NOWOŚĆ — Moje osobiste wspomnienia z Białorusi. Parafia w Duniłowiczach. 1990-1992

MOJE OSOBISTE WSPOMNIENIA Z BIAŁORUSI, część 1

Parafia w Duniłowiczach 1990-1992

Zamieszczam dla tych, którzy piszą o najnowszej historii Kościoła katolickiego na Białorusi albo też się ją interesują. Moje osobiste wspomnienia ukazały się  w numerze 34-35 „Naszego Kraju” w 2019.

Pdf numeru można ściągnąć z mojej osobistej strony

*

„TRZY LATA ODDANE KOŚCIOŁOWI NA BIAŁORUSI”

Osobiste wspomnienia ks. Krzysztofa Pożarskiego z parafii w Duniłowiczach

(1990-1992)

PIERWSZE POCZĄTKI NA BIAŁORUSI

Granicę Polski z Białorusią (wtedy jeszcze ZSRR) przekroczyłem 9 stycznia 1990 r. i udałem się od razu do moich stryjecznych braci w Miorach (witebski obwód). Stąd pochodziła rodzina mojego ojca, który w 1944 r. wstąpił do II Armii LWP i nie wrócił już na Białoruś. Z wielodzietnej rodziny w Miorach została tylko siostra mojego ojca Anna, która też miała liczna rodzinę. W związku z tym, chciałem w tym mieście rejonowym otrzymać kartę stałego pobytu, aby potem móc spokojnie pracować na Białorusi. Pierwszy mój kontakt z administracją sowiecką był w urzędzie paszportowym, który podlegał milicji. Powiedziano mi, że mam iść do kapitana i od niego rozpocząć starania. Wchodzę do gabinetu i widzę, że za biurkiem siedzi dwóch mężczyzn w mundurach i pytam się: „Który to z nich kapitan”. Jeden z nich odpowiedział mi wówczas: „Nie byłeś w armii, że nie widzisz, kto znasz jest kapitanem?”. Odpowiedziałem wtenczas: „W wojsku byłem, ale w drugiej  armii”. I taka to oto była moja pierwsza znajomość z białoruską administracją.

Następnie trzeba było pojechać do obwodowego urzędu paszportowego w Witebsku, aby od nich otrzymać pozwolenie na pobyt stały. Stałem w dosyć długiej kolejce do jednej z urzędniczek, która przyjmowała różne dokumenty i ankiety.  Przede stał w kolejce jeden młody mężczyzna, który dosyć długo kłócił się z urzędniczką, gdyż uważał, że ta robiła mu różne trudności związku z jego chęcią wyjechania na stałe do USA. Gdy przyszła kolej na mnie, to przedstawiłem jej prośbę, że chciałbym u nich na Białorusi zostać i  pracować, co wywołało u niej lekkie zdziwienie, że  ktoś  taki się nagle znalazł.  Sprawa otrzymania przeze mnie karty stałego pobytu (wida na żitielstwo) ciągnęła się jeszcze przez osiem miesięcy, ale wokół jej mnie przyznania więcej już zabiegał mój stryjeczny brat.

Będąc na piątym roku w seminarium (1988-89) zacząłem w czasie wakacyjnym przyjeżdżać Białoruś, aby odwiedzić moich krewnych. Moja matka również urodziła się na Kresach wschodnich, we wsi Szunieliszki, k. Gudogaj na Grodzieńzczyźnie. Cała jej rodzina w ramach repatriacji w 1945 r. wyjechała do Polski. We wsi rodzinnej mojej matki było spotkanie z jej najlepszą koleżanką z czasów szkolnych, siedzieli nawet w jednej ławce. Wówczas to zrozumiałem, jak wielka krzywda spotkała tych ludzi, którzy z różnych względów zostali w Związku Sowieckim. Jak duża była to niesprawiedliwość dziejowa i jak dobrze zrobili ci, którzy wyjechali uciekając przez bolszewizmem i różnego rodzaju niewolnictwem. Być może, było to decydujące spotkanie, że postanowiłem przyjechać do pracy na Kresach Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej.  I w jakiś sposób, na tyle na ile mogłem, pomagać ludziom naprawiać ich niesprawiedliwy los.

W czerwcu 1989 r. przyjechałem na Białoruś, aby w kościele w Miorach odprawić Mszę św. prymicyjną dla swoich krewnych.  Proboszczem był wówczas ks. Pietrajtis, Litwin, który nawet się zaniepokoił, że  w przyszłości mógłbym zając jego miejsce w miorskiej świątyni.  

Po tym jak złożyłem już wszystkie wymagane dokumenty w urzędzie paszportowym w Miorach i nic mi innego nie pozostawało, jak tylko czekać, aby otrzymać kartę stałego pobytu, zacząłem rozglądać się za jakąś wolną parafią. W tym czasie w wielu miejscowościach wierni wywalczyli zwrot swoich kościołów i  w nich nie było żadnego  kapłana. Najpierw pojechałem do Głębokiego, do ks. Władysława Zawalniuka,  którego poznałem już wcześniej w czasie poprzedniego  wyjazdu na Białoruś. Przyjął mnie serdecznie i zaproponował, że mogę w jego parafii pracować. Tak też się stało, gdyż ks. Zawalniuk myślał już o tym, aby rozpocząć pracę duszpasterską w Mińsku.  W końcu stycznia 1990 r. razem pojechaliśmy jego samochodem do Grodna (350 km) do abp. Tadeusza Kondrusiewicza, aby on to zaaprobował. Arcybiskup zgodził się, że mogę zostać proboszczem w Głębokim, a ks. Zawalniuk może rozpocząć pracę w stolicy Białorusi.  Dekret na probostwo w Głębokim miał być podpisany przez arcybiskupa zaraz po otrzymaniu przeze mnie karty stałego pobytu.  Proboszczowanie w Głębokim jednak mnie przepadło. Gdy wieczorem wróciliśmy już z Grodna do kościoła w Głebokim,  w jej zakrystii odbyła się decydująca ze mną rozmowa. Ks. Zawalniuk przedstawił mnie już członkom zebranego komitetu kościelnego, jako ich nowego proboszcza. Po tym jednak zaczął mi dawać różne niebywałe rady, np. abym od czasu do czasu z ambony strofował członków starego komitetu kościelnego. Otóż w 1988 r., po zaproszeniu komitetu kościelnego głębockiej parafii, do tego miasta z Łotwy przyjechał ks. Zawalniuk, który jednak bardzo szybko wymienił skład starego komitetu na nowy.  Ludzie ci mieli do niego wielki żal i w ten sposób dochodziło do ciągłych konfliktów w parafii.

Poza tym w trakcie tej decydującej rozmowy zrozumiałem, że dotychczasowy proboszcz nawet, jak będzie pracować w Mińsku, chciałby mieć wpływ na to, co będzie w głębockiej parafii. Ja,  na te różne sugestie odpowiedziałem, że jak już zostanę proboszczem, to będę wiedział, jak zaprowadzić spokój w parafii, a poza tym nikomu z ambony nie będę czynić wymówek. Słysząc te moje słowa ks. Zawalniuk zwrócił się do zebranych ludzi ze słowami: „Jak się wam wydaję, czy ks. Krzysztof będzie dla was dobrym proboszczem”. Wówczas to dziesięć osób będących w zakrystii, każda po kolei, kręciła głową na znak sprzeciwu i mówiła, że nie. Gdy tak powiedział ostatni członek Komitetu Kościelnego, to zrozumiałem, że w głębockiej parafii pracy dla mnie nie będzie. Powiedziałem: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” i wyszedłem.  Pojechałem do  sąsiedniej parafii, do Mosarza, gdzie proboszczem był ks. Juozas (Józef) Bulka, Litwin,  ksiądz, który gdy miał 61 lat został wyświęcony przez bp. Romana Andrzejewskiego i oficjalnie należał do diecezji włocławskiej.  Wówczas nie wiedziałem, że umiejętnie on skrywał straszną tajemnicę swojej przeszłości, ale o tym napiszę trochę później.

Przyjazd do Duniłowicz i pierwsza praca

1990

W Święto Ofiarowania Pańskiego, 2 lutego 1990 r., w towarzystwie ks. Bulki, pierwszy raz przyjechałem do Duniłowicz.  Przed Mszą św. wszedłem do konfesjonału, aby wyspowiadać wiernych.  Spowiadając usłyszałem nagle, jak ks. Bulko mówił do tłumnie zebranych ludzi w kościele, że przywiózł im młodego proboszcza i aby prosili go, ażeby pozostał wśród nich.  Po spowiedzi chciałem iść do zakrystii, ale prezbiterium pełno już było ludzi i  gdy zacząłem przeciskać się, wierni zaczęli rzucać się mi do nóg, całować ręce i podprowadzać maleńkie dzieci. Wszyscy prosili, aby pośród nic pozostać. W tym dniu odprawiłem pierwszą Mszę św. pośród zrujnowanego kościoła Przenajśw. Trójcy.

5 lutego było wspomnienie św. Agaty, gdy wszedłem do kościoła, nie mogłem zrozumieć, co się tutaj dzieje, gdyż kościół był pełen wiernych, także trudno było mi przedostać się do ołtarza. Do prezbiterium nie można było wejść, gdyż wokół niego było pełno rozłożonego chleba na betonowej podłodze. Poprosiłem ludzi, aby wzięli chleb z powrotem, a na sam moment błogosławieństwa znowuż go przed ołtarz przynieśli. Wówczas tylko zrozumiałem, jak wielka popularnością i czcią św. Agata cieszyła  się  na Białorusi.

Od tegoż dnia zacząłem z Mosarza przyjeżdżać na każdą niedzielną Mszę św. do Duniłowicz. 16 lutego siel sowiet w Duniłowiczach przekazał parafii dawną plebanię (w której swego czasu mieścił się wiejski ośrodek zdrowia) wraz z sadem o powierzchni 1,34 ha. W środę popielcową (28 lutego) było pierwsze po latach posypanie głów wiernych popiołem. Zacząłem coraz częściej z Mosarza (30 km) przyjeżdżać do Duniłowicz. Zostawałem już tutaj na piątek, sobotę i niedzielę. Potem znów jechałem do Mosarza.  O tym, że chciałem zostać i pracować w Duniłowiczach proboszczem, został poinformowany abp. T. Kondrusiewicz, który dał na to swoją ustną akceptację. Początkowo, po przyjeździe do Duniłowicz przez kilka miesięcy mieszkałem w domu Anny Kozłowskiej. Tam też po raz pierwszy poznałem,  co to jest takiego ruska bania i nauczono mnie także, jak się w niej zachowywać. W uroczystość św. Józefa przyjechał do Duniłowicz ks. Bulka. Były złożone mu życzenia oraz otrzymał rozmaite prezenty. W każdą w niedzielę w kościele  z uroczystości Zwiastowania Pańskiego były już odprawiane przeze mnie  dwie Msze św. Pierwsza o godz. 11.00, druga o godz. 14.00. W Niedzielę Palmową (8 kwietnia) przyszło do kościoła bardzo dużo ludzi, tylu ich jeszcze w świątyni  nie widziałem. Na seminarium duchowne w Grodnie zostało w ten dzień zebranych 930 rubli.

Od 8 do 10 kwietnia prowadziłem sam wielkopostne rekolekcje. Z Konstantym Kuźmiczem z Woropajewa zrobiliśmy Grób Pański, a także ciemnicę (ołtarz wystawienia). Wierni pomagali przyozdobić kościół, wyróżniali się przy tym mieszkańcy wsi Prześlega. W Wielki Czwartek (12 kwietnia) ludzi w kościele było nie za wiele. Od tego dnia zamieszkałem po raz pierwszy na dawnej plebanii, którą trzeba było jeszcze wyposażyć w odpowiednie meble.

13 kwietnia w Wielki Piątek otrzymałem wiadomość, że w rajspołkomie w Miorach podjęto decyzje o przyznaniu mi karty stałego pobytu, którą na ręce mogłem otrzymać dopiero za kilka miesięcy. W Wielką Sobotę została przeze mnie z Wilna przywieziona figura Chrystusa leżącego grobie (za 800 rub.), jak również panorama na płótnie do grobu, którą namalował Stanisław z Ukrainy (300 rub.). W tym czasie ks. Bulka przywiózł do kościoła chorągiew Matki Bożej Ostrobramskiej i św. Maksymiliana, puszkę dla komunikantów (800 rub.), obraz św. Michała Archanioła (400 rub.), który ufundowała jedna rodzina z Anglii.

W kościele został tez po raz pierwszy pokazany film na video „Jezus z Nazaretu”, który został przywieziony z Mosarza.  Na Wielkanoc ludzi było dosyć dużo w kościele, ale mniej jak w Niedzielę Palmową. W dniu 17 kwietnia w Zadorożu było zebranie księży pracujących w witebskim obwodzie. Nie mogłem tam pojechać od razu, gdyż musiałem pojechać do polskiego konsulatu w Mińsku. Przyjechałem na spotkanie księży dopiero o godz. 19.00.

Od 9 do 18 kwietnia trwały prace związane z założeniem nowej instalacji elektrycznej w kościele. Pracowali elektrycy z Głębokiego. Koszt pracy wycenili na 4 tys. rub., a koszty materiału – 5 tys. rub.

Po Wielkanocy doszło do pierwszego konfliktu z ks. Bulka. Otóż przyszli do mnie członkowie komitetu kościelnego, którzy zaczęli się sprzeczać między sobą. Chodziło o zebrane ofiary w Wielkim Poście oraz na Wielkanoc do drewnianej skarbonki (wysokość 1 m, szerokość 40 cm), która była cała pełna.  Otóż ks. Bulka powiedział wcześniej do prezesa, że te zebrane pieniądze powinny być jemu przekazane, a była to nie mała suma (ok. 15 tys. rubli). Prezes komitetu był skłonny tak postąpić, natomiast jego zastępca już nie. Przyszli do mnie po radę, a ja oczywiście powiedziałem, że pieniądze muszą pozostać w parafii i nikomu ich nie będziemy oddawać, gdyż wydatki związane z renowacją kościoła będą bardzo duże.

W Święto Bożego Miłosierdzia (24 kwietnia) w kościele była wielka uroczystość: najpierw Msza św., potem śpiewana koronka do Miłosierdzia Bożego oraz Eucharystyczna procesja. 25 kwietnia odbyło się poświęcenie cmentarza we wsi Prześlega, a potem procesja błagalna o urodzaje.  O godz. 15.30 taka sama procesja odbyła się wokół kościoła w Duniłowiczach.

Do 1 maja w dni powszednie Msze św. były odprawiane o godz. 14, po tym już o godz. 16. Pół godziny wcześniej były różne nabożeństwa, zależne od okresu liturgicznego. Na początku maja w każdy wtorek wprowadziłem nabożeństwo do św. Antoniego z Padwy, natomiast w każdą środę do św. Józefa. Wprowadziłem także nabożeństwa pierwszego czwartku, piątku i pierwszej soboty miesiąca. Trzymając się tradycji, które wówczas istniały, wprowadziłem śpiew jutrzni przed Mszą św. za zmarłych. Na dodatkowe nabożeństwa przychodziło zwykle od 30 do 40 osób.

Od 3 do 5 maja byłem na 11 pogrzebach, udzieliłem ślubu kościelnego 9 parom, ochrzciłem 11 osób, jedną osobę przyjąłem do jedności z Kościołem, 9 osób starszych przyjęło I Komunię św. Rozpocząłem też prowadzić regularnie księgi parafialne: ochrzczonych, protokółów przedślubnych, przystępujących do Kościoła katolickiego, I Komunii św., bierzmowanych, ogłoszeń parafialnych i parafialna kronikę.

5 maja było porządkowanie cmentarz parafialnego, do pracy przyszło 40 ludzi. Zakopano również zbiorową mogiłę żydowską ofiar getta. Była ona już po raz trzeci rozkopana przez „cmentarne hieny”, które szukały złota.

Od 10 maja 1990 r. zacząłem także obsługiwać kościół i parafię św. Tadeusza w Łuczaju oddalonego od Duniłowicz o 8 km. O tej parafii i o moich w niej przeżyciach będzie napisana osobna historia. Otóż kościół w Łuczaju został zwrócony wiernym na początku marca 1990 r. i zajmował się tym proboszcz z Postaw ks. Jan Szutkiewicz, wyświęcony na kapłana w późniejszych latach,  przy tym bardzo nerwowy i chamowaty. Miał on jednocześnie pod swoją duszpasterską opieką już trzy parafie (Postawy, Komaje, Łyntupy). W związku z tym zostało uzgodnione wcześniej z abp. T. Kondrusiewiczem, że ks. Szutkiewicz dokona tylko uroczystego otwarcia świątyni  i jej pierwszego poświęcenia, a potem mi ją przekaże. 16 marca odbyła się pierwsza Msza św. w kościele w Łuczaju, której przewodniczył proboszcz postawski. Kościół był nabity wiernymi. W trakcie kazania usłyszałem, jak mówił, aby wszystkie ofiary zebrane na kościół przekazywać jednej z jego zaufanych parafianek, która z kolei będzie je jemu przekazywać. Wówczas już się domyśliłem, że kościoła w tym dniu on mi już nie przekaże. Myślałem tylko, jak długo starczy mu sił do obsługiwania równocześnie czterech parafii.

Dopiero na początku maja zadzwonił do mnie ks. Szutkiewicz i poinformował, że chciałby mi przekazać kościół w Łuczaju. Pojechałem do niego Postaw i prawie wszystko zostało między nami uzgodnione. Tematu pieniędzy nie poruszałem. Po kilku tygodniach znów do mnie zadzwonił z pretensjami, że przejeżdżając był w kościele w Łuczaju, że tam nic nie zostało zrobione, że drzwi podparte są jakimś kołem. Ja na to mu odpowiedziałem, że proboszczem jestem tam tylko co, że nie można było w tak krótkim czasie zbyt wiele zrobić, a poza tym, on nie zostawił mi żadnych pieniędzy, które tak obficie zebrał. Po tych słowach usłyszałem tylko krzyk oburzenia („jak ja śmiem tak mówić”) i trzask rzucanej słuchawki.

Zostałem więc proboszczem w dwóch parafiach, kościoły których jeden od drugiego był oddalone o 6 km, jeśli jechać droga piaszczystą albo też o 8 km, jeśli jechać drogą asfaltowaną. I najczęściej tę drogę wybierałem i  tak jeździłem  przez prawie trzy lata. Obecna moja opowieść dotyczy mojej pracy duszpasterskiej w parafii w Duniłowiczach, ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to co zostało niżej opisane, często powtarzało się w parafii w Łuczaju. 

W związku z moją pracą w dwóch parafiach zacząłem myśleć o kupnie samochodu, ale o to było wtedy bardzo trudno. Aby kupić nowy samochód produkcji rosyjskiej (Łada)  trzeba było zapisać się w  wielka kolejkę rejestrowaną w urzędzie  rejonowym.  Nowa „Łada” kosztowała wówczas ok. 9 tys. rubli, a cena starych samochodów była znacznie wyższa. Dobrych samochodów używanych było bardzo mało.  Dlatego, aby wyjść z położenia w jednej wsi znalazłem sobie  pomocnika, który pomagał mi załatwiać skutecznie wszystkie tego typu sprawy związane z motoryzacją.  Otóż poinformował on mnie, że w Udziale, przewodniczący Kołchozu ma pierwszy model Łady i go chce sprzedać. Pojechaliśmy razem i rzeczywiście, chociaż samochód miał czternaście lat, to był w dobrym stanie, gdyż przewodniczący jeździł w większości na swoim służbowym samochodzie.  Tylko cena wydawała się wygórowana – 16 tys. rubli, ale zgodziłem się na nią, bo w przeliczeniu na dolary wychodziło bardzo mało.

Na początku lat 90. XX w. obowiązywało w ZSRR kilka kursów dolara. Oficjalny kurs za dolara był bardzo niski i tak w maju 1990 r. za 1 USD płacono  0.61 rubla. Sprzedając dolar na rynku można było otrzymać kilkadziesiąt razy więcej. W listopadzie 1990 r. Gorbaczow wprowadził kurs komercyjny — 1,8 rubla za 1 USD. Z kwietnia 1991 r. kurs wynosi 27, 5 rubla za 1 USD. Na początku 1990 r. można było realnie sprzedać 1 USD za 32 ruble, a w końcu 1991 za 160 rubli. Tym sposobem za kilkaset dolarów mogłem kupić pierwszy w życiu samochód. Na kupno tego samochodu obraził się ks. Bulka, on też szukał samochodu, a ja znalazłem go pod kościołem w Udziale, gdzie on był także proboszczem.

Niedługo później kupiłem jeszcze przyczepę samochodową „Zubrionek” i odtąd w wielu sprawach transportowych byłem niezależny. Jeździłem w takim też zestawie do Polski, aby przywozić liczne  rzeczy potrzebne dla obu parafii.

11 maja 1990 r. pojechałem do Wilna, gdzie zakupiłem 12 grubych świec lichtarzowych (480 rub.), dwa dzwonki mosiężne oraz złoty ornat (300 rub.). Przyjechałem do pracy na Białorusi, gdy istniał jeszcze Związek Sowiecki. Przekraczanie granic różnych republik związkowych (Litwa, Łotwa) nie przynosiło początkowo żadnych trudności. Na granicy pojawiały się tylko tablice informacyjne.  Potem stopniowo zaczęły się pojawiać pierwsze posterunki graniczne, najpierw z litewskiej czy też łotewskiej strony, a potem z białoruskiej.  Pojawiła się kontrola dokumentów, a w końcu urząd celny. W związku z tym coraz trudniej było przez granicę przewozić różne rzeczy, ale osoba księdza zawsze była wyjątkowo i dobrze traktowana. Często też na ilość wiezionego towaru przymykano oczy z obu stron.  Tylko raz, zdecydowałem się przekroczyć granicę litewsko-białoruską lasem, aby ominąć graniczne posterunki. Wiozłem wówczas kilka stacji drogi krzyżowej. Bałem się, że ze strony litewskiej czy też białoruskiej mogą być jakieś problemy, a poza tym chciałem sprawdzić tę leśną te drogę na przyszłość. Tak na wszelki wypadek.  Szczęśliwie przejechałem, ale strachu rzeczywiście było wiele i więcej już z tej drogi nie korzystałem.  

13 maja 1990 r. miałem pierwsze spotkanie katechizacyjne dla 20 dzieci, które chciały przyjąć I Komunię św. W tym dni zainstalowano telefon na plebanii (numer 27933) dzięki temu, że jedna z parafianek na rzecz parafii zrezygnowała ze swojego numeru (Aldona Cygiel).

14 maja z półtoragodzinnym opóźnieniem do kościoła przybył abp T. Kondrusiewicz i bp Edward Kisiel z Białegostoku.  Arcybiskup podziękował parafianom za trud odzyskania świątyni, mówił o potrzebie jej renowacji, nawiązał także do potrzeby nabożeństwa ku czci św. Michała, a następnie arcybiskup poświęcił obraz Archanioła i biały ornat ufundowany przez dawnego parafianina Miadziółko, który mieszkał w Bolesławcu.  Księża biskupi opuścili kościół o godz. 23.15.

15 maja księża biskupi dokonali poświęcenia dwóch kościołów: w Nowym Pohoście oraz w Dzierkowszczyźnie. Kilka dni wcześniej przyjechali do mnie przedstawiciele komitetu kościelnego z tej ostatniej parafii i prosili, abym przynajmniej na krótki czas zgodził się obsługiwać ich parafię. Zgodziłem się na to i dodatkowo sprawę obsługiwania parafii Dzierkowszczyźnie przedstawiłem arcybiskupowi w Nowym Pohoście. Arcybiskup zgodził się z tą propozycją, ale o niej zapomniał. Po kilku tygodniach ks. Bulko oskarżył mnie, że samowolnie objąłem parafię w Dzierkowszczyźnie, wówczas wyjaśniłem arcybiskupowi, że taką ustną zgodę wcześniej od niego otrzymałem. I wszystko było w porządku, ale uświadomiło mi to, jak niebezpieczny i złowrogi może być ks. Bulko.  

W obydwu moich parafiach przyzywałem ludzi do tego, aby oni na środku wsi albo na jej krajach stawiali kilkumetrowe krzyże. W związku z tym, rozpoczęły się bardzo uroczyste chwile ich święcenia.  19 maja został poświęcony drewniany krzyż we wsi Wołki. Na ceremonię poświęcenia zebrało się ok. 60 ludzi, kilka dni później krzyż był poświęcony we wsi Kwacze. Dla konkretnej wsi było to prawdziwe święto i znak nadchodzących przemian i angażowało w to bardzo wielu ludzi. Najpierw trzeba było znaleźć odpowiednie drzewo w lesie, ściąć je, potem zrobić z niego krzyż, wybrać odpowiednie miejsce we wsi i uzgodnić dzień poświęcenia z proboszczem. Zazwyczaj nikt nie myślał o jakimś tam pozwoleniu u miejscowej władzy na ich ustanowienie. Decydowali sami ludzie. Gdy przyjeżdżał ksiądz wierni byli świątecznie ubrani, gromadziła się przy tym cała wieś, łącznie z dziećmi. Witano księdza chlebem i solą. Potem była spowiedź ludzi chorych, Msza św. u Krzyża, jego poświęcenie, Komunia dla wiernych, a także pamiątkowe zdjęcie. Na koniec uroczystości był obiad w jednym z domów, gdzie on miał być decydowali zawsze sami ludzie, gdyż w każdej wiosce był ktoś, kto się cieszył większym autorytetem, także pod względem religijnym. Zazwyczaj ludzie z okazji wizyty księdza dawali mu także naturalne produkty, które były wkładane do bagażnika.

Na Wniebowstąpienie Pańskie (24 maja) w kościele zgromadziło się bardzo wiele ludzi. W tym dniu odprawiłem także pierwszą Mszę św. w kościele w Dzierkowszczyźnie oddalonej od Duniłowicz o 30 km i tak trwało to przez okres kilku miesięcy, dopóki nie był naznaczony nowy proboszcz.  Dzień później został poświęcony przez mnie cmentarz w Żukowie. W związku z poświęcaniem cmentarzy, trzeba było go najpierw odpowiednio przygotować, zadbać o upiększenie mogił, postawić na nim nowy krzyż i tylko wówczas można było zapraszać księdza.

Na początku czerwca wierni z Woropajewa (z nieistniejącej już parafii) zwrócili się do mnie, abym także do nich przyjeżdżał. Od 9 czerwca rozpocząłem w jednym z domów systematyczne nauki przedślubne dla ludzi młodych. Ks. Bulko też był zainteresowany Woropajewem, chociaż ludzie nie bardzo go tam chcieli. W związku z tym 26 czerwca razem z ks. Bulko we wsi Myszki (dawna woropajewska parafia) uczestniczyłem w poświęceniu przydrożnego krzyża, a potem była Msza św. na cmentarzu w Woropajewie. 

Zajmując się w jednym z domów katechizacją dzieci w Woropajewie, oznajmiono mi, że przyjechała z rajspołkomu Ałla Kiejzik i chciałaby ze mną porozmawiać. Zgodziłem się na to spotkanie i już na wstępie usłyszałem zarzut:, „Dlaczego tak dużo postawiliście krzyży po wioskach”. Ja wiedziałem, że tych krzyży, które zostały już postawione, to i tak wydawało się nie dużo. Ks. Bulka postawił ich w różnych wioskach ponad  sto, ale zaczynał on przede dwa lata wcześniej. Odpowiedziałem więc Kiejzik, „że staram się postawić, jak najwięcej krzyży, gdyż jest to pamięć o naszym zbawieniu, że jeśli kogoś lubimy i szanujemy, to wówczas tak czynimy”. I dodałem „To tak jak wy szanujecie swego wodza Lenina i stawiacie mu w rejonie pomniki”.  Na te słowa A. Kiejzik się zdenerwowała i odpowiedziała: „Przy czym tu Lenin, u nas w rejonie tylko trzy jego pomniki, a wy ile krzyży postawiliście”. I na tym nasza rozmowa się zakończyła. 

Na Dzień Dziecka do kościoła w Duniłowiczach przyszło 30 dzieci (1 czerwiec).  10 czerwca był w odpust parafialny Trójcy Przenajśw. Odbyła się również uroczysta I Komunia św., do której przystąpiło 41 dzieci. W przygotowaniu dzieci pomagała s. Walentyna ze Zgromadzenia Sióstr Eucharystek. Uroczysta I Komunia św. odbywała się zazwyczaj w miesiącach letnich, gdyż w tym czasie przyjeżdżali z różnych  miast do swoich wsi jej dawni mieszkańcy razem z dziećmi. Przyjeżdżali nie tylko z Białorusi, ale także z Rosji.

W Boże Ciało (14 czerwiec) po raz pierwszy wyszliśmy na ulice naszego miasteczka z procesją do czterech ołtarzy, które przygotowywali wierni z różnych wiosek. Wiernych zgromadziło się bardzo wielu.  Również na zakończenie oktawy Bożego Ciała była taka procesja wokół samego kościoła.

Na uroczystość św. Jana Chrzciciela (24 czerwiec) do Mosarza wyjechały trzy autobusy z parafii. Abp T. Kondrusiewicz udzielił tam sakramentu bierzmowania, w tym 38 osobom z parafii. 26 czerwca do kościoła z Woropajewa została przywieziona ambona oraz katafalk dla egzekwii z maleńką trumienką na wierzchu. Niektórzy księża, zwłaszcza z Polski, byli tym trochę przerażeni. Ja jednak myślałem, że taka trumna, będzie szybciej pomagać w nawracaniu się ludzi. Potem zacząłem tłumaczyć, że jest to zabytek i nie mogę jej usunąć. Mój jednak następca później jednak zniszczył samą trumnę. Wszystko to wykonał własnymi rękami Konstanty Kuźmicz z Woropajewa.

8 lipca odbyła się uroczysta I Komunia św. w Dzierkowszczyźnie dla 41 dzieci. Dzieci te przygotowywały dwie siostry ze Zgromadzenia Służebniczek w Dębicy: s. Władysława Trojanowicz (pochodząca z Łuczaju) i s. Maria Muszyńska.

25 lipca było uroczyste poświęcenie pojazdów samochodowych. W tym dniu wyruszyła też pielgrzymka dzieci pierwszokomunijnych do Wilna. Była Msza św. w języku polskim w Ostrej Bramie, którą prowadziłem, dzieci czytały lekcje i śpiewały po polsku.  Po Mszy św. podeszła do mnie jedna z młodych kobiet i powiedziała, że wszystko było doskonale, tylko dlaczego dzieci nie modliły się i nie śpiewały w swym ojczystym języku.  Wówczas jej odpowiedziałem, że swój język ojczysty mają na co dzień, a ja staram się tylko o przywrócenie tego, co oni utracili.  

W kościele został otwarty sklepik z dewocjonaliami, których większość kupowałem w Wilnie. Dewocjonalia były bardzo potrzebne, że względu na pomoc katechizacyjną i pragnienie ludzi mieć w swoich domach święte obrazy (zwłaszcza św. Agaty), krzyże oraz świece. Pomagała mi w Wilnie w tej sprawie rodzina Taraszkiewiczów, która żyła niedaleko Ostrej Bramy. Czasami u nic nocowałem, ale w większości byłem w gościach u swoich krewnych ze strony matki. Pomagały także Siostry Eucharystki, które do kościoła zrobiły kilka chorągwi, baldachim oraz liczne ornaty. W siostry w ZSRR chodziły w cywilnych ubraniach, potem stopniowo zaczęły ubierać się w habity i ja to wszystko mogłem obserwować, jak trudno było wracać do normalności.

W każdą pierwszą niedziela miesiąca odbywała się w kościele w Duniłowiczach  między dwoma Mszami adoracja Najśw. Sakramentu. Po pierwszej Mszy i wystawieniu jechałem na Mszę do Łuczaju, wracając odprawiałem druga Mszę w Duniłowiczach, po której odbywa się uroczysta procesja z Najśw. Sakramentem.  Chętnie do takich procesji garnęły się dzieci, które można było czymś zainteresować, chociażby białą sukienką. 1 sierpnia zakończyły się prace związane z elektryfikacja plebanii, po których rozpoczął się jej remont.

5 sierpnia 1990 r. po raz drugi w parafii w Duniłowiczach odbyła się uroczysta I Komunia św. do której przystąpiło 95 dzieci. W przygotowaniu dzieci pomagały: s. Władysława Trojanowicz i s. Maria Muszyńska. Część dzieci było przygotowywanych w Woropajewie. W połowie września zostało przywiezionych do kościoła 12 tys. sztuk czerwonej cegły dobrej jakości z Dżidżasalis na Litwie.

W dniu 20 sierpnia, po ośmiu miesiącach czekania mogłem otrzymać wreszcie kartę stałego pobytu dla cudzoziemca w Związku Radzieckim i ważną do 18 sierpnia 1992 r. 23 sierpnia 1990 r. byłem już w Grodnie, aby z rąk abp. Kondrusiewicza otrzymać oficjalny dekret nominacyjny na proboszcza w Duniłowiczach i Łuczaju. Następnie trzeba było jechać do Witebska, do pełnomocnika ds. religijnych, który 28 sierpnia dokonał mojej państwowej rejestracji i dał prawo do pracy w dwóch parafiach. Następnie wymeldowałem się z Mior, aby w 30 sierpnia zameldować się w Duniłowiczach w postawskim rejonie.

Pod koniec września w podziemiach kościoła rozpoczęły się poszukiwania zakopanych w czasach niemieckiej okupacji dzwonów. Usunięto z piwnic gruz, dzwonów jednak nie znaleziono, zapewne ktoś wcześniej ich rozbił i po kawałkach wyniósł.  Po kilku dniach udałem z dzielnicowym milicjantem Iluszczenko do Mińska na poszukiwanie ostatniego małego dzwonu, który wisiał na wieży kościoła do początku lat osiemdziesiątych XX w.  Potem ktoś z Duniłowicz zdjął go i wywiózł do Mińska. Po całodziennych poszukiwaniach w stolicy Białorusi dzwon został przez nas odnaleziony u jednej rodziny na balkonie. Ci widząc milicjanta w mundurze bez problemu go oddali. I tak znów został on zawieszony na dzwonnicy kościoła. Na nim był wyryty napis w języku łacińskim: „Anno 1760 sumptu rendi Pauli Gosciminski canonici livonie paro Dunił  majorem et hanc minorem campanam efundit Antonius Apanowicz”.

28 września został poświęcony przydrożny metalowy krzyż we wsi Świdno, który w swoim ogrodzie postawiła rodzina Rychlickich.  29 września był odpust w cześć św. Michała Archanioła.  Homilię wygłosił proboszcz z Głębokiego ks. Cyryl Klimowicz. W czasie Mszy św. wystąpił chór z Wilna „Wilenka”. Po niej odbył się w miejscowym Domu Kultury koncert tegoż zespołu, który zgromadził bardzo wielu ludzi. Do odpustu parafia przygotowywała się przez nowennę, śpiewając godzinki ku czci św. Michała.

15 października przed kościołem w Duniłowiczach został poświęcony kilkumetrowy krzyż wykonany przez mieszkańców wsi Huta. W uroczystość Wszystkich Świętych odbyła się zaduszna procesja, a pierwsza stacja była na cmentarzu wojennym 1920 r. Cały tydzień trwały w kościele wypominki, zaczytywane pomiędzy poszczególnymi tajemnicami różańca. W każdy dzień przychodzili na nie wierni  z różnych wsi. Wcześniej było ogłoszone, w jaki dzień i które wioski mają przychodzić do kościoła, aby  modlić się za swoich zmarłych.

16 listopada abp. T. Kondrusiewicz konsekrował kościół w Łużkach, w związku z tym wybrałem się na tę uroczystość samochodem razem z parafialną młodzieżą (70 km).

Roraty w adwencie dla dzieci odbywały się po południu trzy razy w tygodniu. W połowie grudnia było poświęcenie opłatków, które ludzie mogli zabrać na swą rodzinną wigilię. Adwentowe rekolekcje głosił o. Józef, karmelita bosy. Przed Bożym Narodzeniem dokonałem objazdu chorych po czterech wsiach. Mogli oni przystąpić do spowiedzi św., a także uczestniczyć we Mszy św. w jednym z domów we wsi. Zazwyczaj zbierało się od kilku do kilkunastu chorych. Na wigilię zaprosiłem do siebie na plebanię kilka osób samotnych i chorych. O północy odbyła się pasterka, żłóbek umieszczono na bocznym ołtarzu.

Po świętach rozpoczęła się po wsiach kolęda, czyli duszpasterskie odwiedziny rodzin, które trwały w dwóch prawie dwa miesiące, gdyż w obu parafiach było 60 wsi. Były to uroczyste odwiedziny, gdyż starałem się, aby zawsze towarzyszyło mi ze śpiewem kolęd kilka kobiet z danej wsi. I tak idąc od domu do domu, kobiety w języku polskim śpiewały kolędy, zostawały u domu, a ja z ministrantami wchodziłem do rodziny, gdzie była najpierw modlitwa i poświęcenie mieszkania. Jak było trzeba zachodziłem także do chlewa, obory czy stajni, a by tam pobłogosławić zwierzęta.  Po tym odbywała się duszpasterska rozmowa z rodziną i zapisanie danych statystycznych. Ludzie składali ofiarę pieniężną oraz różne dary materialne, zazwyczaj kopconą kiełbasę w słoikach. Czasami, aby usprawnić kolędę brałem dodatkowego kierowcę, który jechał za mną samochodem i przyjmował naturalne  dary. Tam gdzie nie można było dojechać samochodem, zwłaszcza na chutorze, były przygotowane sanie na których wożono księdza.

Na zakończenie roku o godz. 23.00 w kościele w Duniłowiczach było wystawienie Najśw. Sakramentu oraz eucharystyczne nabożeństwo, zaś o samej północy odbyła się Msza św.

ROZKWIT DUSZPASTERSTWA

1991

Nowy rok 1991 r. to Msza św. na jego rozpoczęcie. W uroczystość Trzech Króli poświęcenie kadzidła i kredy.  20 stycznia w czasie Mszy św. wystąpił polski zespół pieśni „Solczanie” z Solecznik na Litwie. Po Mszy przy tłumnie zebranych ludziach dali koncert w duniłowickim Domu Kultury.

W dniu 22 stycznia w czasie kolędy w jednej wsi dowiedziałem się przez telefon, że przez radio była podana informacja o wycofywaniu w ciągu kilku dni nominałów o wartości 50 i 100 rubli z 1961 r. Ja, jednak w to nie uwierzyłem, była to dla mnie jakaś niedorzeczność, bo jak coś takiego można zrobić, przecież to zwykła grabież. Z samego rana na drugi dzień zadzwoniła do mnie księgowa z komitetu kościelnego, która sprawdziła tę informację w banku w Postawach, który ją potwierdził. Powiedzieli, że wszystkie organizacje, jeśli posiadają w gotówce takie nominały powinny je oddać do banku do godz. 11.00. Po tym będzie utworzona w rejonie komisja, która będzie decydować o zwrocie czy też nie włożonej sumy na rachunek. Okazało się, że u mnie było takich stu rublówek czterysta, gdyż zawsze starałem się mniejsze nominały wymieniać na 100 czy też 50 rubli w znajomym sklepie.  Trzeba było mnie razem z księgową szybko jechać do banku w Postawach i dam włożyć na parafialny rachunek cała sumę i dosłownie w ostatniej chwili zdążyliśmy to uczynić. Potem okazało się, że parafia zajęła drugie miejsce w rejonie po sumie zdanej w bank – 40 tys. rubli. W rejonie była utworzona komisja, która zadecydowała, że jednemu biznesmenowi, który zajął pierwsze miejsce,  zwrot pieniędzy się nie należy, bo nie udowodnił, jak on je zarobił. Parafialne pieniądze z dużym trudem, ale postanowili oddać parafii, znając, że były to ofiary zbierane od ludzi na renowację kościoła.

2 lutego została wystosowana prośba do rajspołkomu w Postawach o zwrot dawnej organistówki, która do tej pory służyła, jako internat dla dzieci miejscowej szkoły. Prośba została bez odpowiedzi. Dzień św. Agaty już tradycyjnie był licznie świętowany przez parafian.

13 lutego w środę popielcową rozpoczął się Wielki Post, w czasie którego były nabożeństwa Drogi Krzyżowej i Gorzkich Żali. W połowie lutego kupiłem w Wilnie figurę zmartwychwstałego Chrystusa oraz kociołek dla świeconej wody. Rekolekcje wielkopostne prowadził o. Józef Synowiec, karmelita bosy. W Wielkim Tygodniu były tradycyjne nabożeństwa. Wykonano ołtarz wystawienia – ciemnicę i Boży Grób. Z Wielkiej Soboty na Wielkanoc trwała całonocna adoracja, a o godz. 9 rano odbyła się trzy razy dookoła kościoła rezurekcyjna procesja. Na początku kwietnia zostały przywiezione z Wilna: pozłacany relikwiarz (500 rub.), kielich (180 rub.), trzy krzyże (1800 rub.), trzy pateny (250 rub.), anioł ze świecami (100 rub.), puszka dla komunikantów (400 rub.)

8 maja w Ożunach w jednym z domów dla czterech chorych par małżeńskich udzieliłem sakramentu małżeństwa. 17 maja do parafii przyjechały dwie siostry ze Zgromadzenia Sióstr Serafitek: s. Goretti Milenkiewicz i s. Latynia, która po niedługim czasie wyjechała do pracy w Nowym Pohoście. S. Goretti rozpoczęła regularną pracę wśród dzieci i młodzieży, zarówno w Duniłowiczach, jak Łuczaju.

21 maja w Pińsku, odbyła się konsekracja nowego biskupa Kazimierza Świątka, którym został metropolitą mińsko-mohylewskim. Uczestniczyłem w tej uroczystości i żegnając się z abp. T. Kondrusiewiczem, który odchodził do pracy w Federacji Rosyjskiej, usłyszałem słowa „Przyjeżdżaj za mną pracować w Rosji”. Było to jego nieformalne zaproszenie. Dwa dnie później uczestniczyłem w Grodnie w konsekracji na biskupa Aleksandra Kaszkiewicza, został on biskupem diecezji grodzieńskiej. 28 maja udałem się razem z Michałem Tatarenko samochodem do Moskwy (1200 km), aby wziąć udział w uroczystym ingresie abp. T. Kondrusiewicza, który odbył się w kościele św. Ludwika.

Procesja Bożego Ciała przeszła już tradycyjnie ulicami miasteczka. Od 3 do 6 czerwca odbywała się pielgrzymka parafialna na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II do Białegostoku. Wzięło w niej udział 90 osób, zorganizowane zostały dwa autokary. Władza rejonowa dowiedziała się o niej już po naszym przyjeździe i miała do mnie żal, że nastąpiło to bez ich sankcjonowanej zgody.

10 czerwca odbyło się na plebanii pierwsze spotkanie dla dzieci pragnących przystąpić w tym roku do I Komunii św. W związku z tym zostały  dla nich zorganizowane cztery razy spotkania w tygodniu po trzy godziny. 14 czerwca odbył się uroczysty ingres abp. K. Światka do katedry w Mińsku. Uczestniczyła w tym też delegacja z parafii, która arcybiskupowi przywiozła różne dary, w tym żywego kilkumiesięcznego baranka. Gdy ks. Jan Szutkiewicz zobaczył go zaczął na wymyślać, że go niepotrzebnie męczymy. Gdy jednak metropolita po ingresie zapytał, kto by chciał wziąć baranka i go wychować, zgłosił się od razu proboszcz postawski. Kilka dni później z Wilna przywiozłem dwie dwumetrowe gipsowe figury: św. Antoniego z Padwy i św. Franciszka z Asyżu (12 tys. rub.). Kilka dni później przywiozłem z Polski ostatnie brakujące figury do żłóbka na Boże Narodzenie.

29 czerwca został wybrany nowy komitet kościelny (rada parafialna) według tymczasowego statutu Kościoła katolickiego na Białorusi. Trzeba było zawsze tak wybierać komitet, aby w jej skład wchodzili reprezentanci różnych wsi, aby potem dla proboszcza byli wsparciem i służyli pomocą przy organizowaniu ludzi do różnych prac. W skład komitetu weszli:

Józef Pacewicz – przewodniczący (wieś Drozdy)

Mieczysław Zacharycz –zastępca (Piotrowicze)

Wacława Kołos – sekretarka (Duniłowicze)

Franciszek Kalicki– członek (Duniłowicze)

Stefan Tanana (Duniłowicze)

Mieczysław Matoszko (Siergiewicze)

Zygfryd Galimski (Żestwianka)

Paweł Taczycki (Siergiewicze)

Wincenty Kremis (Darewo)

Konstanty Kuźmicz (Woropajewo)

1 lipca wyruszyła parafialna piesza pielgrzymka do Sanktuarium Matki Bożej Budsławskiej w której wzięło udział 50 osób. Wyszła ona o godz.8 rano spod kościoła i w jednym dniu pokonała 50 km, na miejsce dotarła o godz. 20.00. Mieliśmy w trakcie jej nagłośnienie, więc było dobrze nasze pieśni i modlitwy słychać po wioskach, których mieszkańcy spotykali nas z radością. Była to pierwsza piesza i tak zorganizowana pielgrzymka do tego sanktuarium po wielu latach. Witał nas u drzwi sanktuarium jej rektor ks. Franciszek  oraz licznie zebrani księża. W następnym roku masowo ruszyły już drugie piesze pielgrzymki do sanktuarium, zwłaszcza z Mińska.

7 lipca została do kościoła z Wilna przywieziona dwumetrowa figura Matki Bożej Lourdes (6 tys. rub.) oraz płaskorzeźba Matka Boża trzymająca Dzieciątko Jezus nad główne wejściowe drzwi do kościoła. (7 tys. rub.) 9 lipca dokonałem poświęcenia przydrożnego Krzyża w Gińkach.

KS. CZESŁAW KARDEL – OSTATNI PROBOSZCZ

W lipcu 1991 r. dowiedziałem się o śmierci Mariana Kuchalskiego ze wsi Darewo, którego rodzina sama pochowała na cmentarzu, nie informując mnie o tym.  Zacząłem wyjaśniać więc ich dziwne zachowanie i wyszła przy tym bardzo bolesna historia związana z ostatnim proboszczem parafii duniłowickiej — ks. Czesławem Kardelem (lata 1937-1948). W czasie jego proboszczowania była bieda po wsiach i ludzie nie zawsze mieli możliwość składania ofiary pieniężnej za udzielane sakramenty albo inne rytualne usługi. Ks. Kardel wprowadził zwyczaj, że jeśli ktoś nie miał pieniędzy, to mógł przynieść kilka pudów (1 pud = 16, 38 kg) zboża za okazane im usługi. Jeśli, człowiek był tak biedny, że i tego nie mógł, proboszcz okazywał jego rodzinie usługę na kredyt i zapisywał to w książce. Następnym razem, jeśli pierwszy kredyt nie został pogaszony, usług rytualnych odmawiał. Otóż ten mężczyzna z Darewa, ojciec rodziny, znalazł się w takie sytuacji. Chciał, aby zostało ochrzczone jego dziecko i na pytanie do proboszcza, co mam robić, ten odpowiedział: „idź do Żyda i pożycz pieniądze”. Tak ojciec rodziny zrobił, ale potem mówił, że Żyd ochrzcił mu dziecko i już więcej do kościoła nie przyszedł. Kilkadziesiąt lat później umarł bez sakramentów świętych i bez księdza został pochowany.

Podobna sytuacja wydarzyła się wkrótce i zakończyła się dla ks. Kardela bardzo zgubnie. Otóż Jan Rolicz ze wsi Glińzczyzna był w oddziale partyzanckim Griszy Krukowa, w czasie jednej akcji bojowej stracił nogę i został inwalidą. Po zakończeniu wojny wrócił do swojej wsi, wziął nawet ślub kościelny i ochrzcił pierwsze dziecko. W 1948 r. chciał ochrzcić drugie dziecko, ale ks. Kardel postawił dla niego zbyt wygórowane żądanie, gdyż za chrzest dziecka chciał 14 pudów zboża. Wówczas Rolicz postanowił zemścić się na proboszczu i razem ze swoim byłym dowódcą partyzanckiego oddziału napisał donos na proboszcza do władzy rejonowej, że ten w kościele zajmuje się polityką. Wkrótce na plebanii pojawiły się organy bezpieczeństwa i aresztowały ks. Kardela. Został skazany na 10 lat więzienia za antysowiecką działalność. Po aresztowaniu księdza skonfiskowano jego cały majątek, w tym złoto, które zgromadził. Poza tym ludzie opowiadali, że przez dwa dni samochodami było wywożone zboże z plebanii do Woropajewa na dworzec kolejowy, które u siebie proboszcz nagromadził. Po trzech miesiącach organy bezpieczeństwa znów dokonali przeszukania na dawnej plebanii i znaleźli zakopane w ziemi złoto, które zapełniło po brzegi niemiecki kask.

Dlatego też w parafii duniłowickiej na początku lat 90. XX w., ci, którzy pamiętali swojego ostatniego proboszcza, wspominali go jak najgorzej. W 1958 r. do Duniłowicz z łagrów wrócił ks. Kardel, ale większość byłych parafian okazywała mu obojętność, a nawet wrogość i dlatego szybko zdecydował się wyjechać w ramach repatriacji do Polski. Przed jego wyjazdem zdarzyła się też dosyć osobliwa historia. Otóż Maria Marcinowicz w 1948 r. prosiła ks. Kardela o odprawienie Mszy św. za zmarłych swoich rodziców. W dniu w którym miała być odprawiona księdza aresztowali.  Parafianka nie znała czy ta Msza została odprawiona czy też nie, nie złożyła też za nią żadnej ofiary. Gdy dowiedziała się, że ks. Kardel wrócił z łagrów do Duniłowicz i zamieszkał w jednym z domów prywatnych, gdzie odprawiał Mszę św., poszła do niego, aby znowuż zamówić Mszę  za swoich zmarłych rodziców. Ksiądz zanim cokolwiek powiedział popatrzył najpierw w swój notes i oznajmił jej, że nie złożyła jeszcze żadnej ofiary za tę Mszę św., którą on po jej prośbie odprawił 10 lat temu. Na takie postępowanie księdza kobieta wówczas się obraziła, a była jedną z bardziej oddanych Kościołowi osób. Gdy już ks. Kardel ostatecznie wyjeżdżał do Polski nie pojechała  go żegnać na dworzec kolejowy w Woropajewie. Tę sprawę M. Marcinowicz długo trzymała w tajemnicy i tylko kilka lat przed swoją śmiercią na naleganie swoich bliskich opowiedziała. Jej rodzina przez długie lata nie mogła zrozumieć, dlaczego ona nie pojechała żegnać ks. Kardela do Woropajewa, a przecież była gorliwą katoliczką.

I KOMUNIA — 1992

14 lipca odbyła się uroczysta I Komunia św., w której uczestniczyło 39 dzieci, które przygotowywała s. Goretti. Dzieci prowadzili Liturgię Słowa, modlitwę powszechną oraz śpiewy liturgiczne. Były również wiersze, podziękowania i kwiaty, a  ludzie płakali z radości widząc takie podniosłe wydarzenie. 

W odpust ku czci Matki Bożej Szkaplerznej (16 lipca) Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił ks. Władysław Zawalniuk, proboszcz z Mińska. Liturgię Słowa i modlitwę powszechną prowadziła duniłowicka młodzież. W kościele w Duniłowiczach były trzy razy w roku odpusty parafialne, które historycznie związane były z tymi kościołami, które wcześniej w miasteczku istniały.  Jeden się spalił, drugi został rozebrany i przewieziony do Woropajewa, ale odpusty zostały i przeszli do podominikańskiego kościoła  Przenajśw. Trójcy.    

25 lipca to zawsze był dzień moich imienin i wówczas parafianie starali się okazać wiele serca swemu proboszczowi.   Podobnie było w dniu 5 lutego w dzień moich urodzin, mimo, że tego nie chciałem. Tłumaczyłem, że raz w roku wystarczy złożyć życzenia, ale to nie pomagało. Niebywałe wprost życzenia imieninowe zaczęły się, kiedy to s. Goretti rozpoczęła pracę z młodzieżą. W tym dniu wykonaływała ona liturgiczne śpiewy, prowadziła Liturgię Słowa oraz modlitwę powszechną. Po Mszy św. były niezwykłe życzenia dzieci, młodzieży i dorosłych, przeplatane śpiewem. Było dużo kwiatów i upominków. W godzinach wieczornych młodzież organizowała ognisko i gromadziła się przy nim, aby jeszcze raz przeżyć dzień imienin swego proboszcza. Oczywiście, takie świętowanie imienin nie podobało się postawskiej rejonowej administracji, która nieco później to wypominała.

W dniach od 11 do 16 sierpnia z parafii na V Światowy Dzień Młodzieży w Częstochowie na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II wyjechały trzy autobusy pielgrzymów. Razem 120 osób. Zaplanowanych do wyjazdu było 200 osób i 5 autobusów, ale władze rejonowe w Postawach wykreślili z pielgrzymki młodzież nie należącą do parafii. Tym razem wyjazdu nie dało się zorganizować bez zgody rejonowej administracji, która tylko przeszkadzała. W czasie jednej z rozmów w rajspołkomie usłyszałem słowa: „My wiemy doskonale, dlaczego to robicie, chcecie, aby tutaj Polska wróciła”.

31 sierpnia odbyło się poświęcenie dwóch przydrożnych krzyży we wsi Siergiewicze. Przez cały sierpień funkcjonowała w kościele wystawa z pielgrzymek Jana Pawła II, którą przygotował Ludwik Jelcewicz z Fundacji Kultury Polskiej w Wilnie.  1 września uczestniczyłem w rozpoczęciu roku szkolnego w szkole podstawowej we wsi Wołki zaproszony przez jej dyrektora.

Na początku września zostało przywiezionych 80 krat do ogrodzenia placu kościelnego i plebanii. Wykonał je kooperatyw „Dekor” z Głębokiego. Jednocześnie rozpoczęły się prace związane ze zrobieniem nowego ogrodzenia przy kościele, którego podjęły się Ukraińcy, sezonowi robotnicy z Zakarpacia.  Otóż ci Ukraińcy najpierw pracowali w kołchozie w Nowosiółkach w łuczajskiej parafii. W rozmowach ze mną (pracowali także przy kościele w Łuczaju) narzekali na przewodniczącego kołchozu Wołodźkę, że im nie dawał pracy, a jak dał, to nie chciał za nią od razu płacić. W związku z tym zaproponowałem im, że mogę dać im pracę na miesiąc czasu w Duniłowiczach, aby mogli normalnie zarobić. I oni się na to zgodzili, ale Wołodźko, rozgłosił tę sprawę i przedstawiał tak, że ja jakbym jemu ich wykradał.  W ziemi wokół kościoła zostały założone plastykowe rury mające za zadanie odprowadzanie deszczowej wody spływającej z dachu kościoła. Melioracja została wykonane przez zakład w Nowodrucku. W tym czasie zostały też na wieżach kościoła ustawione drewniane kraty, zabezpieczające od ptaków, wiatru i deszczu. W końcu października zostały zakończone prace związane ze zrobieniem nowego ogrodzenia wokół kościoła. Na czerwonych słupach zostały zainstalowane kowane kraty. Pod kratami był ułożony ciąg pierwotnych kamieni pozostałych z pierwotnego drewnianego ogrodzenia. Robotnikom z Ukrainy wypłacono 15 tys. rub. oraz dodatkowo na ich życzenie przekazano im 4 tony ziemniaków zebranych po wsiach w parafii.

W połowie września zostały przywiezione dwa kotły do centralnego ogrzewania w kościele. Miała je wykonać początkowo jedna firma z Nowopołocka, ale ta wycofała się, potem jedna firma z Łotwy, ale też nie dokończyła prac z tym związanych. Pod koniec września zostały rozpoczęte prace związane z wykonaniem 16 głosowych organów w kościele. Wykonawcą i jej projektantem był mistrz organowy Jozas Lekonaloviczius z Wilna. Prace miały potrwać 1,5 roku, ich koszt wykonania miał wynieść 25 tys. rub. (1,5 tys. dolarów). 

28 września rozpoczęło się w parafii 40. godzinne nabożeństwo, w tym dniu przyjechały też z Oświęcimia Siostry Serafitki. Siostra prowincjalna i ekonomka po tygodniu wyjechały, natomiast s. Goretti i s. Agata zostały do pracy w parafii. Siostry przywiozły także różne dary: kilka ornatów, żywność i odzież dla potrzebujących.

W odpust św. Michała Archanioła (29 września) rozpoczęły się w parafii duniłowickiej Misje Święte, których nie było od 60 lat. Głosiły je ojcowie redemptoryści: o. Jan Bartos, o. Roman i o. Edward, który po kilku dniach wyjechał.

Program tygodniowych misji św. był następujący:

Sobota: Rozpoczęcie Misji o godz. 18.00. Potem Msza św. i nauka stanowa dla młodzieży.

Niedziela: Msza św. dla parafian — godz. 11.00, Msza dla młodzieży — godz. 13.00, po niej nauka stanowa dla nich

Poniedziałek: Msza św. dla rodziców — godz. 11.00 i nauka stanowa dla nich. Msza św. dla dzieci szkolnych — godz. 16.00. Msza św. -godz. 20.00, a po niej nauka stanowa dla matek i ojców.

Wtorek: Msza św. — godz.11.00. Msza św. z nauka dla dzieci szkolnych — godz.16.00 Msza św. — Godz.20.00, a po niej nauka stanowa dla matek. Spowiedź dzieci i matek od 9 do 12.00 i od 16-20.00.

Środa: Msza św. — godz.11.00. Msza św. — godz.16.00 z nauką dla dzieci szkolnych. Msza św. — godz. 20.00, a po niej nauka stanowa dla ojców. Spowiedź młodzieży i ojców od 9-12.00 i od 16-20.00.

Czwartek: Msza św. — godz.11.00 i odnowienie przysięgi małżeńskiej. Msza św.- godz.16.00 z nauką dla dzieci szkolnych. Msza św.- godz.20.00 i odnowienie przysięgi małżeńskiej.

Piątek: Msza św. — godz.11.00 oraz nabożeństwo dla chorych i poświęcenie lekarstw. Msza św.- godz.16.00 z nauką dla dzieci szkolnych i poświęcenie rowerów. Msza św. — godz.20.00 i poświęcenie pojazdów mechanicznych.

Sobota: Msza św. — godz.11.00 z udziałem matek z małymi dziećmi. Msza św.- godz.16.00. Msza św. — godz.20.00 i procesja maryjna ze świecami i obrazami Matki Bożej.

Niedziela: Msza św. o godz. 11.00. Msza św. o godz. 13.30. i procesja z krzyżem misyjnym na zakończenie Misji. Ustawienie przy kościele krzyża.

18 października było poświęcenie krzyża w Rudce w dawnej woropajewskiej parafii.

W następnym tygodniu ośmiodniowe Misje Święte rozpoczęły się w parafii łuczajskiej.

19 października rozpoczęła się regularna katechizacja dzieci w parafii. W Duniłowiczach na plebanię w środę przychodziło 30 dzieci, natomiast rodziców i młodzieży – 20 osób. Chcieliśmy też, aby naukę religii w czasie pozalekcyjnym prowadzić w szkole średniej. W tym celu chodziłem razem z s. Goretti trzy razy do dyrektora Wasilia  Bulbianowa. Ten jednak o tym nie chciał wcale słyszeć, a potem się okazało, że go jeszcze w czasie rozmów obraziłem.  Natomiast w szkole podstawowej we wsi Wołki, dzięki życzliwości dyrektora, udało się katechizację zorganizować. I w każdy czwartek zostawało po lekcjach 40 dzieci.  W Lachowszczyźnie 40 dzieci na naukę religii przychodziły w każdy piątek do Domu Kultury. Rozpoczęliśmy też naukę religii dla dzieci w szkole w Siergiejewiczach, jednak na wskutek małej ilości dzieci katolickich i przepracowania zrezygnowaliśmy tam do czasu

W parafii łuczajskiej nauka religii odbywała się w szkole podstawowej w Starym Dworze w każdy wtorek dla 75 dzieci. W domu prywatnym w Nowosiółkach w każdy poniedziałek przychodziło 70 dzieci.  Po wsiach uczyła s. Goretti, która sama jeździła starym samochodem zakupionym przeze mnie za kilkaset dolarów. Samochód ten często psuł się i różne z nim były przygody. W końcu 1991 r. na terenie obydwóch parafii objęliśmy katechizacją prawie 300 dzieci.

19 października rozpoczęły się jednodniowe rekolekcje kapłańskie dla 40 księży z udziałem abp. Kazimierza Świątka w Udziale w których wziąłem udział.  W następnym dniu udałem się do Wilna, gdzie zakupiłem 2 metrową figurę św. Jozefa (7 tys. rub.)

28 października był odpust św. Tadeusza w Łuczaju, na który przybył abp. K. Świątek. W czasie Mszy udzielił sakramentu bierzmowania dla 65 osób, w tym kilkunastu osobom z duniłowickiej parafii. Po południu arcybiskup przybył do Duniłowicz, gdzie o godz. 17.00 wziął udział w nabożeństwie różańcowym. Modlitwa różańcowa była śpiewana w dwóch językach: polskim i białoruskim. Po nabożeństwie metropolita wygłosił homilie, w której podziękował za trud odnowy zniszczonej świątyni. Następnie parafialna młodzież wystąpiła przed arcybiskupem śpiewając najnowsze pieśni maryjne, które śpiewała z entuzjazmem, z gestami i oklaskami. Na zakończenie przekazałem metropolicie 5 tys. rubli na budowę nowych kościołów w archidiecezji oraz biały ornat. Na uroczystość bierzmowania z Oświęcimia przyjechała siostra prowincjalna Sióstr Serafitek, która przywiozła także z sobą wyposażenie kuchenne i odzież. 

W uroczystość Wszystkich Świętych odbyła się już tradycyjna procesja żałobna. Pierwsza stacja była na polskim cmentarzu wojennym z 1920 r. Wówczas także został poświęcony kilkumetrowy drewniany Krzyż zrobiony przez mieszkańców wsi Huta.

W uroczystość Chrystusa Króla na potrzeby seminarium w Grodnie zebrano 1 tys. rub.

W końcu listopada rozpoczęły się prace związane z oczyszczeniem strychu na kościele. Wyniesiono kilka ton śmieci. Następnie cale sklepienie zostało obłożone watą szklaną w celu ocieplenia świątyni, a przywiezioną z Połocku (11 tys. rub.). Jednocześnie też z Wilna została przywieziona gipsowa Droga Krzyżowa (10 tys. rub.). Potem przywieziono z Dżidżisalis na Litwie sztuczną marmurowa płytę (200 m2) na przyszłą podłogę w kościele (17 tys. rub.).

W czasie adwentu w roratach uczestniczyło coraz więcej dzieci, co było skutkiem systematycznej katechezy.  Były procesje z lampionami, które dzieci same wykonały.

30 listopada odbyła się pierwsza Msza św. w Domu Kultury we wsi Lachowszczyzna, odtąd Msza św. była tam odprawiana jeden raz na dwa miesiące.  W grudniu pracę organistki w kościele podjęła Swietłana Budźko, nauczycielka muzyki z Woropajewa. W połowie grudnia do parafii przyjechała s. Aurelia, która miała pomagać s. Goretti w przygotowaniu żłóbka, jasełek, a także zająć się nauczaniem języka polskiego.

Na wieczerzę wigilijną przyszło kilka samotnych ludzi. Pasterka odbyła się o północy przy pełnym kościele. Stajenkę dla figur wykonał Konstanty Kuźmicz z Woropajewa. Liturgię Słowa i modlitwę powszechną przygotowała młodzież, która też przyniosła dary ofiarne.

26 grudnia w Domu Kultury w Duniłowiczach przy licznie zebranej publiczności były pokazane „Jasełka”, które przygotowała s. Goretti. Były one w całości w języku polskim i wzięło w nich udział 40 dzieci i młodzieży. Była to zbiorowa katechizacja, której ludzie nigdy nie widzieli. Po Bożym Narodzeniu rozpoczęła się już tradycyjna kolęda po wsiach duniłowickiej i łuczajskiej parafii, która trwała prawie dwa miesiące.

ROK PEŁEN KONFLIKTÓW Z BEZBOŻNIKAMI

1992

6 stycznia 1992 r. „Jasełka” zostały pokazane w Domu Kultury we wsi Nowosiółki w łuczajskiej parafii. Natomiast w dniach od 9 do 12 stycznia młodzież z parafii przebywała w Wilnie na zaproszenie zespołu „Świtezianka”. Było zwiedzanie starego miasta i licznych wileńskich kościołów.

17 stycznia w katedrze w Mińsku odbyło się przekazanie paliusza metropolicie K. Świątkowi. Była na tym delegacja z naszej parafii i arcybiskup otrzymał w darze od parafii gobelin przedstawiający Dobrego Pasterza. Młodzież duniłowicka przed Mszą św. miała okolicznościowe przedstawienie, a w czasie niej prowadziła Liturgię Słowa i modlitwę powszechną. W czasie również uroczystego obiadu młodzież nasza śpiewała okolicznościowe pieśni.

Kilka dni później „Jasełka” były pokazane w różnych Domach Kultury w obu parafiach: w Lachowszczyźnie, w Wołkach i w Starym Dworze. Później młodzież pojechała pokazać je do Nowego Pohostu w miorskim rejonie.

29 stycznia uzyskałem ponowne pozwolenie na pracę duszpasterską u pełnomocnika Rady ds. religii w Witebsku.

2 lutego odbyło się zebranie w kościele, na którym zaaprobowano nowy statut parafii oraz wybrano nowy skład rady parafialnej:

Zarząd:

Józef Pacewicz – przewodniczący (wieś Drozdy)

Mieczysław Zacharycz –zastępca (Piotrowicze)

Wacława Kołos– sekretarka (Duniłowicze)

Komisja rewizyjna:

Konstanty Kuzmicz (Woropajewo)

Franciszek Kalicki – członek (Duniłowicze)

Stefan Tanana (Duniłowicze)

Członkowie:

Mieczysław Matoszko (Siergiewicze)

Zygfryd Galimski (Żestwianka)

Paweł Tarzycki (Siergiewicze)

Wincenty Kremis (Darewo)

Ankudowicz Antoni (Norzyca)

Mieczysław Kołos (Duniłowicze)

Pożniak Wacław (Duniłowicze)

Józef Malec (Ługi)

Maria Swarcewicz (Wołki)

Ryszard Zielenkiewicz (Wołki)

Gwidon Szkornik (Rzeczkowszczyzna)

W dzień św. Agaty (5 lutego) tak jak zwykle było bardzo dużo ludzi, poświecenie chleba i wody. Po Mszy św. dzieci i młodzież składały mi uroczyste życzenia urodzinowe. 22 lutego nastąpiło poświęcenie chorągwi w cześć św. Michała Archanioła.   28 lutego zostały wykonane na miejscu w kościele przez robotników z Litwy podstawy gipsowe do drogi krzyżowej (12 tys. rub.), która następnie została zamocowana na ścianach kościoła.

29 lutego pojechałem z s. Goretti do urzędu ds. wyznań do Witebska celem jej rejestracji i pozwolenia na zameldowanie. Spotkała nas jednak zdecydowana odmowa w tej sprawie i różne zarzuty w związku z naszą „nielegalną” działalnością (nauka religii w szkołach). O wszystkim już wiedzieli.

W środę popielcową w Domu Kultury w Lachowszczyźnie była Msza św. i posypanie głów ludzi popiołem.   22 marca w Domu Kultury w Duniłowiczach odbyło się Misterium Męki Pańskiej w wykonaniu parafialnej młodzieży. Była ona przygotowane w języku białoruskim, natomiast śpiewy odbywały się po polsku. Wystąpiło w nim 30 dziewcząt i chłopców. Cała sala była nabita ludźmi. Trzy dni później Misterium było pokazane w Domu Kultury w Wołkołacie. Ludzi znowuż przyszło bardzo dużo.

Rekolekcje wielkopostne głosił w parafii o. Józef Synowiec, karmelita bosy z Warszawy. W gazecie niezależnej „Sumiezża” (Pogranicze) wydawanej przez białoruską socjaldemokrację w Postawach ukazały się moje życzenia wielkanocne dla mieszkańców rejonu (кс. Кшыштаф Пожарски «Христос уваскрес –радуемся»).

5 kwietnia umarł (a raczej może powiesił się) Hermanowicz, nałogowy alkoholik i człowiek niechodzący do kościoła. Rodzinie odmówiłem chrześcijańskiego pogrzebu. Od tego czasu rozpoczęła się kompania nienawiści przeciwko mnie. Wzięła w nim udział siostra zmarłego Anna Jermakowicz, która pracowała w urzędzie finansowym w rajspołkomie w Postawach, była przewodnicząca siel-sowietu Romualda  Kuźmicz, a także zastępca przewodniczącego rajspołkomu Ałła Kiejzik. W czasie pogrzebu kobiety te mówiły  niektórym parafianom: „Ciszcie się waszym księdzem do 18 sierpnia, bo kiedy skończy się mu okres zameldowania, będzie musiał stąd wyjechać”. Wszystkie te kobiety były kiedyś w dzieciństwie ochrzczone w Kościele katolickim.

ROMUALDA KUŹMICZ

Trzeba by kilka słów tutaj poświęcić Romualdzie Kuźmicz. Była ona w ciągu 20 lat przewodniczącą siel-sowietu w Duniłowiczach w najgorszym dla Kościoła okresie chruszczowsko-breżniewskim. W tym czasie kościół w Trójcy Świetej podlegał szczególnej dewastacji. W 1984 r. chciała go nawet wysadzić w powietrze (byli na to świadkowie). Dzieci jej zostali ochrzczeni dopiero w wieku 20 lat. To ona najbardziej oburzyła się z powodu mojej odmowy pogrzebu, ale nie oburzała się, gdy kościół był niszczony, gdy ludzie umierali bez kapłana, gdy trzeba było jechać do najbliższego kościoła kilkadziesiąt kilometrów. Nie płakała i nie protestowała, nie miała więc żadnego moralnego prawa, aby pouczać księdza. Była bezbożniczką i bolszewiczką, mimo że była w dzieciństwie kiedyś ochrzczoną w kościele.  Nie chciała też oddać kluczy od drzwi  kościoła i mówiła: „Klucz tylko przez mój trup”. Wydaje się, że ten pogrzeb dla władzy rejonowej był tylko wygodnym pretekstem, który zjednoczył wszystkie bezbożnicze siły w rejonie, aby moją szeroką religijną i oświatową działalność najpierw ośmieszyć, a potem mnie samego wygnać z rejonu.

Latem 1999 r. umierająca R. Kuźmicz zaprosiła do swego domu proboszcza ks. Piotra Wróbla. Po spowiedzi i Komunii św., powiedziała, że chciałaby teraz w sposób publiczny wyznać swoje ciężkie grzechy i sprowadziła ich do 5 rzeczy; że w Duniłowiczach chciała wysadzić kościół w powietrze; że usuwała krzyże po wsiach; że ks. Pożarskiego przegnała i ludzi obraziła; że zabiegała o to, aby dzieci w Boga nie wierzyli i że w Ożunach poleciła, aby krzyż na cerkwi zdjęto.

KILKA SŁÓW O KS. JUOZASIE BULKA (JÓZEF BULKA)

     Ks. Juozas Bulka długi czas starał się skrywać o sobie straszną tajemnicę. Czasami widziałem go przerażonego, jak widział jakiś młodych nieznajomych ludzi. W październiku 2008 r. litewski sąd w Wilnie wydał europejski nakaz jego aresztowania. Ścigany był europejskim listem gończym pod zarzutem wydania na śmierć komunistycznym oprawcom 56 partyzantów tzw. braci leśnych, którzy nie chcieli uznać ich władzy. Wydawał ludzi agentom komunistycznym albo czasami też zabijał sam. Były to lata 1951-54. „Gazeta Wyborcza” (3.03. 2009)  pisząc o nim artykuł „Polski ksiądz, sowiecki agent” dopuściła się pewnej manipulacji, gdyż ks. Bulka był i pozostał Litwinem. Miał pseudonim „Bimba”. 

     Początkowo nie zdawałem sobie o tym sprawy, gdy pod koniec stycznia 1990 r. przyjechałem do Mosarza, gdzie był proboszczem. Ta prawda jednak powoli się przebijała, gdyż bywałem w Wilnie, mieliśmy wspólnych znajomych, ale właściwie nic nie można było zrobić. Hierarchowie kościelni na Białorusi przymykali na to oczy, a ponadto darzyli wielkim zaufaniem. Nawet sam słyszałem, jak abp. Świątek zwrócił się do ks. Bulki z prośbą, mówiąc, że u nich w Pińsku występuje czarnobylskie promieniowanie, „ może  ksiądz proboszcz zechciałby zorganizować kilka ton ziemniaków dla nas”. A na to ks. Bulka „Nie tylko ziemniaki, ale możemy i drugie warzywa przywieść, ogłosimy po wsiach i zbierzemy”. I tak szły z Mosarza do Pińska każdego roku transporty, że świeżą żywnością (700 km). I mój głos przeciwko jego dokonaniom nic nie znaczył.

Zagadkową sprawą jest także pobyt Jozasa Bulki i ks. Kazimierza Świątka w sowieckich łagrach, gdyż ze wspomnień jednego z duniłowickich parafian musieli się oni tam poznać. Otóż Mieczysław Zacharycz za udział w zamieszaniu na wiejskiej zabawie w przeddzień jednych  wyborów, kiedy to spadł portret Stalina, otrzymał stosunkowo niski wyrok (dzięki odpowiedniej znajomości) dwóch lat łagrów (1954-1955). Początkowo siedział w więzieniu Berezweczy, k. Głębokiego, potem transportem przez Moskwę, Świerdłowsk, trafił do Sulikamska. Stąd przetransportowali go w Sulłag (Sulikamłag) – w lagier w Mołotowskim Obwodzie. Zacharycz  znalazł się w Łagpunkt Nr 5, w brygadzie Nr 4. (Ural-Tajga) i tam  razem z ks. Świątkiem (bardzo krótki czas) i jeszcze z jednym mężczyzną, po trzech,  nosili zrąbane drzewa na skład, gdzie już  traktorami dalej je transportowali na dół.  Zacharycz nie wiedział wtedy, że Świątek był księdzem, zaobserwował natomiast, że on za nim się przeżegnał  leżąc już na więziennym materacu, rozglądał się najpierw na boki, czy ktoś tego  nie zauważy. Łóżko ks. Świątka było w lewym szeregu w baraku na samym dole, natomiast Zacharycza —  na samej górze po  prawej stronie.  Zacharycz zauważył potem, że ks. Światek nie wychodził już później do pracy, a pozostawał w obozie. Wcześniej słyszał jego nazwisko przy sprawdzaniu więźniów, wychodzących i przychodzących do obozu.

Natomiast po wspomnieniach Zacharycza, Jouzas Bulka miał w lagrze bardzo dobrą pracę. Rozdzielał on więźniom przychodzącą pocztę, wydawał im suchą odzież i obuwie, którą po pracy  przynosili jemu do wysuszenia. Palił on także w kotłach i wkrótce więźniowie zamiast mówić idziemy do  więziennej łaźni, zaczęli mówić – „idziemy do Bulki”.

***

            Ks. Bulka rzeczywiście był dosyć dobrym budowniczym, czy też  ogrodnikiem, ale wszystkie jego prace były pełne kiczu. I ogrodnikiem mógł pozostać do końca życia, ale zapewne odczuwał strach przed gorbaczowską pierestrojką. Dopóki komuniści byli silni na Litwie, nic mu nie zagrażało, ale gdy imperium zła  zaczęło się walić, mógł przyjść czas rozliczeń. Trzeba więc było pomyśleć o swoim dalszym losie i zapewne tak u niego pojawiło się bardzo spóźnione powołanie kapłańskie. 

      Księdza Bulko od razu było bardzo trudno poznać, gdyż zawsze wydawał się  serdeczny i troskliwy. Często do różnych sióstr w Wilnie posyłał produkty i wędliny, które zbierał po wsiach. Przy pierwszym z nim spotkaniu ludzie byli bardzo oczarowani, dawał przy tym różne upominki. Tak postępował stosunku do swoich gości i ludzi mu życzliwych, dla drugich, zwłaszcza dla księży z sąsiednich parafii, którzy nie chcieli go słuchać, potrafił być podły i mściwy. I tak było dnia dzisiejszego, okoliczni księża otaczający jego parafią, strasznie na niego narzekali, że wtrącał się w ich wewnętrzne sprawy.

      Na drugi dzień po Święcie Bożego Miłosierdzia w 1990 r. przyjechał do mnie nieoczekiwanie ks. Bulka z pretensjami, że dowiedział się, że wielce znieważyłem Najśw. Sakrament w monstrancji, gdy po procesji postawiłem go w kościele na bocznym ołtarzu Bożego Miłosierdzia.  Ja, żeby oduczyć go wtrącać się w nie swoje sprawy powiedziałem mu: „Księże proboszczu dziwię się, że ksiądz takie rzeczy mówi. Jakie ksiądz ma teologiczne wykształcenie, gdzie zakończył seminarium, że śmie mię pouczać? Nie wie, nawet ze w procesji Bożego Ciała stawia się monstrancję na tymczasowych ołtarzach”.  Potem już wszystko robił, aby mnie z Duniłowicz wygnali, nawet prosił o to rejonową administrację i ciągle mnie przez biskupem oskarżał. Pomagali mu w tym zresztą inni księża Litwini. Była to ich jakaś narodowa solidarność. Tymi księżmi byli: ks. Jan Szutkieiwcz z Postaw i Władysław Pietrajtis z Mior (chociaż ten najmniej). Wszystkich ich łączyło to, że zostali wyświęceni na księży bez ukończenia duchownego seminarium i w starszym wieku, a poza tym w dziwnych okolicznościach.  Byli bardzo złośliwi i aroganccy, szczególnie ks. Jan Szutkiewicz, który pluł na ludzi w zakrystii, rzucał w nich różnymi księgami kościelnymi, dopuszczał się do naruszenia tajemnicy spowiedzi, w kazaniach strasznie krzyczał i był o sobie wysokiego mniemania. Ks. Bulko i ks. Szutkiewicz, chcieli mnie sobie podporządkować i mieć wpływ na to, co dzieje się w moich parafiach. Przejawiała się u nich przez to wyraźna żądza władzy.

     Ks. Bulka prowadził straszną walkę z pijaństwem. Raz sam byłem tego świadkiem. Jadę razem z nim samochodem przez wieś Udział. Nagle przed nami pojawił się pijany mężczyzna, ksiądz oniemiał, że coś takiego zobaczył w swojej parafii, zatrzymał samochód, podbiegł do pijaka i tak na niego krzyczał, że dosłownie piana wychodziła z mu ust. Pijak, zapewne nie był z tej wioski i nie rozumiał, o co chodzi, ale był bardzo wystraszony. Często, też ks. Bulko wpadał do domu ludzi, o których słyszał, że pędzą bimber i na oczach gospodarzy wywracał i tłukł naczynia. Po takiej akcji księdza ludzie często już do kościoła więcej nie chodzili. Przed każdym pogrzebem brał od najbliższej rodziny zmarłego przysięgę, że na stypie pogrzebowej nie będzie alkoholu. Potem, gdy ktoś przychodził na spowiedź pytał się, czy była wódka na stole, czy nie i ludzie czasami ze strachu kłamali.  Takimi sposobami tyranii strachu przeciw alkoholizmowi nie wiele można zrobić, gdyż z pijaństwem trzeba inaczej walczyć.   

     W innym razem toczył się u nas spór o wieś Lachowzczyznę. Ks. Bulka twierdził, że należała do jego parafii, a ja, że do mojej. W końcu znalazłem potwierdzenie w jednej starej księdze, wziąłem ją i pojechałem do Mosarza i pokazałem mu. Ale on tego nie przyjął do wiadomości i najbliższa kolęda po tej wsi wyglądała tak, że ja obszedłem z jednej strony pół wsi, a on z drugiej, drugą połowę. Często też ludzie znający moje wymagania, nie chcieli się do nich dostosować i uciekali po sakramenty święte do niego, gdzie on bez przygotowania chrzcił i udzielał ślubów. 

        Dlatego też oskarżeniom o donosy i kolaborację z władzami komunistycznymi ks. Bulka ja się nie dziwiłem, gdyż tego sam na sobie doświadczałem. Na początku lat 90. XX w. mówiło się także, że zdołał wydać na Litwie, mimo swego młodego wieku, niektóre osoby gestapo, ale na razie nie ma na to oficjalnego potwierdzenia.

    Tajemnicę święceń kapłańskich ks. Jozasa Bulko zabrali ze sobą dwie zmarłe osoby: bp Roman Andrzejewski z Włocławka oraz ks. Stanisław Lidys, proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia NMP na Zwierzyńcu w Wilnie (1969-1990).  To w czasie proboszczowania ks. Lidysa, Bulka przez wiele lat  był kościelnym ogrodnikiem  i osobą pełną zaufania.  W czasie gorbaczowskiej pierestrojki  Bulko zapragnął zostać księdzem, ale na Litwie dla niego było to niemożliwe, gdyż wielu wiedziało o jego strasznej przeszłości. Ale nikt mu nic nie mógł zrobić, bo komuniści u władzy byli jeszcze silni.

Wówczas to ks. Lidys, tak wszystko ułożył z bp. Andrzejewskim i namówił go (zapewne zatajając jego straszną prawdę), że ten wyświęcił go na kapłana w listopadzie w 1987 r. w Polsce, pod warunkiem, że pojedzie pracować do Kazachstanu. Miał wówczas 61 lat (urodzony w 1926 r.). I rzeczywiście ks. Bulko pojechał najpierw do Kazachstanu (parafia św. Franciszka z Asyżu – Kellerowka), ale po jakimś czasie wrócił, podobno zdrowie jemu tam nie dopisywało. Na początku 1988 r. przyjechał do Głębokiego, gdzie proboszczem był ks. Władysław Zawalniuk, który w okolicy otworzył już wiele kościołów i księża byli mu potrzebni do pomocy.  Przyjął ks. Bulka, jako wikariusza i od czasu do czasu posyłał go do Mosarza, ale tam zaczął on myśleć już, aby się usamodzielnić, co doprowadziło do konfliktu proboszczem. Po pewnych nieporozumieniach, dobił się jednak swego.

     Ks. Stanisław Lidys zginął tragicznie w wypadku samochodowym w 1990 r. Wcześniej popadł on w pewien konflikt z abp. Julijonasem Steponavičiusem, metropolitą wileńskim, który go suspendował za jakieś nieposłuszeństwo. Na pogrzeb ks. Lidysa przyjechał także ks. Bulko, ale starał się on, aby go nie zauważono i stał w tłumie ludzi, bojąc się reakcji drugich litewskich księży na swoją osobę. 

***

7 kwietnia1992 r. misterium pasyjne zostało pokazane w Domu Kultury w Nowosiółkach. Na tacę w Niedzielę Palmową na potrzeby seminarium w Grodnie zebrano 3600 rubli.  W wielkim tygodniu do kościoła zostały przywiezione 22 nowe ławki wykonane w Postawach (6 tys. rub.). Zaś Konstanty Kuźmicz z Woropajewa wykonał nowe drewniane tabernakulum. Dla mieszkańców wsi Prześlega została poświęcona nowa chorągiew św. Franciszka. Od Wielkanocy „egzekwie” w kościele były już tylko śpiewane przed Mszą św. pogrzebową. 

***

10 kwietnia w rejonowej gazecie „Postawski Kraj” ukazał się artykuł Alesia Kościenia „Kościół i naokoło niego” (Алесь Касцень «У костёле и вокруг яго»). Była to odpowiedź na list do redakcji Romualdy  Kuźmicz, która w imieniu sąsiadów napisała skargę, że nie pochowałem Hermanowicza. Artykuł w tej gazecie był obraźliwy i należy go uważać za początek systematycznej kompanii zmierzającej do wyrzucenia mnie z parafii. A. Kaścień, podawał się za człowieka prawosławnego, chociaż zapewne był niewierzącym, gdyż inaczej pracy w gazecie  by nie otrzymał. Nie cierpiał on Kościoła katolickiego, co potwierdzali ludzi bliżej go znający. W tym artykule można też dopatrywać się tendencji do skłócenia dwóch wyznań: katolików i prawosławnych oraz zamiar skłócenia dwóch narodowości: Białorusinów i Polaków.

W odpowiedź na ten artykuł napisała także jedna z łuczajskich parafianek.

Пiсьмо у рэдакцыю обпрэверженiю.

Стацья У касцёле i вакол яго.

Я прачытала гэту стацью i мяне моцна схвалявала гэта стацья.

Калi я веру у Бога i каталiцкай веры, то люблю на полськiм языку i малiтвы, бо мае бацькi i дзяды тожа гэту польскую веру (вераспавяданне) прызнавалi. Я нарадзiлася у 1934 гаду у вёсцы Цiунцы Лучайскай парафii. Калi я Богу верыла, то i сваiх дзяцей даводзiла да Першай Споведзi у такiя цяжкiя гады, што каб учыцель не знау, бо пакараюць i са школы выганяць. Гэта было у 65-х гадах i ехаць (з’ездзiць) нада было (цiраз) две ночы i дзень.
Но нам гэто было не цяжка.

Но вялiкая была абiда, што нам не даюць малiцца. Но мы хоць хаваючыся, но малiлiся i Богу верылi. А цяпер дау нам Бог такога добрага душеунага ксёндза. Кшыштаф Пажарскi такi афярны. I надаш, нашлiся якiя п’янiцы недавяркi i састауляюць стацью на ксёндза. Гэтаж стыд i вялiкая ганьба, каб чалавек цяпер памiрау без споведзi i сакрамэтну. А ксёндз павядамляу многа разоу, што не мае права хаваць i малiцца, як каторы не быу у споведзi i не вянчауся. Гэта быу i пры продках такi указ. Што напiсалi аб пахаваннi. Той чалавек вянчауся i да споведзi хадзiу.

А на шчот флагау гэта ж знак. Маткi Боскай белы i сiнi, красны i белы знак Пана Езуса. Такiмi флагамi у нашым касцеле украшалi i нашы продкi у вялiкiя святы, цi калi хто нiбудзь прыягжае. Я гэта добра запомнiла ад малых сваiх гадоу, калi я хадзiла са сваiмi продкамi. Адгэтуль я думаю, што ксёндз не мае нiчога благога. Глауна, што добрага сумлення чалавек, для веры i веруючых людзей.

Як мне i маiм дзецям i унукам, нi якога лепшага ксендза нi нада, кроме Кшыштафа Пажарскага, бо ён столька працы унёс i уносiць у наш касцёл i для людзей, каб дзецi i унукi не былi п’янiцамi i эгаiстамi.

Я хачу сказаць тым людзям, што гэта напiсалi i гэтай мацi, калi яна верыць у Бога, нада iспалняць Божыя прыказаннi, а то чалавек жыве, Бога не прызнае, наштож i у паследнюю дарогу тады бегаць i дабiвацца, што Бог прыказау веруючым людзям. Мацi верыць i спауняе сама за сябе i яе пахаваюць па каталiцку, калi яна будзе iспауняць Божыя прыказаннi.

Я прашу рэдакцыю апублiкаваць у “Пастаускi край” маю боль i хваляванне.

А.Локцiк. 10.06.1992 года

Przed Mszą św. Wieczerzy Pańskiej odbyło się okolicznościowe przedstawienie związana z ustanowieniem Sakramentu Eucharystii i kapłaństwa przygotowane przez parafialną młodzież.

W Wielkanoc (19 kwietnia) o godz. 9.00 odbyła się już tradycyjna procesja rezurekcyjna.

25 kwietnia przyjechała młodzież z Białegostoku, która nocowała wśród rodzin w parafii.

26 kwietnia to Święto Miłosierdzia Bożego. Odbyła się uroczysta Msza św., po niej poświęcenie obrazu Miłosiernego Jezusa oraz Najśw. Serca Jezusowego (14 tys. rub.), które namalował Oskar (Łotysz) z Daugavpils. Następnie zaśpiewana była koronka do Miłosierdzia Bożego oraz procesja wokół kościoła.

27 kwietnia do parafii przyjechała matka generalna Sióstr Serafitek z siostrami prowincjalnymi i przełożonymi. Przywieźli w darze komunikanty oraz wiele artykułów spożywczych, odżywek dla dzieci oraz ubranie i obuwie dla ludzi najbardziej potrzebujących, a także zapoznały się także z pracą s. Goretti.

***

W połowie maja 1992 r. gazecie „Sumieżża” ukazał się artykuł Alesia Garbula „Przebaczcie, a będzie wam przebaczone” (Алесь Гарбуль « Даруйце i даруюць вам»), który wziął mnie w obronę. 12 maja ukazuje się w „Podstawskim Kraju” artykuł A. Kościenia „A zamyślić się przymusi życie” (А. Касцень «А задумаць вымушае жыццё»), który była niezręczna próbą złagodzenia treści pierwszego artykułu i uspokojenia ludzi wierzących.

Również A. Kascień zamieścił w ogólnokrajowej gazecie „Literatura i Sztuka” (Литература i мастацтва») 22(3640)  29.05.1992 artykuł „Polskie flagi stały się nieodłączną częścią kościołów” («Полскiя сцягi стали неадемнай часткай касцёлау»).

2 czerwca rozpoczęła się katechizacja dzieci do I Komunii i spowiedzi św. Odbywała się ona trzy razy w tygodniu: wtorek, czwartek i sobotę. Jednocześnie taka katechizacja odbywała się po wsiach: w Lachowszczyźnie, w Nowosiółkach i w Starym Dworze. Z niej również korzystali dorośli, którzy przyprowadzali swoje dzieci.

6 czerwca został przywieziony do kościoła portret papieża Jana Pawła II namalowany w Witebsku (2,5 tys. rub.). Na początku czerwca odbyło się poświęcenie krzyża w Nowosiółkach oraz Rzeczkowszczyźnie.  18 czerwca odbyła się po miasteczku już po raz trzeci procesja Bożego Ciała.

20 czerwca 1992 r. nastąpiło poświęcenie nagrobnego pomnika ks. Eugeniusza Łateckiego, w 49. rocznicę jego męczeńskiej śmierci, byłego proboszcza z Drozdowszczyzny.  Został on zamordowany w 1943 r. przed kościołem przez partyzantów sowieckich, a raczej bandytów, którzy grabili wsie i mordowali ludzi. Początkowo został pochowany przed swoim kościołem, potem jednak jego grób przywieziono do Duniłowicz. Trochę bałem się poruszać tego tematu i wiele osób to mi odradzało, gdyż po 1945 r. późniejsi partyzanci zaczęli zajmować różne urzędnicze stanowiska w rejonie (w tym dyrektorów szkół i kołchozów).  Ich dzieci albo oni sami jeszcze żyli.  Jednym z takich partyzantów był Aleksander Bulbianow, który wojował w oddziale Maszerowa, dyrektor kołchozu w Duniłowiczach, który w znacznym stopniu przyczynił się do zniszczenia kościoła. Zaś jego syn Wasilij został później dyrektorem średniej szkoły. 

Główna ulica w Duniłowiczach nosiła imię byłego partyzanta Wasilia Osienienko.  Jednak te wszystkie obawy nie przeszkodziły mi w urzeczywistnieniu projektu, który starałem się trzymać w tajemnicy. Dlatego też pomnik został wykonany w stolicy Łotwy w Rydze i przewieziony przeze mnie na przyczepie, a potem  niedługo przed samym poświęceniem postawiony. Został wykonany z czarnego karelskiego kamienia. Na tę uroczystość zaprosiłem duchowieństwo.  Przyjechało 12 księży i dwie siostry zakonne. Homilie podczas Mszy św. wygłosił ks. Lucjan Pawlik, dziekan z Zadoroża, który następnie dokonał poświecenia nagrobnego pomnika. Ks. Pawlik  sam był świadkiem tych trudnych czasów. Na tej uroczystości była także rodzina zmarłego z Polski: brat Edward Łatecki ze Zgierza i bratanek Sławomir Łatecki z Łodzi. Przede Mszą młodzież przygotowała inscenizację, która w swojej treści nawiązywała do trwania Kościoła, mimo różnych burz życiowych i okrutnych czasów. 

Koszt wykonania pomnika wyniósł 18 tys. rubli. Ofiarę na pomnik złożyła rodzina Łateckich z Polski  oraz dawni parafianie drozdowscy rozrzuceni po Białorusi.

25 czerwca został zarejestrowany przez Urząd Wojewódzki w Witebsku statut Rzymskokatolickiej parafii Przenajśw. Trójcy w Duniłowiczach. W następnym dniu przyjechała do pomocy w parafii s. Władysława, serafitka.

30 czerwca ukazał się trzeci artykuł w „Postawskim Kraju” A. Kaścienia zatytułowany „Nie potrzeba być tutejszymi” (А. Касцень «Не треба заставацца тутейшыми»). Była to odpowiedź na list jaki parafianie łuczajscy napisali do Czepika przewodniczącego rajspołkomu w Postawch oraz do redakcji gazety.

W dniach od 29 do 2 lipca odbyła się druga parafialna pielgrzymka do Sanktuarium Matki Bożej w Budsławiu. Tym razem szliśmy trzy dni. Noclegi były w Wołkołacie i Parafianowie. Uczestniczyło 100 pielgrzymów i zostało pokonane 100 km. W tym roku także była zorganizowana po raz pierwszy do Budsławia piesza pielgrzymka z Mińska. O północy nasza grupa pielgrzymkowa w Budsławiu miała Mszę św. w języku polskim, której przewodniczyłem, a potem do godz. 3.00. razem  z młodzieżą prowadziłem  nocną adorację.

5 lipca w kościele nastąpiło odnowienie ślubów zakonnych s. Władysławy.  W tym dniu także złożone były życzenia imieninowe s. Goretti. Kilka dni później było poświęcenie figury przydrożnej Matki Bożej we wsi Wołki.  12 lipca była pierwsza rocznica tych dzieci, które w ubiegłym roku przystąpiły do I Komunii św.

19 lipca odbyła się w kościele I Komunia św., do której przystąpiło 50  dzieci. Prowadziły one Liturgię Słowa, modlitwę powszechną i przynieśli dary ofiarne. Były wzruszające wiersze i podziękowania. Akt ofiarowania się Bogu na białoruskim języku przeczytali rodzice dzieci. Darem ofiarnym rodziców dzieci pierwszokomunijnych była ofiara pieniężna na zrobienie do kościoła 4 konfesjonałów oraz 12 klęczników.

W dniu moich imienin (25 lipiec) młodzież uczestniczyła w uroczystej Mszy św. i w darach ofiarnych przyniosła żywego baranka.  W tej Mszy św. uczestniczyli także ks. Piotr z Wołkołaty oraz ks. Kazimierz Okuszko  z Woropajewa. Po Mszy młodzież pokazała przedstawienie pt. „Z Ewangelią w życiu”. Po południu młodzież już tradycyjnie świętowała imieniny swego proboszcza przy ognisku i na plebanii.

1 sierpnia nastąpiło poświęcenie przydrożnego Krzyża w Ożarcach. Dzień później została zawarta umowa na pełną renowację wnętrza kościoła. Mieli ja zrobić pracownicy z Kombinatu Mastactwa z Witebska, którzy koszt prac wycenili na 600 tys. rub. W związku z tym Msze św. i nabożeństwa zostały przeniesione do dawnego drewnianego Domu Kultury, który był już dawno zamknięty i częściowo w ruinach. W tym samym budynku nieprzerwanie pracował majster organowy, który ustanowił tam j swój cech.

3 sierpnia do parafii przyjechał Zbigniew Siemaszko z Londynu, syn dawnego dziedzica majątku w Lachowszczyźnie, który z Armią Andersa w 1943 r. wyjechał na Zachód. Zostawił ofiarę na kościół w wysokości 400 USD.

12 sierpnia udało mi się w urzędzie paszportowym w Postawach przedłużyć kartę mojego stałego pobytu na Białorusi na trzy lata (do 8.08.1995 r.) . Ważność mojej karty kończyła się 18 sierpnia i władza w rajspołkomie oczekiwała, że po tym dniu będę musiał wyjechać do Polski, nie mogli potem zrozumieć, w jaki sposób mogłem uzyskać przedłużenie swojego pobytu.

W połowie sierpnia odbyła się do Ostrej Bramy w Wilnie pielgrzymka ludzi starszych z parafii. W tym czasie też została zawarta umowa z dyrektorem szkoły w Duniłowiczach o wynajem internatu szkoły potrzebnej dla noclegu robotników, którzy mieli zrobić renowację kościoła.   15 sierpnia odbyła się także uroczystość 60. lecia małżeństwa Marii i Józefa Szerejko z Woropajewa, którzy zawarli ślub w kościele w Duniłowiczach 14 lutego 1932 r. Błogosławił ich wówczas ks. Kaczmarek.

21 sierpnia zostałem wezwany do prokuratury rejonowej w Postawach na rozmowę wyjaśniającą związaną z wysuwanymi przeciwko mnie zarzutami. Dotyczyły one naruszenia konstytucji Białorusi (nauczanie religii w szkołach), obrażenie dyrektora szkoły w Duniłowiczach oraz naprawienie ludzi z „kocią” muzyką pod dom w czasie pogrzebu Hermanowicza. Prokurator chciał tylko, abym się przyznał do zarzucanych mi czynów podpisując odpowiedni dokument. Obiecał przy tym, że żadnych konsekwencji dalej nie będzie, że sprawę szybko zamkną. Ja złożyłem swoje wyjaśnienia i odmówiłem zgody na podpisanie jakiegokolwiek dokumentu.

W związku z kampanią przeciwko mnie, a także problemów z  zameldowaniem, s. Goretti,  musiała  ona wyjechać na pewien czas do Nowego Pohostu, aby być z dala od różnych nieporozumień.

Na początku września do naszej parafii przybyła pocztą statua Matki Bożej Róży Duchownej, w związku z tym rozpoczęło się jej nawiedzanie rodzin. Pierwszą wioską, która przyjęła statuę Matki Bożej było Darewo.

10 września ukazał się artykuł w gazecie „Sumieżża” „Czy ksiądz pożegna się z parafią” («Развiтаецца ксёндз с парафiяй»), podkreślający zainteresowanie władz rejonowych w usunięciu mnie z parafii.

Od 11 do 22 września przebywałem z polską grupą pielgrzymów w Lourdes, La Salette i Padwie. Z Lourdes przywiozłem 20 litrów wody, którą później parafianie mogli zabrać dla ludzi chorych.

16 września w „Sumieżża” ukazał się otwarty list do Z. Czepika, przewodniczącego rajspołkomu i parlamentarzysty, protestujący przeciwko kampanii zniesławiającej mnie podpisany przez komitet kościelny («Адкрыты лiст Чепику»).

WASILIJ CZEPIK

Trzeba także kilka słów powiedzieć o przewodniczącym rajspołkomu (Rejonowy Komitet Wykonawczy) w Postawach i deputowanym do Najwyższej Rady Białoruskiej SRR. 

Wasilij Czepik,  był komunistą z przekonania, urodził się w postawskim rejonie. W czasie alternatywnych wyborów 4 marca 1990 r. do Najwyższej Rady BSRR  i deputatów do miejscowych rad z okręgu woropajewskiego zabiegał o poparcie parafian w Duniłowiczach i Łuczaju. Ci, nawet zorganizowali dla niego agitację po wioskach.   Za jego wyborem był też ks. J. Bulka, który nawet w kazaniach w kościele za nim agitował. Słyszałem, jak to robił w dniu 2 lutego 1990 r., twierdził, że lepiej dla wierzących będzie jak wybiorą swojego człowieka. Nawet raz do tego mnie namówił przed druga turą wyborów, jaka miała miejsce 22 kwietnia. Chociaż niechętnie to powiedziałem, że ks. Bulko prosił, aby wam powiedzieć, że za Czepika trzeba głosować.  Te częściowo swobodne wybory zachwiały monopol komunistycznej partii w Białorusi. W. Czepik, o ironio, został w Najwyższej Radzie Białorusi, członkiem komisji po wolności słowa i jawności informacji, środkach masowego przekazu i i prawom człowieka.

W. Czepik stał się sławny na Białorusi po tym, jak wniósł na rozpatrzenie białoruskiego parlamentu propozycję, aby prezydentem był człowiek, który ukończył 45 lat, a nie jak dotychczas 35 lat. Przyjęcie takiego wniosku uniemożliwiłoby start w najbliższych prezydenckich wyborach dla Aleksandra Łukaszenki, który miał wtedy 39 lat. Później jednak Czepik wycofał swój wniosek.

W. Czepik zginął tragicznie w katastrofie samochodowej na drodze Mińsk-Witebsk w końcu stycznia 2000 r. (w przeddzień 10. rocznicy mojego przybycia do Duniłowicz).

xxxx

Po trzech tygodniach z „wygnania” wróciła do parafii s. Goretti.

29 września 1992 r. był odpust św. Michała Archanioła, w którym udział wzięło czterech księży. Homilie wygłosił o. Bernard Mariański, filipin z Nowego Pohostu. Msza św. odbyła się przed kościołem na ołtarzu polowym.

1 października drugi raz pojechałem na rozmowę do prokuratury rejonowej w Postawach. Prokurator znów chciał tylko od mnie, abym przyznał się do zarzucanych mi czynów bez żadnych konsekwencji. Długo jednak z prokuratorem nie rozmawiałem, gdyż nie widziałem w tym sensu. Wstałem i bez pożegnania, z trzaśnięciem drzwi, wyszedłem. Na plebanii w Duniłowiczach czekałem tylko, jak na taki mój sposób zachowania,  zareaguje sam prokurator.  Po powrocie z Postaw wyjaśniłem komitetowi kościelnemu,  to co się zdarzyło, w związku z tym postanowiono napisać dwie skargi do wyższych instancji na  działanie rejonowego prokuratora w związku z jego nieprawomocnym działaniem. Jedną miała być moja osobista skarga, druga miała pochodzić od komitetu.. Potem był jeszcze list do najwyższych władz białoruskich związanych z otrzymaną odpowiedzią.

Z archiwum:

Председателю Верховного Совета Республики Беларусь,  г. Минск

Генеральному Прокурору Республики Беларусь. г. Минск

от гражданина Пожарского Кшыштофа Каэимировича,

проживающего в д. Дуниловичи, Поставского района, Витебской области.

Жалоба

Я работаю ксендзом Дуниловического и Лучайского прихода. Наша парафия зарегистрирована решением Витебского обл­исполкома  № 184 от 21 июля 1992 года.

В апреле 1992 года гражданка Кузьмич Ромуальда Антоновна, работающая начальником военно-учётного стола Дуниловивского сельсовета Поставского района, написала на меня жалобу в районную газету «Пастауски край» клеветнического характера, а также передала ещё одну жалобу на меня заместителю председателя Поставокого райсовета народных депутатов Кейзик Алле Эдмундовне.

Эта жалоба также носит клеветнический характер. Первая жалоба была опубликована в районной газете, а вторую жалобу Кейзик А.Э. направила прокурору Поотавского района. Я считаю, что Кейзик А.Э. наталкивала прокурора Поставского рай­она на привлечение меня к уголовной ответственности. Однако при проверке оказалось, что Кузьмич Р.А. просто клевещет на меня. Тогда прокурор стал меня обвинять в том, что якобы я незаконно проводил уроки религии в шкоде и в доме культуры, а также якобы оскорблял директора Дуниловичской средней виолы Бульбенова В.А. и председателя колхоза 25-й партсъезд» Сакоонова И.С.

Прокурор Поставского района Севрюков А.Н. несколько раз вызывал меня к себе в кабинет и требовал признать себя виновным и подписать документ о том, что я признаю себя виновным. I отказался. Члены костёльного комитета ездили на приём в Витебский облисполком, где с ними беседовали Кулаков, Цецохо и  Морозов. Выслушав членов костёльного комитета руководители Ви­тебской области сказали им: «На вашего ксендза возбуждено уго­ловное дело и мы не можем вешаться».

Верующие ездили на приём к председателю Поставского райсовета народных депутатов Чепику В.В, который является народным депутатом Республики Беларусь по нашему избирательному округу. Чепик не принял в верующих.

Действия Кузьмич Рональды Антоновны, Кейзик Аллы Эдмундовны и прокурора Поставского района — Севрюкова Анатолия Николаевича по нагнетанию клеветы в мой адрес унижают моё человеческое достоинство, носит оскорбительный харак­тер, позорят меня,  мешая нормально работать и жить.

Кроме того, клеветнические измышления в мой адрес и незаконные действия прокурора, злоупотребляющего своей властью по отноше­нию ко мне, взволновали всех верующих. С трудом мне удалось удержать их от неповиновения местным властям.

Прошу данной вам властью возбудить уголовное дело против Кузьмич Р.А., Кейзик А.Э. и Севрюкоаа А.Н., провести расследование совершённого ими преступления и напра­вить дело в суд. Ни я, ни верующие не можем оставить без последствие посягательство на моё человеческое достоинство.

1 октября 1992 года.                                                                                     Пожарский К.К.

Председателю Верховного Совета Республики Беларусь, г. Минск

Генеральному Прокурору Республики Беларусь, г. Минск

от заместителя председателя костёльного комитета Дуниловичского костела…

председателя костельного комитета Лучайокого костёла…

Жалоба

В апреле 1992 года бывшая председатель Дуниловичского сельсовета Кузьмич Ромуадьда Антоновна, которая сейчас работа­ет начальником ВУС этого Совета, направила жалобу клеветнического характера в районную газету «Пастауски край», где её опубликовали. Такого же характера жалобу она направила в Поставский райисполком, Кейзик Алле Эдмндовне, которая работает заместителем председателя Поставского райсовета народник депутатов. Кейзик эту жалобу напра­вила прокурору района Севрекову Анатолию Николаевичу.

Обе те жалобы были направлены против нашего ксендза Пожарского Кшыштофа Казимировича. I них распространяются о нём вымышления порочащие его честь и достоинство.

Вопреки ожиданиям руководства Поставского района верующие вступи­лись на своего оклеветанного пастыря, для того, чтобы ехать жало­ваться на незаконные действия руководителей Поставского района, верующие заказывали 6 автобусов, чтобы поехать к вам в г. Минск.

Мы уговорили их не делать этого. Наша парафия охватывает 5 колхо­зов» и 2 совхоза, и массовый выезд верующих в г. Минск мог парали­зовать все сельскохозяйственное производство. Но руководство Поставского района во главе с председателем райсо­вета народных депутатов Чепиком В.В. ничего не поняло и выводов для себя не сделало. Нашего ксендза стали обвинять в том, что якобы он незаконно обучал детей в школе религии, а также оскор­бил директора школы Бульбенова В.А. и председателя колхоза «25-й партсъезд» Саксонова И.С.

Прокурор района Севрюков А.Н. вызвал ксендза Пожарского К.К. и потребовал подписать документ о том, что ксендз признаёт себя ви­новным. Это возмутительно. Все верующие взволнованы, негодуют, возмущаются.

Члены костёльного комитета ездили на приём к руководству Витебс­кого облисполкома. Их приняли Кулаков, Цецоха и Мрозов. Выслу­шав нас, они ответили: «На вашего ксендза возбуждено уголовное дело».

После этого мы поехали на прием к нашему руководители района Чешку В .В., которого наши верующие избирали народным депутатом Республики Беларусь. Чепик отказался нас принять.  Из  этого мы поняли, что именно он стоит за всей этой кампанией травли нашего ксендза. Во время выборов мы ездили по деревням и уговаривали населеннее голосовать за Чепика, а последний в своих речах обещал нам свою поддержку и защиту от гонений на верующих. Не теперь он нас даже не принял.

Кампания клевету лишения человеческого достоинства уважаемого всеми ксендза Пожарского Кшыштофа Казимировича продолжается.  Обстановка накалена до предела. Терпение верующих не безгранично. Мы имеем дело с откровенным попранием прав человека, гонением на веру. Всё это дискредитирует те заявления , которое делает наш Верховный Совет и  его Председатель за рубежей и внутри страны.

Обращаемся к вам с просьбой возбудить уголовное дело против тех лиц которое оклеветали Пожарского К.К., а именно: Кузьмич Р.А., Кейзик А.Э., а также в отношении прокурора Поставе кого района Зеврюкова А.Н., который злоупотребил своей властью, запугивая Пожарского К.К. и требуя от него подписать протокол о признании вины, которой не имеется.    

Мы знаем, что к вам обратился с аналогичной жалобой Пожарский К.К., и в этой связи считаем нужным вам сказать, что наша жалоба написана, не под его влиянием. Мы обращаемся к вам от имени сотен и сотен верующих. Это они нас заставили обратится к вам.   

1 октября 1992 г.                                                               подписи

Председателю Совета по делам религий при Совете Министров Республики Беларусь

Копия : Председателю Верховного  Совета Республики Беларусь  тов. Шушкевичу Станиславу Станиславовичу

Костельный комитет Дуниловичской парафин Поставского района получил Ваш ответ за № 206 от 30 июня 1992 г. на наше заявление в Верховный Совет Республики Беларусь. Содержание ответа во многом было для нас неожиданным. Мы надеялись, что здесь разберутся  по данному вопросу по настоящему. Однако очень жаль, что так с пренебре­жением отнеслись к так многочисленному количеству людей подписавших заявление и не посчитали нужным приехать на место разобраться по существу, побеседовать с верующими и понять как эта статья взволновала верующих, посмотреть сколько много сделано, как восстанавливается памятник культуры.

Вопреки Вашему утверждению в статье газета «Поставский край» имеется явное противопоставление католической и православной  религий.

А нападки А. Кастеня  на недавно прибывшего в Дуниловичи священника за его принципиальность и неукоснительное выполнение католических канонов мы, верующие , воспринимаем как оскорбление религиозных чувств верующих, тем более, что абсолютно большинство католиков дуниловицкой и лучайской парафии, любят и уважают молодого священника Кшиштофа Пожарского за его добросовестность, честность и трудолюбие и за его огромный вклад в восстановлении доведенных до разрушения храмов Дуниловичах и Лучай.

     Й, наконец наш пояснения относительно государственного флага Польши. Однажды люди, которые занимаются  украшением костёла в один праздник год тому назад  вывесили между флагом Папы Римского и Католического Костёла флаг польский в честь дружелюбной нам Польши, которая прислала нам ксендза и мы были очень рады, когда получили возможность молится  нашем костеле  после    пятидесяти страшных лет и     обвинять ксендза в том. что он это сделал,  это просто несправедливо, ведь ксендз не занимается украшением костёла, а только занимается наукой веры и любви к Богу.

    Нам ясно, что районная газета случай с польским флагом  раздула искусственно,  ведь никаких  законов и инструкций Республики мы не  нарушили,  насколько   такого суверенного государства   тогда еще не было.

    От некоторого времени уже появляются по праздникам  белоруски флаги и богослужения и проповедь началась на белорусском языке для детей  и молодежи и почему то хорошего никто не замечает. Правда нам старейшим людям очень трудно в таком возрасте молится на белорусском языке, всю жизнь молились на польском языке,    только понимаем, что детей и молодежь следует учить молится на белорусском языке.

     Достойно сожаления то, что статья газеты «Поставский  край»  подучила    одобрение и похвалу со стороны Совета Министров Республики Беларусь.  На наш взгляд  антигосударственным и аморальным является момент, когда А. Костень в    статье районной газеты смело поучает,  что в выполнении законов (или религиозных канонов) следует руководствоваться правилом: «Закон – как дышло».

Мы верующие  Дуниловичской парафии  считаем, что ответ Совета по делам религии при Совете  Р. Б. был бы, более удачным и справедливым,  если бы из уважения  к массе подписавшихся верующих был послан на мосто добросовестный проверяющий.     

И нам обидно, что нашего ксендза начали считать за какого то врага и мы     поэтому возражаем и настойчиво будем защищать нашего ксендза до конца. И   прилагаем Вам статью газеты «Сумежжа» Поставского района от 11 мая  1992 года  «Даруйце и даруюць вам», в которой дан правильны ответ на статью А. Костеня «Костель  и вокруг его».

И поэтому просим более внимательно разобраться и дать нам ответ.

Приходской совет Дуниловицкой парафии (12 подписей)

***

W tym czasie jedna z parafianek łuczajskich (Magdalena) udała się do rajspołkomu w Postawach, aby drogą nieoficjalną wyjaśnić niektóre zarzuty przeciwko mnie. Potem sporządziła z tego notatkę mówiącą, że o wszystkim co się w parafii dzieje, doskonale wiedzą. I mieli przeciwko mnie następujące zarzuty: że nikt na obiad z tym Litwinem na plebanii z naczelników rejonu nie był zaproszony, a głównie przewodniczący kołchozu Wołodźko. Mówili, że w Gruzdowie na poświęcenie kaplicy był przewodniczący rajspołkomu Czepik; że nie byłem u nich z s. Goretti;  że na poświęconej tablicy kamiennej w kościele w Łuczaju nie pojawiło się nazwisko Wołodźki i za to szczególnie obwiniają; mówili, że będą skarżyć się do biskupa, gdyż on przysyła księży Polaków, którzy chcą tutaj zrobić Polskę i oceniają księży i biskupa, jako szpiegów.

     Do tego katalogu zarzutów można by dodać jeszcze inne, które były formułowane w ciągu kilku lat mojej pracy w dwóch parafiach: że szerzę kulturę polską i chciałem założyć polskie towarzystwo kulturalne; że pojawiła się polska flaga w kościele;  że za dużo po wsiach było postawionych krzyży; przy wymianie pieniędzy za dużo było u mnie 100 rublówek;  że za pyszne były składne dla mnie życzenia imieninowe i urodzinowe; że nie było Mszy po białorusku;  że za dużo było w kościele dewocjonaliów; że w referendum cała dwudziestka komitetu kościelnego głosowała przeciw.

     Tym ostatnim zarzutem byłem trochę zdziwiony, gdyż sam o tym nie wiedziałem.  Otóż 17 marca 1991 r. odbyło się referendum na temat zachowania Związku Sowieckiego.  I zapewne władza rejonowa myślała, że jak ludzie głosowali przeciw, to była w tym moja „niebywała” zasługa.

     Dla mnie trochę niezrozumiałym był fakt, że nigdy nie usłyszałem przeciwko mnie zarzutu na temat odnowienia, (chociaż nie do końca) cmentarza wojennego z 1920 r. Zapewne ówczesna władza w rejonie tego nie zauważyła albo specjalnie przemilczała.

8 października 1992 r. do kaplicy na plebanii zostały przywiezione dwie ławki zrobione w cechu stolarskim w Starym Dworze. W tym dniu do rajspołkomu w Postawach, na ich zaproszenie, pokonując kilkaset kilometrów, przyjechał abp. K. Świątek, który o mojej sprawie rozmawiał z Ałłą Kiejzik.  Przedstawiła ona metropolicie wszystkie pretensje, jak miała władza rejonowa przeciwko mnie.

Następnie metropolita na rozmowę ze mną przyjechał na plebanię do Duniłowicz. Przedstawił mi wkrótce moją trudną sytuację  w jakiej znalazłem się w rejonie. Mówił, że oni tutaj mi już żyć nie dadzą i zaproponował jednocześnie, że może przenieść mnie do innego rejonu, np. do Dziśny albo do jednej z parafii pod Pińskiem lub w okolice Mińska. Ja, jednak chciałem zakończyć w pełni renowację kościołów w Duniłowiczach i Łuczaju, dlatego też prosiłem metropolitę, aby zostawił mnie jeszcze na pół roku.  Arcybiskup kiwał jednak głową, dając do zrozumienia, że to niemożliwe. Wówczas już prosiłem tylko o miesiąc czasu na to, aby cokolwiek zdążyć jeszcze zakończyć i odpowiednio pożegnać się z parafią. Nie przystałem na propozycję przejścia do innej parafii, twierdząc, że jak tutaj nie mogę pracować, to lepiej pojadę do Rosji, gdzie zapraszał mnie abp. T. Kondrusiewicz.  Arcybiskup Światek skłonił głowę i powiedział: „dobrze”. Za kilka dni znowuż do mnie zadzwonił, aby poinformować, że rozmawiał już o mnie z abp. Kondrusiewiczem, a ten znalazł dla mnie nową parafię  w Rosji– Psków.

Za dziesięć dni otrzymałem  pocztą dekret mnie odwołujący:

„Curia Archidiocesiana Minscensis-Mohyloviensis, № 21/92 die 16 men 10.1992

Dekret. W związku możliwością przejścia do pracy duszpasterskiej pod jurysdykcję J.E.Ks. Abpa. Tadeusza Kondrusiewicza, Administratora Apostolskiego w Moskwie, z dn. 15 listopada 1992 r. zwalniam Wielebnego Księdza Krzysztofa Pożarskiego ze stanowiska proboszcza parafii w Duniłowiczach i Łuczaju, archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Szczerze dziękuję za długą i ofiarną pracę duszpasterską w w/w parafiach i z serca błogosławię na dalsze trudy kapłańskie.

Abp Kazimierz Świątek. Metropolita mińsko-mohylewski”.

Dla mnie do dzisiaj pozostaje tajemnicą, wówczas takie zachowanie metropolity, który nie bronił swego kapłana, a tak lekko poddał się naciskowi władz rejonowych.

***

28 października został przywieziony do kościoła ołtarzyk procesyjny św. Józefa i św. Krzysztofa.  Na uroczystość Wszystkich Świętych (1 listopada) odbyła się tradycyjna procesja żałobna, która miała następujący przebieg. U drzwi wejściowych została poświęcona kamienna tablica o treści: „Wdzięczni Bogu i wstawiennictwu Maryi, za wolność religii i Kościoła, za to, że minęły lata bezprawia, poniżenia i dewastacji tej świątyni. 1945-1990. Wznosimy ten kamień dla potomnych, by trwając przy Bogu – dbali o nią i bronili jej nawet do oddania swojego życia. Ksiądz Proboszcz K. Pożarski praz parafianie duniłowiccy, którzy dokonali jej renowacji. Duniłowicze. 1.11.1992 r.” Potem pierwsza stacja procesji była przy mogiłach dwóch kapłanów spoczywających przy kościele, druga na cmentarzu wojennym 1920 r., a pozostałe na cmentarzu parafialnym. W tygodniu po Dniu Zadusznym, procesje żałobne odbywały się na innych cmentarzach w parafii: w Siergiejewiczach, Kalitach, Żertwiance, Żukowie, Darewie, Sarokach, Mosztarkach, Żeczkowszczyźnie, Ginkach, Żdanach oraz Prześledze.

Na początku listopada odbyło się poświęcenie przydrożnego Krzyża w Kalitach i w Norzycy. W tej ostatniej wsi  została także poświęcona przeze mnie wiejska łaźnia.

I nadszedł wreszcie dzień 15 listopada, dzień pożegnania mojego z parafią. Wiele osób przyszło w ten dzień do starego Domu Kultury zamienionego na tymczasową kaplicę na Mszę św. Siostra Goretti przygotowała z młodzieżą na pożegnanie inscenizację „Krzyż”. Była ona przeplatane religijnym śpiewem. Po inscenizacji zabrał glos Wincenty Kremis, który przeczytał wcześniej przygotowaną mowę.

„Drogi i Kochany księże Proboszczu! Przeżyliśmy razem z Toba trzy lata, które dla nas bardzo wiele znaczą. Troszczyłeś się o nas z Ojcowską miłością nie szczędząc sił, zapału i zdrowia. Tobie trzeba było się spalać z dnia na dzień borykając się z tysięcznymi problemami i trudnościami, ale miałeś jeden cel „Służyć Bogom i ludziom”. Od momentu, kiedy stanąłeś pośród nas, nasze życie nabrało innych wymiarów, roztoczyłeś przed nami nowe horyzonty, zapaliłeś światło, które świeciło zbyt krótko. W naszych rodzinach zapanował większy ład moralny, zgoda, miłość, nasze dzieci i młodzież powoli wracają do Boga i Kościoła, odkrywają sens i cel życia. Otoczyłeś opieką chorych, opuszczonych i starych. Dziś wszyscy, jak tylko możemy, z głębi naszych serc składamy Ci serdeczne podziękowanie.

Dziękujemy ci,

za każde drzewo, które własnymi rękami wyciąłeś z naszego kościoła,

za każdą taczkę gruzu,

za odbijanie zmurszałego tynku i zakładanie nowego,

za remont kościoła i plebanii,

za instalacje elektryczną i centralne ogrzewanie,

za przepiękne ogrodzenie naszego kościoła,

za uporządkowanie cmentarzy,

za pielgrzymki i uroczystości,

za uśmiech i serce, którym otaczałeś każdego z nas.

W zamian za ogrom dobra, odpłacono ci niewdzięcznością, odrzuceniem i wypędzeniem. Ale tylko jednostki to uczyniły. Większość z nas jest i pozostanie z Tobą. Byłeś i jesteś naszym przyjacielem, Ojcem i Bratem. Nasza wdzięczność i modlitwa będą Cię wspierać i towarzyszyć dokądkolwiek pójdziesz. Do najpiękniejszych dni naszego życia należeć będą te, które przeżyliśmy z Tobą. Szczęść Ci Boże nasz dobry Pasterzu”.

Po przemówieniu W. Kremisa głos zabrał przedstawiciel Związku Polaków na Białorusi w Postawach, który wierszowanym przemówieniem pobudził wszystkich zebranych do wielkiego płaczu. Potem głos zabrała przedstawicielka tegoż Związku, która podkreśliła zasługi byłego już proboszcza na tutejszych ziemiach.

Zostało mi także wręczone podziękowanie od dwóch komitetów parafialnych:

„Komitet kościelny parafii Duniłowicze i Łuczaj pragną wyrazić serdeczne podziękowanie dla ks. Krzysztofa Pożarskiego za jego trzyletnia pracę, za jego zaangażowanie odrodzenia wiary i moralności w naszych parafiach, za jego prace i osobisty trud związany z odnowieniem naszych zniszczonych kościołów.

Składamy gorące podziękowanie za jego nauki i za jego wierne stanie przy Ewangelii Chrystusowej i za wierny przykład ucznia Chrystusa nam zostawiony.

Niechaj go Bóg obdarzy obfitą łaską i swoim zmiłowaniem w dalszej pracy kapłańskiej, a Maryja Matka Boża dodaje odwagi do zmagania się z każdym złem i ludzka nienawiścią.

Prezes Duniłowickiego Kościelnego Komitetu M. Zacharicz

Prezes Łuczajskiego  Kościelnego Komitetu F. Leszczyk

Potem podziękowałem Zgromadzeniu Sióstr Serafitek za pracę s. Goretti i innych sióstr. Następnie młodzież w serdecznych słowach dziękowała za naukę religii, religijne przedstawienia, śpiewy i wszelkie dobro. Piosenką „Moja prawdziwą radością jesteś Ty” zakończono ten smutny dzień dla parafian.

Po tym pożegnaniu pozostałem jeszcze kilka dni w parafii, a s. Goretti z gospodynią Teresą Szymko wyjechała do Nowego Pohostu.

W trakcie mojego trzechletniego pobytu w Duniłowiczach gospodynią na plebani była Teresa Szymko z Mior, pomagały jej Anna Rychlicka i Anna Kozłowska.

W szczególny sposób w pracach nad odrodzeniem parafii i renowacją kościoła, wyróżnili się szczególnie następujące osoby:

Mieczysław Zacharycz (Piotrowicze)

Kuźmicz Konstanty (Woropajewo)

Wacława Kołos (Duniłowicze)

Mieczysław Kołos (Duniłowicze)

Józef Pacewicz (Drozdy)

Wincenty Kremis (Darewo)

Paweł Tadżycki (Siergiewicze)

Gwidon Szkornik (Rzeczkowszczyzna)

Ryszard Zielenkiewicz (Wołki)

Wacław Grybko (Piotrowicze)

Zygfryd Galimski (Żestwianka)

Anna Rychlicka (Świdno)

Maria Rychlicka (Świdno)

Maria Swarcewicz (Wołki)

Antoni Ankudowicz (Norzyca)

Mieczysław Matoszko (Siergiewicze)

Józef Malec (Ługi)

Danuta Titowicz (Woropajewo)

i z Duniłowicz:

Aldona Puśko

Anna Kozłowska

Anna Marcinowicz

Antonina Podlipska

Franciszek Kalicki

Gertruda Kozłowicz

Lidia Kiejzik

Maria Grybko

Olimpia Świerkowicz

Sabina Lipska

Stefan Tanana

Wacław Poźniak

Zonia Ananicz

Szczególne słowa podziękowania należały się Konstantemu Kuźmicz z Woropajewa, który bezinteresownie wykonał wiele kościelnych mebli: ołtarz soborowy, ambonka, ambona, katafalk, tabernakulum, cztery konfesjonały, szafy do zakrystii, itd. oraz byłemu przewodniczącemu Kołchozu w Duniłowiczach, a później przewodniczącemu siel sowietu Walentynowi Paszkiewiczowi oraz redakcji gazety „Sumieżża”, która po moim odejściu, została przez władzę w rejonie dosyć szybko zamknięta. 

Żegnając się ze swoimi parafianami, napisałem także do nich pożegnalny list, który został zamieszczony w gazecie „Sumieżża” 13(19) 16-30.11.1992 r.

„Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli”

Dobiega końca mój trzyletni pobyt na Białorusi w Duniłowiczach i Łuczaju w Postawskim rejonie. Jednak za nim opuszczę moje parafie, chciałbym podzielić się moimi refleksjami nie tylko z moimi parafianami, ale i mieszkańcami całego rejonu.

Pragnę w ten sposób napisać mój pożegnalny list.  Na samym początku stycznia 1990 r.  opuściłem moją Ojczyznę, aby przybyć tu do was i pracować jako kapłan. Przyjechałem na moja ojcowiznę, gdyż moi rodzice urodzili się na tych ziemiach. Zostawiłem swój kraj, wyrzekłem się wygód i dobrobytu, by tylko nieść spragnionym ludziom Boga, tego Boga, którego wydzierano z serc ludzkich wiele lat. To imię Boże chciano wymazać w imię jakiejś zgubnej ideologii będącej hańbą ludzkości.

Przyjechałem do zrujnowanego kościoła, który w ocenie wielu już nie podlegał remontowi, którego w dodatku jakaś zbrodnicza ręka chciała wysadzić w 1984 r. w powietrze. Nie zląkłem się jednak tych ruin, nie bałem się pracy, bo jeśli „z nami Bóg”, to wszystko staje się możliwe. Z zapałem przystąpiliśmy razem do jego odnowienia, myślałem już, że tutaj w rejonie zrozumiano, że człowiek bez Boga jest straszny nie tylko dla siebie, ale i dla drugiego człowieka. Myślałem, że nadeszła prawdziwa wiosna dla religii. Dosyć szybko jednak przekonałem się, że takie myślenie nie dotyczy administracji Postawskiego Rejonu w którym wszyscy żyjemy. Nad tym rejonem dalej unosi się ciężki oddech Stalina, który sprawia, że niektórzy dalej chcą podporządkowywać Kościół pod swoje własne interesy. Takim przykładem są wybory, który były na wiosnę 1990 r.

Praca kapłańska wśród was była dla mnie bardzo ciekawą, chociaż dosyć trudną, gdyż napotykało się wiele przeszkód od różnych ludzi na ruinach powalonego już komunizmu, ale jeszcze dyszącego.  Praca duszpasterska była trudna, bo wiele ludzi było i jest nadal zagubionych, bądź zabłąkanych, nierozumiejących, co to jest Bóg.

Była to praca pośród młodych ludzi, którym wiarę w Boga była wyrwana i ośmieszana zwłaszcza w szkole przez lekcje ateizmu. Tyle lat mówiono i wbijano do głowy, że Boga nie ma, że Bóg to jakaś baśń. Była to praca też nadzwyczajna, gdyż prawie wszystkim sprawom trzeba poradzić było sobie samemu.

Gdy patrzę na to, co było, a co już jest, to serce moje raduje się, nie tylko z prac związanych z odnowieniem kościołów w Duniłowiczach i Łuczaju, ale również z tego, że wiara pośród ludzi umocniła się. Radość z tego, że coraz więcej dzieci i młodzieży przychodziło do kościoła, że nasze parafie stawały się podobne do tych, jakie są w innych chrześcijańskich krajach. To jest z nauką religii w szkołach, (z których nas niestety wyrzucono), z uroczystą I Komunia św. dla dzieci i z sakramentem bierzmowania, z rozśpiewana młodzieżą, z pielgrzymkami autokarowymi bądź pieszymi, z jasełkami i misterium Męki Pańskiej, z rekolekcjami czy też Misjami Świętymi.

Żal mi tyko waszych łez i nieprzespanych nocy, tych gorących modlitw wznoszonych za mnie do Boga, tego waszego trwania przy swoim proboszczu do końca.

Za to wam serdecznie dziękuję i o tym zawsze będę pamiętał, za te trzy lata mojego młodego proboszczowania wśród was. Dziękuje wam za obronę mojej kapłańskiej godności przeciwko ludziom złym. Za liczne listy i petycje i wyjazdy w mojej obronie.

Dziękuję Redakcji niezależnej gazety „Sumieżża” za możliwość opublikowania mego listu, jak i za inne artykuły w obronie mojej osoby. Niechaj was wszystkich Bóg błogosławi, a Najświętsza Panna Maryja niechaj otoczy was swoją matczyna opiekę. A tym wszystkim, którzy zadali mnie, jak i wam wiele cierpień i bólu, niech Bóg przebaczy i niech nie poczyta im kolejnego grzechu, da łaskę nawrócenia i miłości do swego bliźniego.

Były proboszcz duniłowickiej i łuczajskiej parafii Ks. Krzysztof Pożarski

16.11.1992 r.

Ten mój list zauważyła rejonowa gazeta „Postawski Kraj” (28.11.1992 r.), która  zamiesiła komentarz  w rubryce „bez komentarza”  z tytułem „Tutaj unosi się ciężki oddech stalinizmu” (Тут цяжки подых сталiнизму»)

Na tę komentarz zareagował jeden z mieszkańców Postaw i przysłał do redakcji „Sumieżża” list zatytułowany „List do nieznanego autora” (Лiст невядомаму аутору»)

Z parafialnego archiwum: życzenia składane przez wiernych

Віншаванне

Віншуем нашага дарагога пробашча Дунілавіцкай і Лучайскай парафій Кшыштофа Пажарскага з днём нараджэння.

Жыць зйыш ста гадоў жадаем,

Помнім, лобім, даражым.

Хай бяда цябе мінае,

Вудзьце шчасяівы ва ўсім.

Сардэчна дзякусм Вам за праяўленую да нас і нашых дзетак дабрату, за навучанне розным малітвам. Нізкі пакяон Вам за ўсё добрае і снравядлівае. Ніколі не згасне ў нашых сзрцах святло дабраты і міласці, запаленае Вамі. Спадзяёмся, молімся і чакаем Вас, каб зноў у нашым касцёле засвяціла сонца. Шчасця Вам!

Вернікі вёскі Ажуны Пастаўскага раіна.

Народная газета, 05.02.1992 г.

Чакаем Вас, дарагі пробашч!

Не меньш 1 мільёна чалавек прачыталі ў «Народнай газеце» віншаванне з днём нараджэння пробашча Дунілавіцкай і Лучайскай парафій Кшыштафа Пажарскага. У шчырых словах вернікаў вёскі Ажуны выказаны пажаданні соцень людзей аб вяртанні гэтага святара ў касцёл, які ксёндз быў вымушаны пакінуць з-за процідзеяння пракамуністычных улад. Спрабавалі вернікі перад гэтым змясціць сваё віншаванне і ў газеце «Пастаўскі край», аднак ім было адмоўлена у гэтай просьбе.

«Сумежжа» 16-28.02.1993

ВІНШУЕМ!

    Вiншуем дарагога нашага ксяндза Дунілавіцкага касцёла Кшыштафа Пажарскага з надыходзячым   святам, Вяліканцам!

   Жадаем,  каб не знаў нягод,
   Не ведаў гора i няшчасця.
   I каб хапіла на сто год
   Здароўя, радасці i шчасця.
Сардэчна дзякуем за Вашу цяжкую, але вельмі патрэбную для людзей працу.
                                                                          Жыхары вёскі Ажуны.

       Пастаускi край, 17.04.1992 г.

Удзячнасць

Ксяндзу-прооашчу Дунілавіцкан і Лучайскай парафій Кшыштафу Пажарскаму

Дарагі ксёндз-пробашч! Касцельныя камітэты ад імя вернікаў Дунілавіцкай і Лучайскай парафій выказваюць Вам сардэчную ўдзячнасць за нястомную трохгадовую дзейнасць па адраджэнню веры і    маралі сярод нашых людзей, за плённую працу і вялікі асабісты ўклад у справу аднаўлення; нашых зруйнаваных раней касцёлаў. Горача дзякуем за Вашы павучанні, за вернае служэнне справе Божай. Хай Бог сваёй ласкай спрыяе Вам у далейшай працы каплакскай, а Маці Божая дае сіл перамагаць зло ў жыцці, змагацца з заганамі ў  чалавечых душах.

Старшыня Дунілавіцкага касцёльнага камітэта М. ЗАХАРЫЧ

Старшыня Лучайскага касцёльнага камітэта Ф. ЛЕШЧЫК.

Сумежжа, 16-10.11.1992 г.

Удзячнасць

Ксяндзу-пробашчу  Лучайскай   парафіІ Кшыштофу Пажарскаму

Дарагі ксёндз-пробашчі Мінулая нядзеля была развітальнай з Вамі. 3-за жалю I слёз не змаглі выказапь Вам у той дзень сваіо ўдзячнасць. Вы не шкадавалі ні сіл, ні часу, каб да кожнага сэрца ланесці слова Божае, вучылі маліцпа нас і нашых дзетак, жыць Божымі законамі, ахрысцілі нехрышчоных, павянчалі невянчаных. Дзякуючы Вашым нястомным старанням святую Камунію прынялі людзі хворыя, хто не можа дайсці да касцёла, хто па розных прычынах не прымау яе многа год. Шчыра ўдзячны Вам за каляду па нашых хатах. за адведваніге хворых, старых, за пілігрымкі, экскурсіі. Вез Вас зноў стане пуста ў нашым касцёле. I ўсё ж не трацім надзеі на спатканне. Жадаем Вам, дапагі ксёндз-пробашч моцнага здароўя, поспехаў, шчасця, добрых людзей на Вашай дапозе. Хай Маці Божая ўвесь апякуецца над Вамі. Нізкi паклон за Вашу цяжкую працу, за ўсё, што для нас рабілі.

Веруючыя вёски Цешылава

Пастаускi край,, 18.11.1992 г.

Dziękując także siostrom serafitkom za ich pracę napisałem do matki generalnej następujący list

Duniłowicze, 17.10.92 r.

Wielebna Matko Generalna,

Nadszedł wreszcie czas, że muszę napisać ten list, ponieważ moja kapłańska praca w Duniłowiczach powoli dobiega końca Pracowałem tutaj prawie trzy lata, z czego 1, 5 roku pracowała wraz ze mną jedna Siostra z Waszego Zgromadzenia.  I za to ja, jak i cała parafia w Duniłowiczach i Łuczaj są Wam bardzo wdzięczne. To, co tutaj zrobiła s. Goretti, jak i inne siostry na zawsze pozostanie w ludzkiej pamięci. Za pracę waszych Sióstr, za  całą ich ofiarę, dobroć i uśmiech z całego serca dziękuję całemu Waszemu Zgromadzeniu, a zwłaszcza Prowincji Oświęcimskiej.

Przez cały czas pracy z s. Goretti dokonaliśmy wiele, może za zbyt wiele, dlatego wzbudziło to z jednej strony zazdrość, a z drugiej i nienawiść. Dopóki było można nie poddawałem się i robiłem wszystko, ażeby tutaj dalej pracować, gdyż chciałem dokończyć renowacji kościo­łów i dokonać ich uroczystego poświęcenia.

Chociaż stosunki z miejscowymi władzami były porządnie napięte (z powodu ich bezpodstawnych zarzutów i w mieszania się w wewnętrzne sprawy moich parafii), to jednak jakoś można było jeszcze pracować, tym bardziej, że mogłem na Białorusi przebywać jeszcze do 1995 roku.

Jednak abp. Kazimierz Świątek prosił mnie, abym sam zrezygnował z moich parafii, dlatego też tak się stało. Wyjaśniał to mi tym, że były olbrzymie na niego naciski ze strony władzy, a poza tym trudno byłoby mnie tutaj pracować. W zamian proponował mi pracę gdzie indziej, czy to w samym Witebskiem obwodzie, czy też w diecezji Pińskiej albo pod Mińskiem. Ja jednak wolałem wybrać pracę w Rosji, bo o niej już wcześniej myślałem. Poza tym abp. T. Kondrusiewicz kiedyś mnie do siebie zapraszał. Myślę, a oto wcale nie mam żalu, że abp Świątek poświęcił mnie dla większej sprawy Kościoła na Białorusi. Nie długo on sam, ale i de­legacja rządu Białorusi będą w Watykanie. Trzeba będzie nawiązać stosunki dyplomatyczne, a także uznać metropolitę mińsko-mohylewskiego. Dlatego też myślę, arcybiskup ustąpił naciskowi władz, gdyż większe jest dobro Kościoła, niż dobro jakieś jednostki. Tak czy inaczej dla mnie w ten sposób została ukazana wola Boża.

W Duniłowiczach będę do dnia 15 listopada, potem na miesiąc do Polski i przed Bożym Narodzeniem mam rozpocząć pracę w Pskowie w Federacji Rosyjskiej. Jest to miasto wojewódzkie, liczy gdzieś około 200 tys. mieszkańców. Znajduje się około 300 km przed Sankt Petersburgiem. W tej chwili tyle o tym  wiem, aż do mojej bezpośredniej rozmowy z abp. T. Kondrusiewiczem, która ma odbyć się za kilka dni. W wtenczas też wszystko będzie mi wiadome.

Jeśli zaś chodzi o s. Goretti, to dla niej były to ciężkie dni, nie mogła normalnie pracować i ciągle przeżywała sprawę mojego za­meldowania. I jest mi bardzo przykro, że to w ten sposób się wszystko kończy.  

Jakie bym widział w tej chwili dla niej rozwiązanie?

  1. Zostaje w Duniłowiczach i dalej pracuje. Stara się o zameldo­wanie. Może będzie łatwiej, gdy mnie już nie będzie. Pro­boszczem po mnie ma być o. Klaudiusz z Zakonu Kapucynów i przebywa on obecnie w Wołkołacie u ks. Piotra. Rozmawiałem z o. Klaudiuszem, jest temu przychylny.  Jednak, o ile wiem,  o. Piotr z Wołkołaty, który jest jego przełożonym jest trochę bojaźliwy.
  2. Zacznie pracę w innym obwodzie: mińskim czy też grodzieńskim, gdyż widzę, że s. Goretti chciałaby dalej pracować na Białorusi. W tych województwach łatwiej jest dla sióstr zakonnych pracować.
  3. Pracować dalej ze mną we Pskowie w Rosji, ale gdzieś dopiero po kilku miesiącach, dlatego że najpierw muszę sam zorientować, jakie będą tam warunki pracy, ilu jest katolików i jakie potrzeby, W pracy w Rosji odchodzą czynniki nacjonalistyczne, tam nie ma Polaków, wszystko będzie po rosyjsku. Dlatego też myślę, że było by łatwiej otworzyć dom zakonny z prawdziwego zdarze­nia i normalnie pracować, poświęcając się narodowi rosyjskiemu. Taka perspektywa w chodzi jednak za kilka miesięcy, gdy przyjrzę się tam panującym warunkom.

Mam jednak wielką nadzieję, że gdy przyjadę w połowie listopa­da do Polski, to także nawiedzę Matkę Generalną, by z jednej strony podziękować osobiście za pracę Sióstr w Duniłowiczach i Łuczaju, a z drugiej strony przedstawić możliwości pracy Sióstr Serafitek we Federacji Rosyjskiej,

Załączam serdeczne pozdrowienia w Sercu Jezusa i Maryi dla Całego Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Bolesnej

Ks. Krzysztof Pożarski