpnia z Essen (Niemcy), do parafii pocztą przybyła figura Matki Bożej Róży Duchownej, która od 7 września rozpoczęła nawiedzanie domów w parafii. Z tego względu we wsi Krótki była w jednym z domów odprawiona Msza św. Od 24 września w kościele łuczajskim zacząłem w niedzielę odprawiać Mszę św. o godz. 12.00. Do tego w każdą niedzielę była o godz. 16.00. W tym dniu także został w kościele zawieszony portret papieża Jana Pawła II (4 tys. rub.).

W dniu 8 października 1992 r. metropolita mińsko-mohylewski abp. Kazimierz Świątek na zaproszenie rejonowych władz przyjechał do Postaw. W rajspołkomie rozmawiał z Ałłą Kiejzik, a następnie przyjechał do Duniłowicz na spotkanie ze mną.  W wyniku tej rozmowy złożyłem rezygnację z proboszczowskiego urzędu w parafii Duniłowicze i Łuczaj. Wyrażając przy tym gotowność udania się na pracę misyjną do Rosji. 16 października abp K. Świątek podpisał odpowiedni dekret zwalniający mnie z obowiązku proboszcza w Duniłowiczach i Łuczaju.

CURIA ARCHIDIOCLESANA MINSCENSI – MOHYLOVIENSIS

N 21/92  Die 16 men 10.1992.  DEKRET.  W związku z możliwością przejścia do pracy duszpasterskiej pod jurysdykcję J.E.Ks.Abpa Tadeusza Kondrusiewicza, Administratora Apostolskiego w Moskwie, z dn. 15 listopada 1992r. zwalniam Wielebnego Księdza Krzysztofa Pożarskiego ze stanowiska proboszcza parafii w Duniłowiczach i Łuczaju, archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Szczerze dziękuję za długą i ofiarną pracę duszpasterską w w/w parafiach i z serca błogosławię na dalsze trudy kapłańskie. Abp Kazimierz Świątek, Metropolita mińsko-mochylowski

28 października 1992 r. odbył się ku czci św. Judy Tadeusza odpust parafialny w Łuczaju. Podczas uroczystej sumy homilię wygłosił o. Klaudiusz, kapucyn z Parafianowa. Po Mszy św. poświęcono pamiątkowe tablice: dwie wykonane na nowo z historycznym napisem, a poświęcone dawnym dobroczyńcom kościoła. Natomiast jedna tablica była nową i wyryty na niej napis głosił: „Na pamiątkę potomnym. Niech uwielbiony będzie Bóg za cud powrotu tej świątyni po latach jej udręk i milczenia  (1945 — 1958 — 1991).  Niech będzie błogosławiony w wiernych swoich, którzy doprowadzili do jej restauracji – Ks. Prob. Krzysztof Pożarski i parafianie Łuczajscy. Łuczaj 28.10.1992 r.”. Po poświeceniu tablic, odbyła się procesja wewnątrz kościoła ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne. W uroczystość Wszystkich Świętych (01.11.1992 r.) Msza św. była o godz. 11.30, a po niej wyruszyła procesja żałobna na cmentarz grzebalny.  Przy czym pierwsza stacja była na cmentarzu przykościelnym u mogił kapłańskich. W Dzień Zaduszny (02.11.1992 r.) odbyło się żałobne nabożeństwo na cmentarzu grzebalnym w Nowosiółkach. Natomiast przez cały tydzień trwały w łuczajskim kościele nabożeństwa wspominkowe.

W dniu 15 listopada 1992 r. odprawiłem ostatnią Mszę św. w kościele łuczajskim i nastąpiło moje pożegnanie z parafią. Było wiele łez i szlochów, że władzy bezbożniczej w rejonie znów udało się odnieść zwycięstwo kosztem ludzi wierzących.  Dziękowałem wówczas ludziom za ich współpracę i niektórych z nich wymieniłem po imieniu. Żegnała mnie w imieniu całej parafii młodzież i dzieci, jak również Marian Bumblis z Postaw, członek Związku Polaków na Białorusi i jego rymowane słowa wywołały wielki płacz w kościele.

W czasie mojego prawie trzyletniego duszpasterzowania w łuczajskiej parafii w sposób szczególny należałoby podziękować następującym osobom, za ich ofiarna pracę związaną z renowacją kościoła, a także za wszelkie inne dobro: Franciszek Leszczyk, Anna Dubowik, Magdalena Fierkowicz, Donat Raginia, Łucja Budźko, Anna Karownok, Władysława Ziemczonek, Jan Ziemczonek, Leokadia Sinica, Bronisława Ciechańczyk, Anna Ciechańczyk, Gala Jeśmian, Jan Murzicz, Wiktor Soroko, Alfred Raginia, Antoni Kazuro, Weronika Turla, Edward Karolonek, Piotr Tajanowicz, Ferdynand Leszczyk, Halina Tanona, Janina Tanona, i innym. Szczególne podziękowanie należy się Konstantemu Kuźmicz z Woropajewa, który bezinteresownie wykonał ołtarz soborowy, ambonkę, fotel dla celebransa, a także katafalk.

Kilka słów o przewodniczącym kołchozu

     Oleg Adolfowicz Wołodźko (od urodzenia Adolf Adolfowicz). Za mojego łuczajskiego probostwa był już dawno przewodniczącym kołchozu im. Suworowa w Nowosiółkach (dzisiaj SPK „Nowosiółki–Łuczaj”).  Obecnie znajduje się już na emeryturze. Został przewodniczącym, gdy miał jedynie 21 lat. Urodzony w rodzinie katolickiej, ale później wychowywany w szkole o duchu ateistycznym. Kołchoz kierowany przez niego, do początku 90 lat XX wieku, oprócz głównego nurtu związanego z hodowlą zwierząt, miał także sześć dodatkowych pracujących zakładów, w tym odlewnię plastyczną i aluminiową, cech obróbki i szycia wyrobów skórzanych, a także wytwórnię konserw. Dzięki zapobiegliwości i zdolnościom organizacyjnym Wołodźki, kołchoz posiadał także własne centrum odnowy biologicznej z basenem, hotel, a nawet swój aeroklub z lotniskiem polowym. Zarobione pieniądze inwestował przewodniczący także w domy dla współpracowników, w asfaltowe drogi na terenie kołchozu, w Dom Kultury, w którym była dyskoteka dla młodzieży. Za swoje wybitne zasługi w dziedzinie rolnej produkcji został nagrodzony tytułem Bohatera Pracy Socjalistycznej i był on przykładem wydajnej i organizacyjnej pracy dla innych kołchozów w Białorusi. Do niedawna jeszcze  Oleg Adolfowicz słynął w Białorusi, jako „cudotwórca –innowator” związaną z produkcją jego spółdzielni w trzech dziedzinach (protagonista hodowli zwierząt domowych na powietrzu, hodowli strusi i pozyskiwania oleju napędowego z rzepaku).

W 1985 r. nastąpiło przyłączenie, a raczej całkowite wchłonięcie kołchozu w Łuczaju przez dobrze prosperujący kołchoz Wołodźki. Była nadzieja, że w ten sposób będzie można zapewnić wszędzie wydajną rolną produkcję. W ten sposób kołchoz Wołodźki przejął na własność także dawny kościół łuczajski. Przewodniczący, który pochodził z katolickiej rodziny (zapewne miał też polskie korzenie) musiał mieć jakąś sympatię do katolicyzmu. Oficjalnie mówiło się, że kołchoz zaczyna renowację łuczajskiego kościoła, ze względu na chęć zrobienia z niego sali organowej muzyki i o żadnym jego zwrocie wiernym nie mogło być mowy. Po jakimś czasie pracownicy z kołchozu usunęli z kościoła wszelki złom i śmieci, a wewnątrz i na zewnątrz świątyni pojawiły się drewniane rusztowania.  Zaczęto renowację świątyni od jej dachu, pokryto go nierdzewną blachą, na którą położono ceglaną dachówkę. Po tym, robotnicy sezonowi z Ukrainy, tak zwani Huculowie zaczęli robić remont fasad kościoła. Od razu można było zauważyć, że przy remoncie ścian zastosowano, jakieś nowe technologie niezgodne ze sztuką konserwatorską. Nałożono, bowiem na filary zewnętrzne jakieś tynki mineralne z maleńkimi cząsteczkami szkła.  Gdy zacząłem już pracować w Łuczaju, prosiłem o wyjaśnienia na ten temat, usłyszałem jedynie to, że takie tynki są wieczne i z nimi nie będzie w przyszłości żadnych problemów. Jednak po latach widać, że deszcz, śnieg i mróz dokonały ich znacznego zabrudzenia i pokryły je ciemnobrunatnym zaciemnieniem (tak jak rdza), co będzie problemem przy kolejnej renowacji ścian.   

Po oddaniu w 1989 r. najbliższych kościołów w Postawach i Duniłowiczach, wierni parafii łuczajskiej także zaczęli domagać się od władzy rejonowej i kołchozu zwrotu dla modlitwy swej świątyni. Niestety, nie znam, jaka była pierwsza reakcja Wołodźki dotycząca zwrócenia wiernym kościoła. Jedno jest jednak pewna, że dalej kołchoz chciał zakończyć jego restaurację. W marcu 1990 r. kołchoz oddał klucze od kościoła komitetowi kościelnemu, 16 marca nastąpiło poświęcenie świątyni, któremu przewodniczył ks. Jan Szotkiewicz. Przewodniczący kołchozu, jak i proboszcz postawski doszli do porozumienia w sprawie jej dalszej renowacji. Parafia miała sprowadzić restauratorów z Litwy, zapewnić im zamieszkanie i wyżywienie, a kołchoz będzie płacić za ich kosztowną pracę. Wkrótce też przyjechało czterech restauratorów z Wilna, którzy przystąpili do pracy.

W dniu 10 czerwca objąłem kościół w Łuczaju, w związku z tym pojechałem wkrótce do Nowosiółek, aby przedstawić się przewodniczącemu kołchozu i z nim porozmawiać o dalszej współpracy. Czyniłem tak kilka razy, ale nie potrafiłem z nim nawiązać bezpośredniego kontaktu, gdyż żył on w innym świecie i przywykł tylko do wydawania poleceń. Nie rozumiał, że kościół w Łuczaju otrzymał nowego proboszcza, który o wszystkim będzie teraz decydował, jemu to trudno przychodziło do głowy, także między nami była szorstka przyjaźń. Wyglądało to tak, to, co on uważał, że trzeba zrobić przy kościele, to robił nie pytając się mnie o to. Tak było przy ścięciu ogromnych drzew przy kościele, przyjeżdżam, a jego robotnicy z kołchozu je ścinają i zabierają je na deski do tartaku. Drugi raz nawet się bardziej zdenerwowałem, gdyż wyjechałem za granicę i nie było mnie tydzień w parafii, przyjeżdżam i widzę, jak Hucułowie obkładają ściany od fundamentów kościoła kamieniem do wysokości 1, 5 m. Pojechałem do Wołodźki z pretensjami, że tego ze mną nie uzgadniał, że będzie wilgoć, ale on też się zdenerwował, że mam jakieś pretensje do swego dobroczyńcy.  I tak nic nie wskórałem w tej sprawie, a nie chciałem iść na poważny konflikt, gdyż przewodniczący kołchozu dla większości parafian był chlebodawcą. Tak zewnętrzne ściany świątyni zostały obłożone od fundamentów kostkami kamiennymi i po jakimś już czasie zaczęła się pojawiać wilgoć i grzyb, który zaczął niszczyć ścienne malowidła, i tak jest do dzisiaj.

Już w pod koniec 1990 r. u kołchozu pieniędzy było, co raz mniej i zalegał on z wypłatą za wykonaną pracę litewskim konserwatorom, jak i sezonowym robotnikom. Na początku września 1991 r. zostało przywiezionych 80 krat do ogrodzenia placu kościelnego i plebanii w Duniłowiczach i rozpoczęły się prace związane ze zrobieniem nowego ogrodzenia przy kościele. Podjęli się tego Ukraińcy, sezonowi robotnicy z Zakarpacia.  Otóż ci Ukraińcy najpierw pracowali w kołchozie w Nowosiółkach w łuczajskiej parafii. W rozmowach ze mną (pracowali także przy kościele w Łuczaju) narzekali na przewodniczącego kołchozu Wołodźkę, że im nie dawał pracy, a jak dał, to nie chciał za nią od razu płacić, dlatego też myśleli wyjechać w rodzinne strony. W związku z takim stanem rzeczy zaproponowałem im, że mogę dać im pracę na miesiąc czasu w Duniłowiczach, aby mogli normalnie zarobić przed zimą. I oni się na to zgodzili, ale Wołodźko, rozgłosił tę sprawę i przedstawiał tak, że jakobym jemu ich wykradał.   W końcu października zostały zakończone prace w Duniłowiczach, a Hucułom wypłacono 15 tys. rub., a także dodatkowo na ich życzenie dano im 4 tony ziemniaków zebranych po wsiach w parafii.

Niestety, nigdy nie udało mi się poznać całego kosztorysu związanego z renowacją łuczajskiego kościoła prowadzoną przez kołchoz, chociaż robiłem taka próbę przez parafian, którzy pracowali blisko kołchozowej księgowości.  Czasami było słychać, że na renowację kościoła kołchoz wydał oficjalnie grube miliony rubli, a wykonanych prac na taką sumę nie było widać albo też, że kołchoz z ministerstwa kultury otrzymywał specjalne dotacje i nie wiadomo, gdzie one podziały się.  Dlatego były różne ciche podejrzenia, ale jak było naprawdę, tego się już chyba nie dowiemy. Jedno jest tylko pewne, parafia łuczajska na renowację swej świątyni w latach 1990-1992 wydała sumę 138 tys. rubli, parafia zaś duniłowicka – 820 tys. rub.

Nie mogłem też dowiedzieć się wcale (była utrzymywana w tajemnicy), na jaką sumę była podpisana umowa kołchozu z litewskimi restauratorami. Trzymano ją w tajemnicy, chociaż ktoś mówił mi o sumie 500 tys. rubli, ale nie jest to pewne. W listopadzie 1992 r. przyszli do mnie Litwini i oznajmili, że kołchoz zalega im z wypłatą za wykonaną pracę i dalej pracować nie będą. Jeśli ja chcę, żeby zakończyli pracę, to parafia powinna sfinansować ich końcowe roboty. Chodziło tutaj o cztery wielkie ścienne malowidła nad ołtarzami, które oni zostawili do odnowienia na koniec. Wycenili swą pracę na 50 tys. rubli i po rozmowach z radą parafialną, zgodziłem się na ich ządanie i w dniu 28 listopada 1991 r. podpisaliśmy odpowiednią umowę.  11 kwietnia 1992 r., w dzień przed Niedzielą Palmową, zakończyli oni swoje renowacyjne prace w łuczajskim kościele i wyjechali na Litwę.  Można było zdjąć ostatnie rusztowania i całą już świątynię można było zobaczyć w swej krasie.

Kuriozalny przypadek zdarzył się także już po moim odejściu z kościoła. Otóż nie spodobał się przewodniczącemu kołchozu napis na tablicy, która była w dniu 28 października 1992 r. umieszczona przeze mnie w kościele na moje odejście. Napis zrobiony w języku polskim i głosił: „Na pamiątkę potomnym. Niech uwielbiony będzie Bóg za cud powrotu tej świątyni po latach jej udręk i milczenia  (1945 -1958 — 1991). Niech będzie błogosławiony w wiernych swoich, którzy doprowadzili do jej restauracji – Ks. Prob. Krzysztof Pożarski i parafianie Łuczajscy. Łuczaj 28.10.1992 r.”. Oleg Wołodźko był podobno zagniewany na ludzi, że zabrakło tam jego nazwiska, a przecież jemu kiedyś ktoś to obiecał. Ludzie znajdujący się bliżej przewodniczącego, swego chlebodawcy, sugerowali nawet radzie parafialnej, aby tę tablice zdjęli. Wówczas przewodniczący rady odpowiedział, że ścian w kościele jest wiele i jeśli ktoś chce, to może zrobić tablicę wdzięczności dla przewodniczącego kołchozu i ją w świątyni pomieścić. Trzeba było jednak jeszcze parę lat poczekać, za nim ona pojawiła się na ścianach kościoła: «Парафiя касцела Святого Тадеуша у Лучаi выказвае сваю падзяку старшынi к-са Суворова А.А. Володзьку,  яки дапамог верным у адраженнi касцела. Няхай Пан Бог адорыць яго своей ласкай. Удзячныя парафiяне».

Z Archiwum / Из Архива

Падзяка

Мы верники Лучайскага касцёла хочам ад шчырага сэрца падзякаваць кіраунікам па адраджэнню нашага касцёла, а іменна пред. к-за ім. Суворова Валодзько Алечу А. і ксяндзу Кшыштафу Пажарскаму, за іх вялілі труд і старанне па аднауленню касцёла. Касцёл наш быу разрушан и аграблен полнотью с 1971 года і толькі у 1985 гаду, калі колхоз Суворава прыняу Лучай, началісь работы па рестаурацыі. Людзі радаваліся гэтаму, але і вам ногам самневаліся. Хадзілі разныя слухі, што касцёл рэмантуецца толькі  для моладзі пад арганную музыку. А калі на сабранні запыталі пред. к-за Валодзько, што будзе у нашым касцеле, то ён заявіу, што будзеце маліцца. Началіся работы связаныя с рэмонтам. Зроблена новая страха, адрэмантаваны сцены снаружы і унутры, зроблена атапленіе і асвящэніе. Іграе арган.

Пад кірауніцтвам ксяндза Пажарскага адрэмантавана закрыстыі, пастаулены 3 крыжы. Пастроен алтар і катафаль. Пріабрыцяны фігуры святых і многа неабхадзімага інвентара. Ёсць у вялікім выбары іконы святых. Імеюцца малітвеннікі і розная літэратура на беларускім, польскім і рускім языках.  За кароткі час ксёндз Пажарскі зрабіу многае для парафіян. Давёу да веры многа дзетак, абвянчалася многа пар. Быу прыгласіушы місіянерау, каторыя гласілі Слова Божае. Быу прыглашон Епіскап і сотні людзей прынялі абрад бежмавання.  Хоць з вялікім трудом, выстарауся для людзей старэйшых паездку у Беласток, на устрэчу Папы Рымскага і маладзёжы у Чэнстахову. Вазіу дзяцей і старэйшых у Вільнюс на экскурсію у Острую Браму па касцёлах, на гару Гедыміна, а экскурсавод расказвау вельмі цікавую гісторыю. Радаваліся усе, гледзячы на усё дабро, на красату нашага касцёла. Будзем щыра маліцца за гэтых людзей. Кааб дау Бог ім здароў’я і усяго добрага, чаго яны жадаюць.

Wspomnienia Anny Dubowik ze wsi Krótki w łuczajskiej parafii

W dniu 6.08.1948 r. aresztowano ks. Barwickiego. Wierni w każdą niedzielę i święta zbierali się w kościele i modlili sie sami. Śpiewali Godzinki, różaniec i pieśni na wejście „Padnijmy na twarz”. Kościelny wynosił ornat na ołtarz, dawał znak dzwonkiem na rozpoczęcie „Mszy św.”. Pani Monika czytała poszczególne części Mszy św. z książeczki, objaśniała Ewangelię, śpiewano na ofiarowanie, następnie Święty, Święty, Ojcze nasz i Baranku Boży.

Po „Mszy Św.” niektórzy zostawali na modlitwie, a inni rozchodzili sie do domów. Przez jakiś czas dojeżdżał do nas ks. Górski z Wołkołaty, odprawiał Mszę Św., spowiadał, błogosławił małżeństwa. Młodzi ludzie musieli ciągle pracować w kołchozie, nie mieli żadnego dnia wolnego, więc ksiądz Górski, bardzo ofiarny, przyjeżdżał do naszej wsi Krótki po skończeniu pracy w kołchozie, by młodzi mogli sie wyspowiadać. Całe noce ludzie sie spowiadali, ludność podążała też ze wsi sąsiednich. Ksiądz nad ranem spoczął na dwie godziny i odjeżdżał koniem. Umawialiśmy się na następne spotkanie, wówczas przygotowywaliśmy chorych do spowiedzi, dzieci do chrztu, młodych do ślubu i mój dom stawał się kaplicą. Ksiądz przyjeżdżał w różnych godzinach, czasem rano, czasem po południu, a najczęściej wieczorem.

W 1956 r. wraca z więzienia ks. Barwicki. Ludzie się cieszą, ponieważ go zameldowali, ale w 1958 r. opuszcza Łuczaj i wyjeżdża do Polski. I znowu jesteśmy opuszczeni, osieroceni, stroskani. Ustała modlitwa zarówno w kościele, jak i w domu, ludzie stracili nadzieję, wiara się załamuje, opadają ręce, żalem uciśnione serca.  W 1960 r. po raz pierwszy usłyszeliśmy w radiu watykańskim Mszę Św. Księża powracali z więzień, ale nie wolno im było modlić się w kościele, wyjeżdżali, więc do Polski, bo kościoły zamieniano na skład zboża jak kościół w Duniłowiczach. W kościele Łuczajskim magazyn sprzętu kołchoznego, Woropajewski rozebrany i przewieziony do Duniłowicz, z niego wybudowano dom ludowy, kościół w Postawach zamieniony na fabrykę wojskową produkującą sprzęt wojskowy.

Łuczajska młodzież pracowała w kołchozie, a starsi ustali w wysiłkach, załamali się, wiara powoli nikła. Nabożeństwa majowe, czerwcowe, różańcowe, Gorzkie Żale odprawiały się już po wsiach. Najboleśniejsze były wielkie Święta, np.: Boże Narodzenie – Pasterkę „odprawialiśmy w jednym wspólnym domu, bo w kościele zimno, światła nie było, no i nie miał kto odprawić. O godz. 5 rano zebraliśmy sie w moim domu, śpiewaliśmy Godzinki, różaniec, modlitwy przewidziane na Boże Narodzenie i kolędy. Ludzie z sąsiednich wsi przychodzili do nas na wspólną modlitwę.

W 1960 r. juz było lepiej, bo słuchaliśmy Mszy Św. z radia watykańskiego. W Niedzielę Palmową ludzie brali palmy schodziliśmy się wspólnie, włączaliśmy radio i tak uczestniczyliśmy w liturgii tej Niedzieli. Ja święciłam wodą święconą palmy, czytałam modlitwy, tłumaczyłam Ewangelię, kazanie, później z zapartym tchem śledzimy moment ofiarowania, przeistoczenia, śpiewamy Ojcze nasz, Baranku Boży, uczestniczymy duchowo w Komunii Św. Tak pokrzepieni wracali ludzie do swoich domów. Momentu i przeżyć Wielkiego Tygodnia też nigdy nie zapomnę. „Odprawialiśmy” nabożeństwa tak jak w kościele wieczorem. W Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę przez całe noce aż do Rezurekcji modliliśmy się i śpiewaliśmy pieśni. O godz. 5 rano myślą przenieśliśmy się do kościoła – do ołtarza wystawienia, odśpiewaliśmy Surrexit, następnie czytałam modlitwy wielkanocne o Zmartwychwstaniu. Było to bardzo wzruszające, wszyscy płakali, tłumaczyłam, że Chrystus Zmartwychwstał, wesoły nam dziś dzień nastał. Po Mszy modliliśmy się na różańcu, śpiewamy wielkanocne pieśni i rano wracamy do domów.

Od 1971 r. na każde większe święto jeździliśmy pociągiem relacji Witebsk – Wilno do Hoduciszek. Przygotowywałam dzieci do I spowiedzi i Komunii Św., które następnie woziłam na egzamin do Hoduciszek i tam była wspólna Komunia Św. Niektóre dzieci woziłam do Głębokiego, ale tam było trudniej, bo przy wejściu do kościoła stała kobieta i nie pozwalała dzieciom wchodzić do środka. Dowoziłam też dzieci do Wołkołaty. Umawiałam się z księdzem na dany dzień, następnie z boku przerzucałam dzieci przez mur, prowadziłam do zakrystii. W zakrystii odbywała się spowiedź i Komunia Św. Były to jednak bardzo małe grupy, żeby nie wpadały w oko.

Najwięcej dzieci jeździło jednak do Hoduciszek. Były to grupki 13-14 osobowe. Dzieci i rodzice chętnie tam jechały, bo było swobodniej, czuły się spokojniejsze i nie zachodziła obawa, że nadzieją się na nauczycieli. Ksiądz Bronisław Larynowicz był bardzo ofiarny, lubił naszą parafię i mówił, że gdyby był panną, to za mąż szedłby tylko do Krótek. Cztery razy w roku przyjeżdżał do nas ze Mszą Św. spowiadał chorych i starców, chrzcił, błogosławił małżeństwa, poświęcał groby. Gdy przyjeżdżał w nocy czuliśmy się jak pierwsi chrześcijanie w katakumbach.

W 1976 r. rozpoczęliśmy starania o oddanie naszego kościoła. Mnie i p. Sinicę zawezwali do rejonu rajspałkoma i przedstawiciele z Witebska nastraszyli nas więzieniem, nalegalibyśmy zaniechali starań o odzyskanie kościoła. Kościół oczyścili ludzie z kołchozu, którzy 12 przyczep wywieźli wszelakiej nieczystości. Kościoła jednak nie oddali, a ludzie zaprzestali starań o niego, modląc się i prosząc Boga o pomoc i ratunek. W 1989 r. zaczęłam znowu robić starania o odzyskanie kościoła. Ponad rok jeździłam do Witebska, Moskwy, pisaliśmy do Gorbaczowa, do Gorbaczowej, do redakcji, na zjazd deputowanych i wszędzie gdzie tylko było możliwe. W końcu 14.III mieli już oddać dokumenty. Ja tymczasem wyjeżdżam do Rzymu z sercem pełnym radości i wdzięczności, że Kościół oddany. Wybrano natychmiast komitet i nawet go zarejestrowano. Komitetowy miał czuwać nad sprawą oddanego, co dopiero kościoła, a ja na razie wyjechałam, tam w Rzymie opowiadam ile trudu i zabiegów w końcu uwieńczono sukcesem, że kościół już nasz, a tymczasem przyjeżdżam do domu i dowiaduję się, że przewodniczący komitetu czekał, aż mu dadzą klucze od kościoła, i nagle okazało się, że kościół przeznaczono na salę filharmonii i muzyki organowej. Znowu wiec Witebsk, Mińsk, Moskwa, telegramy i prośby.  Dopiero 17.III 1990 r. wyświęciliśmy Kościół w Łuczaju. Poświecenia dokonał ks. Jan Szotkiewicz,  proboszcz postawski. Od sierpnia do dnia dzisiejszego dojeżdża do nas ze Mszą św. i posługą duszpasterską ks. proboszcz Krzysztof Pożarski.

Anna Dubowik

Wspomnienia s. Goretti Milenkiewicz, serafitki

Z Woli Bożej i polecenia przełożonych, dane mi było przez półtora roku pracować w tutejszej parafii. To, co zrobiła s. Anna i jej podobni nie da się ukryć. To dzięki jej pracy, zaangażowaniu i ogromnemu poświęceniu, okolicę Starego Dworu, Krótki, Dziemiesze można nazwać przedmurzem chrześcijaństwa. Dane mi było jeździć prze kilka miesięcy na religię do szkoły w Starym Dworze. Tu zawsze czułam się swojo i z wielką radością spieszyłam na te spotkania. Na katechezę uczęszczało 98% dzieci i młodzieży, przychodzili też nauczyciele. Dzień, w którym odbywała się religia, był dla tych dzieci świętem, biegły na te spotkania z radością, były pilne, zasłuchane i wdzięczne. Tak samo było po wypędzeniu nas ze szkoły. Dwa razy spotkania odbyły się w „karowniku”, potem przenieśliśmy sie do domu prywatnego. Tu oprócz dzieci i młodzieży, przychodzili także dorośli, tak samo zasłuchani, ze łzami w oczach.

Zupełnie inny obraz przedstawiają Nowosiółki. Tam naprzeciw szkoły był punkt katechetyczny. Dzieci w szkole było około trzystu.  Zdarzały się różne wybryki takie jak cięcie kurtek, kradzieże, bijatyki, lekceważenie nauczycieli itp. Kilkakrotnie usiłowałam i prosiłam o zezwolenie na katechezę w szkole, ale bezskutecznie, ponieważ nie było zezwolenia przewodniczącego kołchozu. Dzieci na katechezę przychodziło mało. Były podzielone na grupy, jednak ciągle ktoś odpadał i ciągle ktoś dochodził. Była silna presja ze strony nauczycieli, starszych kolegów, a nawet rodziców, dla których Pan Bóg stał się niepotrzebny, zresztą w „ogóle Go nie ma”, tak czasami matki mówią swoim dzieciom. Młodzieży na katechezie prawie nie było, ale nie znaczy to, że ta młodzież była obojętna. Były dzieci, które podchodziły do okna i mówiły: „Boga nie ma, wymyślili Go księża, Nikt Go nie widział, więc Go nie ma. Nie chcę Go znać, Będzie ciężej żyć. Nie ma czasu na to. I tak mi dobrze”, itp. Tak, więc system komunistyczny wyprał wiarę tych ludzi. Pozbawiono ich kultury, świadomości religijnej, narodowej, oduczono myślenia, a nauczono kradzieży, oszustwa, niemoralności albo pijaństwa. Praca na tych terenach nie jest łatwa, ale dla Boga trzeba zdobywać pojedynczych ludzi, gdyż każdy zdobyty dla Boga człowiek jest ogromną dla niego radością. Bogu dziękuję, że dane mi było pracować wśród tego biednego ludu.

s. Goretti Milenkiewicz, serafitka

Z Archiwum / Из Архива

ŁUCZAJ (w 1845 r.)to majętność obywatelska, położona niegdyś w powiecie oszmiańskim, obecnie w wilejskim, w odległości 20 mil od miasta gubernialnego Wilna, 12 od powiatowego Wilejki, 24 od diecezjalnego Mińska. Leży przy dawnym bitym trakcie, zwanym połockim, prowadzącym z Głębokiego do Wilna.  W Łuczaju, dziedzicznej własności Ogińskich, Elżbieta z Ogińskich Puzynina, kasztelanowa mścisławska, nadała na misję ojcom jezuitom fundusz w ziemi i kapitałach, które po kasacie tego zakonu stały się własnością narodową, przeznaczoną na instytucje publicznego wychowania i przeszły pod zarząd specjalnie do tych celów utworzonej Komisji Edukacyjnej. Pozostały zaś kościół w Łuczaju podniesiono do godności parafialnego z uposażeniem rocznym wysokości 3 000 złotych polskich. Po zmianie rządu kwota ta jednak tylko w połowie tej ilości do proboszczów dochodziła.

Kościół murowany, wystawiony dla jezuitów przez wyżej wymienioną fundatorkę, konsekrowany był pod tytułem św. Tadeusza Apostoła w roku 1774. Konsekracji dokonał Feliks Towiański, biskup kurpczyński. Okazałe mury tej świątyni zostały wzniesione w porządku dorycko-jońskim. Naczelną ścianę zdobią dwie kształtne wieże, pokryte blachą. Kościół liczy 57 łokci długości, 21 szerokości. Kosztowne organy, nowo tutaj zainstalowane nakładem kolatora Tadeusza Wańkowicza, podczaszego mińskiego, ozdobione są piękną rzeźbą. Również kosztem tego dobroczyńcy ściany wewnętrzne kościoła i ołtarze pokryte zostały malowidłami na optykę, autorstwa Antoszewskiego, który pozostawił po sobie wiele malowideł, głównie fresków, w różnych kościołach diecezji mińskiej. W kościele znajduje się pięć ołtarzy, malowanych optycznie; w wielkim umieszczona jest figura Ukrzyżowanego Chrystusa, którą po nabożeństwie zasłania obraz Trójcy Przenajświętszej; w bocznych widnieją obrazy: Zwiastowania Pannie Maryi, św. Antoniego, św. Anny i św. Tadeusza. Chrzcielnica i grób Chrystusa również wykonane są na optykę. Wystrój wewnętrzny kościoła dowodzi, że kolator nie szczędził nakładu na ozdobienie domu Bożego. Na połowie powierzchni kościoła znajdują się murowane piwnice. Zakrystia jest bogato zaopatrzona w srebro i inne kościelne sprzęty. Plac wokół kościoła okolony jest murowaną ścianą, wysadzony klonami i lipami, stanowi więc piękne miejsce dla obchodu procesji. Cmentarz oddalony jest od kościoła o pół wiorsty, ma drewnianą kaplicę, wystawioną na podmurowaniu.

Parafia łuczajską oddalona jest od kościoła parafialnego postawskiego o trzy mile, od wołkołackiego o cztery, od duniłowickiego o jedną. Ludność wyznania rzymskokatolickiego, spisana w roku 1842, wynosiła 4 359 osób. Fundusz plebański obejmował ziemię pod zabudowaniami, ogrodami i innymi użytkami, stanowiącą w sumie obszar o powierzchni 15 morgów. Z zapisu obywateli Wańkowiczów, dziedziców Łuczaja, pochodziła suma r.s. 75, wypłacana proboszczowi z tych dóbr corocznie. Z kasy funduszu edukacyjnego również corocznie wypłacano r.s. 225. Zmarły syn Tadeusza, Antoni Wańkowicz, marszałek ihumeński, zapisał w dokumencie wydanym w 1812 roku dla szpitala łuczajskiego na utrzymanie ubogich lub okaleczonych włościan corocznie pięć beczek żyta i taką samą ilość jarzynnego zboża. To życzenie zmarłego realizowano, chociaż dom szpitalny podczas wizyty metropolitalnej nie był jeszcze wystawiony.  Obowiązki funduszowe: za duszę Elżbiety, fundatorki, w każdy poniedziałek jedna Msza św. czytana; za dusze Tadeusza, Władysława i Heleny Wańkowiczów w każdą środę msza czytana, a w sobotę śpiewana. Kościół parafialny łuczajski zapisany został do klasy IV. Proboszcz pobiera coroczną wypłatę ze skarbu wysokości r.s. 275 i ma na swój użytek wydzieloną ziemię wartości 30 dziesięcin.

Chodźko Borejko Jan (1777-1851). Diecezja Mińska około 1830 roku. [T.] I, Struktury parafialne. Opracował i wydał Marian Radwan. Lublin 1998, s.164-165